Tydzień z głowy. Zimny prysznic na kieleckim Rynku

Marcin Sztandera
2009-11-14 , aktualizacja: 13.11.2009 19:38
A A A Drukuj
Liczyłem, że nie napiszę takiego zdania: "Przeciąga się rozstrzygnięcie przetargu na remont kieleckiego Rynku". Drogowcy obiecywali bowiem, iż ta inwestycja będzie bardzo dobrze przygotowana, a od lat przetargi na budowę miejskich dróg kończyły się niemal bezboleśnie. Protestów, w porównaniu z dużymi, wartymi kilkaset milionów złotych inwestycjami drogowymi, było naprawę niewiele.
Tak się jednak nie stało. Remont, który rozpocząć się miał wiosną, wciąż się nie rozpoczął. Najpierw trzeba było poprawiać dokumentację, a teraz prawnicy boksują się kolejnymi argumentami rozgryzając zapisy specyfikacji przetargowej.

Kto jest winny? Wszyscy. Skomplikowana ustawa o zamówieniach publicznych, politycy, którzy pomimo wieloletnich zapowiedzi nie zmienili przepisów i autorzy nieprecyzyjnych zapisów w specyfikacji. Winni są także potencjalni wykonawcy, którzy walcząc o kontrakt, skrupulatnie sprawdzają oferty konkurentów zamiast bić się o kontrakt ceną i jakością prac.

I, niestety, teraz wszyscy wspólnie musimy zjeść tę żabę, chodząc po chyboczących się płytach chodnikowych na brzydkim kieleckim rynku.

Mimo wszystko, nieco przekornie, cieszę się z tego kubła zimnej wody. Przecież lada chwila miasto będzie ogłaszało przetarg na budowę węzła Żelazna, czyli inwestycję szacowaną na około 15 remontów Rynku. Tam dopiero potencjalni kontrahenci będą mieli pole do popisu. Lepiej więc, że urzędnicy przećwiczyli sobie przygotowywanie dokumentacji prestiżowych inwestycji. Bo, prawdę mówiąc, na zmianę przepisów już nie liczę.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów