Po rozwiązaniu zarządu. Podwodna łódź prezesa PiS

Joanna Gergont
07.02.2011 , aktualizacja: 06.02.2011 17:02
A A A Drukuj
Komitet polityczny Prawa i Sprawiedliwości rozwiązał świętokrzyski zarząd partii. Komisarzem została posłanka Beata Kempa. - Nie godzi się tak przedmiotowo traktować ludzi - krytykuje decyzję Jarosława Kaczyńskiego senator Grzegorz Banaś
Jarosław Kaczyński i Beata Kempa
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Jarosław Kaczyński i Beata Kempa
Zarząd regionu rozwiązano w piątek. To decyzja prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego, którą potwierdził komitet polityczny partii. Do Warszawy wezwano posłów, wieczorem Joachim Brudziński, sekretarz generalny PiS-u, w towarzystwie Beaty Kempy przekazał im informację o decyzji. Posłanka zakomunikowała potem, że ustanowiono ją komisarzem.

Potwierdza to senator Grzegorz Banaś, do piątku członek zarządu świętokrzyskiego PiS. - Informacja była dla nas zaskoczeniem - mówi. Brudziński nie podał przyczyn, ale jak mówi Banaś "w sposób dosyć ogólny odniósł się do niezbyt dobrych wyników w ostatnich wyborach" oraz konfliktu w lokalnych strukturach. - Powiedziałem, że taka forma podjęcia decyzji łamie dobre obyczaje, i że na nią nie zasłużyliśmy. Odnoszenie się do niezbyt dobrych wyników, to nie jest argument, bo, nie oszukujmy się, nigdzie w Polsce wynik w wyborach samorządowych nie był imponujący - podkreśla senator.

Jeden z lokalnych działaczy twierdzi jednak, że porażka w Świętokrzyskiem była szczególnie bolesna, bo to region, w którym PiS był bardzo mocny. Nasz region, wraz z Podkarpaciem, uchodził za bastion PiS-u.

- Polityka zarządu była fatalna. Wystawienie kandydata na prezydenta Kielc, który osiągnął tak marny wynik [z ok. 12. proc. poparciem Banaś był trzeci wśród siedmioro kandydatów - red.], utrata wpływów w mieście, gdzie współpracowaliśmy z prezydentem Wojciechem Lubawskim, to samo w sejmiku, gdzie przez ostatnie cztery lata współrządziliśmy i z marszałkiem Adamem Jarubasem szło się porozumieć, to bolesne błędy - ocenia nasz rozmówca.

Z naszych informacji wynika, że "zasługę" w rozwiązaniu świętokrzyskich władz może sobie przypisać starachowicki poseł Krzysztof Lipiec i "posłowie północy", jak obok niego określa się Jarosława Rusieckiego, Marię Zubę, a do niedawna także Bartłomieja Dorywalskiego, którzy zdobyli mandaty w północnej części województwa [Dorywalski wygrał ostatnie wybory samorządowe i wrócił na stanowisko burmistrza Włoszczowy - red].

Lawinę uruchomił list jaki dwa miesiące temu wysłali do prezesa Kaczyńskiego. Januszowi Barańskiemu, prezesowi PiS w regionie, zarzucili konfliktowanie lokalnych struktur, nie liczenie się z głosem posłów, złe zarządzanie partią.

Lipiec nie chce komentować decyzji władz partii. Pytany o konflikt z Barańskim odpowiada: - Nie chcę się mieszać do tego kieleckiego piekiełka.

Ale wiadomo, że spór między nim a Barańskim narastał. Głównym powodem był prezydent Starachowic Wojciech Bernatowicz, także z PiS, z którym Lipiec walczył o wpływy, a później toczył otwartą wojnę. Domagał się wykluczenia go z partii za to, że ten zawiązał w mieście koalicję z lewicą. Pisaliśmy o tym w grudniu.

Nieoficjalnie wiemy, że w liście posłowie północy zaproponowali, by szefem partii w regionie został Lipiec, a jego zastępcą Rusiecki.

Prezes Kaczyński nie docenił ich starań. Zdecydował, że świętokrzyskim PiS-em rządzić teraz będzie posłanka Beata Kempa. I choć w tym roku kończy się kadencja zarządów partii jej celem raczej nie będzie doprowadzenie do wyborów nowych władz. - Stanie się to pewnie już po wyborach parlamentarnych, bo żadnej partii nie służą takie zmiany, zawsze rodzą się napięcia - ocenia Banaś.

Oznacza to także, że nikt inny tylko Kempa będzie "jedynką" na liście do Sejmu. - Robi się ciasno, bo do gry wróciła Halina Olendzka [przejęła mandat po Dorywalskim - red], wielką ochotę na pierwszą piątkę ma także Maria Zuba, a tu jeszcze panowie Lipiec, Rusiecki i Marek Kwitek z Sandomierza. To podgryzanie obecnych władz przez posłów z północy jeszcze może im się nie opłacić - ocenia nasz rozmówca.

Inny kielecki działacz komentuje: - Prezes Kaczyński buduje już nie arkę, ale łódź podwodną, do której wejść i przetrwać mogą nieliczni. To jego świat, ale to nie świat dla partii.

Decyzję otwarcie krytykuje Banaś. - Nie zasłużył sobie na nią prezes Barański, nie zasłużyło sobie dwa tysiące członków partii, najliczniejszej organizacji PiS w Polsce. Nawet nie próbowano zapytać nikogo z władz regionu o to, co się dzieje, wysłuchać drugiej strony. Decyzję podjęto zaocznie. Nie godzi się tak przedmiotowo traktować ludzi, którzy całe serce i wiele lat pracy włożyli w partię - podkreśla senator.

joanna.gergont@kielce.agora.pl

Podziel się

  • 19 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

  • Po rozwiązaniu zarządu. Podwodna łódź prezesa PiS 2asy 07.02.11, 08:13

    sami jesteście sobie winni.Ciągle kłotnie do niczego dobrego nie doprowadziły.Mimoza Zuba i Lipiec są żądni wladzy.Szkoda Barańskiego,uczciwy facet,ale czy Kaczynski z takimi sie liczy.»

  • brański lejzorski 07.02.11, 08:36

    wybory przegraliscie na wlasne zyczenie, przez to wygral psl. a potencjal byl ogromny . jak mozna bylo tak zaprzepascic szanse. ale bledy personalne to podstawa. od kandydatow do sejmiku i »

  • Po rozwiązaniu zarządu. bylelepiej 07.02.11, 09:24

    Nareszcie! Cieszy mnie ze "Banasiowosc" ( klikowosc) wreszcie sie rozpadla. A mialo byc tak pieknie!? I co teraz? Czy Baranski wroci na parking do pracy? A kto sie zaopiekuje szerokousta »