"Kubuś" i MZiZ uratowane! Nie będzie fuzji placówek

Jakub Wątor
18.01.2012 , aktualizacja: 18.01.2012 15:58
A A A Drukuj
Kielce. Spektakl Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta Kielce. Spektakl "Pippi" teatru "Kubuś"
Radni z komisji kultury negatywnie zaopiniowali projekt uchwały, według której Muzeum Zabawek i Zabawy i teatru "Kubuś" miały się połączyć. - Na tym kończymy sprawę i nie będziemy więcej angażować się w te placówki - powiedział wiceprezydent Andrzej Sygut. Pracownicy placówek i mieszkańcy zareagowali na tę decyzję gromkimi brawami
Na środowej komisji kultury urzędu miasta przeciwko temu pomysłowi zagłosowali wszyscy jej członkowie. - Przeprowadziłam niesamowitą ilość rozmów z pracownikami, artystami, rodzicami, mieszkańcami. Nie spotkałam się z ani jedną pozytywną opinią. Do komisji nie wpłynęło ani jedno pismo, które uważałoby ten pomysł za zasadny - mówiła przewodnicząca komisji Alicja Obara. - Mimo wszelkich trudności, jakie są w mieście i mimo że znam nasze problemy finansowe, jestem stanowczo przeciw tej fuzji - mówi Jacek Nowak, który jest też przewodniczącym komisji finansów.

Po głosowaniu (7 głosów przeciw, 0 za) radni otrzymali gromkie brawa od pracowników obu placówek i mieszkańców Kielc, którzy licznie przybyli na komisję.

Więcej o reakcjach na taką decyzję czytaj w środę na kieleckich stronach "Gazety Wyborczej".



Rozmowa ze Stefanem Karskim:*

Jakub Wątor: Gdy w 1955 roku zakładał pan Kubusia, myślał pan, że przetrwa tyle lat?

Stefan Karski: Byłem młody, widziałem świat w różowych barwach, mimo że to była komuna. Na początku cały majątek Kubusia to była tylko walizka i kilka lalek. A ile później było walki, a to z tą knajpą Europa [dawny lokal, który mieścił się w obecnej siedzibie teatru Kubuś - przyp. red.], a to z milicją. Mieli tam swoich pijaków, donosicieli. Pewnej nocy zajęliśmy bezprawnie budynek. Zamiast wsadzić nas do ciupy, to jeszcze nam przyznano dotację. Choć ta pierwsza była taka jak miesięczna pensja sprzątaczki. Mimo wszystko to były piękne czasy. Nie wiedziałem jednak, co będzie za kilkadziesiąt lat. Ale cieszę się, że dziś jest tak wiele osób, które walczą o Kubusia.

No właśnie, miasto chce go połączyć z Muzeum Zabawek i Zabawy i stworzyć Kieleckie Laboratorium Edukacji Kulturalnej i Społecznej...

- Nasz teatr nie wymaga żadnej reorganizacji. Można skojarzyć teatr z muzeum, tylko po co? Jak jest dobrze, to nie należy nic zmieniać. Tym bardziej że teatr lalek spełnia ważką funkcję. Mianowicie - bycia razem, by przeżywać wspólnie to, co piękne, szlachetne, a negować, co złe. Musimy od dziecka uczyć wspólnego przeżywania. By świat w nas i wokół nas był coraz lepszy i piękniejszy. Kubuś to zadanie, może nie w sposób doskonały, ale spełnia.

Prezydent Wojciech Lubawski tłumaczy, że zmiany są konieczne, żeby usprawnić administrację i wprowadzić oszczędności.

- Wiem, że dzisiejsze czasy są obliczone na oszczędność, ale nie wolno dopuścić do tej fuzji. Przykro mi, że tak się może to skończyć. To degradacja. Z całą pewnością nie wyjdzie to na dobre. Miasto, zamiast być dumne z tego teatru, tak go traktuje.

Czyli jest o co walczyć?

- W Powstaniu Warszawskim, w którym brałem udział, był wóz opancerzony o nazwie Kubuś. Zginęło wtedy wielu moich przyjaciół, rówieśników. Pomyślałem, że trzeba walczyć jak załoga tego wozu, by dopiąć swego, i dlatego tak nazwałem teatr. Sam pomysł utworzenia teatru nie został przyjęty entuzjastycznie, bo nie byłem człowiekiem partyjnym i nigdy się do partii nie zapisałem. To jedyny teatr lalkowy w Polsce, który przeszedł tak ciężką drogę. Dziś też trzeba walczyć tak, jak walczył ten wóz w czasie powstania.

Wiele osób związanych z teatrem jest przeciwna tej fuzji.

- Cieszę się, że mój głos nie jest odosobniony. Niech wszyscy, którzy chcą nas wesprzeć, dzwonią do urzędu miasta i uświadomią, jak ważne jest samodzielne istnienie Kubusia. Przecież przedszkola, szkoły, rodzice tych dzieci to nasi sprzymierzeńcy. Kubuś to moje kochane dziecko. Jestem pokrzepiony tym, że tyle osób o niego walczy. Bałem się, że ta niedorzeczność przejdzie bez echa. Wierzę, że dopniemy swego jeszcze za mojego życia, choć gdy byłem młodszy, łatwiej było mi walczyć.

Pana głos w tej sprawie wciąż jest bardzo ważny.

- Niestety nie, ja już niewiele mogę, głos staruszka tu się nie liczy. Jestem na odchodnym, mam 92 lata. Gdy ktoś mnie pyta, jak się czuję, to odpowiadam, że lepiej niż w przyszłym tygodniu. A gdy pytają, co mi najbardziej dolega, odpowiadam, że metryka ogólna. Teraz najwspanialszym prezentem dla mnie jest to, że są ludzie, którzy walczą o Kubusia. Trzymajmy się, nie dajmy się. Serce ma prawa, których rozum pojąć nie może.

*Stefan Karski urodził się w 1920 roku w Krzemieńcu. Studiował germanistykę i anglistykę na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 1955 roku założył w Kielcach teatr Kubuś. Do 1973 roku był jego dyrektorem. Obecnie jest na emeryturze.

Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • Tak wiele osób walczy o "Kubusia" marzenamarczewska 18.01.12, 10:09

    Mam nadzieję, że się uda przekonać Pana Prezydenta. To jest naprawdę zły pomysł.»

  • Tak wiele osób walczy o "Kubusia" sedusana 18.01.12, 10:50

    Mam nadzieję, że co niektórzy pójdą po rozum do głowy !!! Wiele osób wychowało się razem z "Kubusiowymi lalkami" a naszym dzieciom tą możliwość zabierają. Ale tak to jest, że nie liczy się »