Taksówkarze montują znaki, drogowcy je usuwają

Marcin Sztandera
23.02.2012 , aktualizacja: 23.02.2012 11:02
A A A Drukuj
Dwa nielegalne znaki znaleźli drogowcy w okolicach kieleckiego Rynku. Okazuje się, że ustawili je taksówkarze. - Mieliśmy dosyć tłumaczenia kierowcom zasad ruchu drogowego - tłumaczą.

Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Gazeta
Znak informujący o końcu postoju taksówek na ul. Warszawskiej, tuż przy Empiku, zauważyliśmy wczoraj przed południem. Był przykręcony do słupka, na którym jest tablica informująca o jednym miejscu postojowym dla osoby niepełnosprawnej.

- Jaki znak, przecież my nic tam nie zmienialiśmy - dziwi się Jarosław Skrzydło, rzecznik prasowy Miejskiego Zarządu Dróg w Kielcach, którego spytaliśmy o zmiany w oznakowaniu w centrum Kielc. Zapowiedział, że sprawdzi tę sprawę. Po chwili oddzwonił. - To nie nasz znak, nie był z nami uzgodniony. Zleciliśmy już jego usunięcie, bo przy takim ustawieniu oznacza, że również miejsce dla niepełnosprawnego jest częścią postoju taksówek - stwierdził.

Co ciekawe, w ostatni wtorek usunięto inny nielegalny znak. W tym przypadku oznaczał postój taksówek i stał w samym sercu miasta, tuz przy Rynku. - Był przykręcony do słupka, na którym rzeczywiście informowano o jednym miejscu taksówki na placu św. Tekli. Ale zamontowano go w taki sposób, że teoretycznie taksówka mogła stać już na Rynku. Zauważyła to nasza pracownica - opowiada Skrzydło.

Podkreśla, że to dość niezwykłe sytuacje. - Zazwyczaj znaki są niszczone albo kradzione, bo komuś na przykład nie odpowiada zakaz postoju w danym miejscu. Ale dostawienie znaków to prawdziwa rzadkość - mówi Skrzydło. Dodaje, że w takiej sytuacji poproszono Krzysztofa Przybylskiego, pełnomocnika prezydenta Kielc do spraw bezpieczeństwa, o sprawdzenie monitoringu. - Przypuszczamy, że zrobili to taksówkarze. Trzeba z nimi porozmawiać, bo nie można samemu poprawiać oznakowania. To zarządca drogi za to odpowiada - mówi rzecznik MZD.

Taksówkarze nie ukrywają, że to oni zamontowali obie tabliczki. Tłumaczą, że ta przy Rynku miała pomóc pasażerom. - Tam i tak jest miejsce do postoju dla jednej taksówki, ale pasażerowie tego nie wiedzą, bo znak jest odwrócony w drugą stronę - mówi jeden z taksówkarzy, a reszta mu potakuje.

Znacznie poważniejszy jest powód korekty oznakowania na Warszawskiej. - Ciągle ktoś parkuje na postoju, bo kierowcy nie wiedzą, że gdy nie ma tabliczki wyznaczającej jego koniec, to postój ciągnie się na długości 20 metrów za znakiem wyznaczającym jego początek - tłumaczy kierowca taksówki.

To prawda. Już kilka tygodni opisywaliśmy w "Gazecie", że straż miejska regularnie interweniuje w tym miejscu, nawet kilka razy dziennie, bo samochody stoją na miejscu taksówek. - To strażnicy nam doradzili, żeby dostawić tabliczkę, bo ludzi nie da się nauczyć przepisów - podkreśla taksówkarz.

Ale na ustawienie legalnego znaku na ul. Warszawskiej nie ma zgody. - Rozmawialiśmy o tym podczas ostatniej komisji bezpieczeństwa. Przepis mówi jasno, że gdy jest znak informujący o postoju, to kończy się on 20 metrów dalej - mówi Przybylski. Przeciwni są też drogowcy. - Jeżeli mamy możliwość rezygnacji z dodatkowych znaków, robimy to, żeby uniknąć dodatkowego wiercenia w nowej nawierzchni - tłumaczy Skrzydło.

Wczoraj, ok. godz. 15 na postoju przy ul. Warszawskiej, pomimo podwójnego oznakowania, parkowało pięć samochodów.

marcin.sztandera@kielce.agora.pl

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 17 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy