Akcja "Gazety". Studia "niższe", czyli kieleckie?
19.10.2009
, aktualizacja: 19.10.2009 11:50
Nie twierdzę, że dawna kielecka Akademia Świętokrzyska, a konkretnie kierunek politologia, jest do niczego. Ale na pewno przez to, że tu studiowałem, wiele straciłem - uważa Mariusz Prystupa*, absolwent politologii
ZOBACZ TAKŻE
- Rzecznik UJK: Nasze studia wcale nie są "niższe" (23-10-09, 15:00)
- Studenci nie są bez winy (20-10-09, 09:00)
SONDAŻ
- Dopiero teraz jako student pierwszego roku architektury w Aarhus Tekniske Skole w Danii, a wcześniej politologii na Akademii Świętokrzyskiej zrozumiałem, na czym polega fundamentalna różnica między duńską a polską edukacją. Tu na zajęciach jest kolektywizm, pracujemy w grupach i nie ma zakuwania na pamięć. Jest praktyczne podejście do tematu, na zajęciach rozwiązujemy zadania problemowe.
Pamiętam zajęcia z prawa na dawnej Akademii Świętokrzyskiej. Polegały one na tym, że pani doktor dyktowała artykuły z kodeksu karnego i kodeksu postępowania administracyjnego, a studenci notowali. Na następnych zajęciach studenci musieli pokazać Pani, że nauczyli się ich na pamięć. Ona odpytywała: "A artykuł 7, 9, 22...?". Czułem się jak w szkole podstawowej, a nie na wyższych studiach. Wiele razy zastanawiałem się, po co mi taka wiedza, po co tracę na to czas. Można przecież skserować kodeks albo kupić go w taniej księgarni za 2,5 zł.
W Danii jest inaczej. Na przykład na zajęciach z prawa handlowego dostaliśmy jako pracę domową przeczytanie jakiegoś kodeksu, a później były już tylko zadania problemowe. To chyba ciekawsze, prawda? To były bardzo konkretne życiowe rzeczy. Na przykład kierowca ciężarówki jest Polakiem i ma wypadek w Czechach. Ciężarówka jest zarejestrowana w Niemczech. W którym kraju może się ubiegać o odszkodowanie?
Niestety, obawiam się, że sposób prowadzenia zajęć na kieleckiej uczelni nie wyróżnia się szczególnie, że podobnie jest na wielu uczelniach w całym kraju.
Mówiąc o moim studiowaniu w Kielcach, nie mogę nie wspomnieć o wykładowcach. W Danii mam zajęcia z praktykami, którzy przez wiele lat pracowali w firmach, a potem zdecydowali się na pracę wykładowcy. W Kielcach za to wykładowca zwykle jest tylko teoretykiem. Pytam: co może zaoferować studentom marketingowiec czy logistyk, który nigdy nie pracował w żadnym przedsiębiorstwie, a cała jego praca polega na przepisywaniu i streszczaniu zachodnich podręczników?
Jakim byłem studentem na Akademii Świętokrzyskiej? Dopiero na ostatnim roku dobrnąłem do średniej zapewniającej stypendium naukowe. Ale go nie dostałem, bo nie zaliczyłem praktyk po IV roku. Później tym problemem zajęła się Najwyższa Izba Kontroli i dowiedziałem się, że obniżenie średniej przez praktyki jest niezgodne z konstytucją. Na studiach zajmowałem się czytaniem, życiem studenckim i imprezami. Byłem trochę niepokornym studentem, zdarzało mi się lekceważyć wykładowców, opowiadać dowcipy na zajęciach. U tych, którzy mnie zaciekawili, starałem się zapamiętać jak najwięcej. Moje oceny to zbiór od celujących, chwalebnych, aż po naganne. Ale pamiętam też niegrzeczne czy wręcz chamskie przykłady zachowań wykładowców w stosunku do studentów. Najbardziej utkwiły mi w pamięci dwie osoby. Jednemu panu zdarzyło się komentować detale ubioru i ciała koleżanek z grupy. Odnieśliśmy wrażenie, że był seksistą. Druga historia dotknęła mnie osobiście. Chciałem wyjechać na wymianę do Stanów Zjednoczonych i zgłosiłem się do jednej z wykładowczyń z prośbą o wcześniejsze zaliczenie sesji. Była służbistką i na każdą taką próbę reagowała histerycznie, niezależnie od okoliczności. Pamiętam, że nie zaliczyła mi wtedy ćwiczeń. Wyjechałem, po powrocie zgłosiłem się do niej, zadała mi kilka pytań, oceniła to na 4. Na koniec okazało się, że ćwiczenia nie były na ocenę, tylko na zaliczenie. Ta kobieta bardzo straciła w moich oczach, bo nie znoszę wykładowców, którzy nie są przygotowani do prowadzenia zajęć i utrudniają życie studentom ot tak, dla zasady.
Gdy musiałem wybierać kierunek studiów, był rok 2002, wtedy jeszcze nie byliśmy w Unii Europejskiej. Żeby studiować na Zachodzie, trzeba było się liczyć z opłatami. Dopiero gdy podczas studiów odwiedziłem wiele krajów, zrozumiałem, że od początku powinienem studiować za granicą.
*Mariusz Prystupa - absolwent politologii na Akademii Świętokrzyskiej (2002-2007), student architektury w Aarhus Tekniske Skole w Danii
Ty też możesz ocenić swoją uczelnię
"Gazeta" rozpoczęła ogólnopolską akcję "Studia niższe". To dyskusja o stanie polskiego szkolnictwa wyższego. Do tablicy wzywamy wszystkich: wykładowców, pracowników uczelni, absolwentów, studentów. Państwa głosy i opinie wysłuchają Angelina Kosiek, tel. 041 24 98 204 i Marcin Sztandera, tel. 041 24 98 210. Zapraszamy też do pisania, na adres e-mail redakcja@kielce.agora.pl
Pamiętam zajęcia z prawa na dawnej Akademii Świętokrzyskiej. Polegały one na tym, że pani doktor dyktowała artykuły z kodeksu karnego i kodeksu postępowania administracyjnego, a studenci notowali. Na następnych zajęciach studenci musieli pokazać Pani, że nauczyli się ich na pamięć. Ona odpytywała: "A artykuł 7, 9, 22...?". Czułem się jak w szkole podstawowej, a nie na wyższych studiach. Wiele razy zastanawiałem się, po co mi taka wiedza, po co tracę na to czas. Można przecież skserować kodeks albo kupić go w taniej księgarni za 2,5 zł.
W Danii jest inaczej. Na przykład na zajęciach z prawa handlowego dostaliśmy jako pracę domową przeczytanie jakiegoś kodeksu, a później były już tylko zadania problemowe. To chyba ciekawsze, prawda? To były bardzo konkretne życiowe rzeczy. Na przykład kierowca ciężarówki jest Polakiem i ma wypadek w Czechach. Ciężarówka jest zarejestrowana w Niemczech. W którym kraju może się ubiegać o odszkodowanie?
Niestety, obawiam się, że sposób prowadzenia zajęć na kieleckiej uczelni nie wyróżnia się szczególnie, że podobnie jest na wielu uczelniach w całym kraju.
Mówiąc o moim studiowaniu w Kielcach, nie mogę nie wspomnieć o wykładowcach. W Danii mam zajęcia z praktykami, którzy przez wiele lat pracowali w firmach, a potem zdecydowali się na pracę wykładowcy. W Kielcach za to wykładowca zwykle jest tylko teoretykiem. Pytam: co może zaoferować studentom marketingowiec czy logistyk, który nigdy nie pracował w żadnym przedsiębiorstwie, a cała jego praca polega na przepisywaniu i streszczaniu zachodnich podręczników?
Jakim byłem studentem na Akademii Świętokrzyskiej? Dopiero na ostatnim roku dobrnąłem do średniej zapewniającej stypendium naukowe. Ale go nie dostałem, bo nie zaliczyłem praktyk po IV roku. Później tym problemem zajęła się Najwyższa Izba Kontroli i dowiedziałem się, że obniżenie średniej przez praktyki jest niezgodne z konstytucją. Na studiach zajmowałem się czytaniem, życiem studenckim i imprezami. Byłem trochę niepokornym studentem, zdarzało mi się lekceważyć wykładowców, opowiadać dowcipy na zajęciach. U tych, którzy mnie zaciekawili, starałem się zapamiętać jak najwięcej. Moje oceny to zbiór od celujących, chwalebnych, aż po naganne. Ale pamiętam też niegrzeczne czy wręcz chamskie przykłady zachowań wykładowców w stosunku do studentów. Najbardziej utkwiły mi w pamięci dwie osoby. Jednemu panu zdarzyło się komentować detale ubioru i ciała koleżanek z grupy. Odnieśliśmy wrażenie, że był seksistą. Druga historia dotknęła mnie osobiście. Chciałem wyjechać na wymianę do Stanów Zjednoczonych i zgłosiłem się do jednej z wykładowczyń z prośbą o wcześniejsze zaliczenie sesji. Była służbistką i na każdą taką próbę reagowała histerycznie, niezależnie od okoliczności. Pamiętam, że nie zaliczyła mi wtedy ćwiczeń. Wyjechałem, po powrocie zgłosiłem się do niej, zadała mi kilka pytań, oceniła to na 4. Na koniec okazało się, że ćwiczenia nie były na ocenę, tylko na zaliczenie. Ta kobieta bardzo straciła w moich oczach, bo nie znoszę wykładowców, którzy nie są przygotowani do prowadzenia zajęć i utrudniają życie studentom ot tak, dla zasady.
Gdy musiałem wybierać kierunek studiów, był rok 2002, wtedy jeszcze nie byliśmy w Unii Europejskiej. Żeby studiować na Zachodzie, trzeba było się liczyć z opłatami. Dopiero gdy podczas studiów odwiedziłem wiele krajów, zrozumiałem, że od początku powinienem studiować za granicą.
*Mariusz Prystupa - absolwent politologii na Akademii Świętokrzyskiej (2002-2007), student architektury w Aarhus Tekniske Skole w Danii
Ty też możesz ocenić swoją uczelnię
"Gazeta" rozpoczęła ogólnopolską akcję "Studia niższe". To dyskusja o stanie polskiego szkolnictwa wyższego. Do tablicy wzywamy wszystkich: wykładowców, pracowników uczelni, absolwentów, studentów. Państwa głosy i opinie wysłuchają Angelina Kosiek, tel. 041 24 98 204 i Marcin Sztandera, tel. 041 24 98 210. Zapraszamy też do pisania, na adres e-mail redakcja@kielce.agora.pl
- 72 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
19 głosów
-
Akcja "Gazety". Studia "niższe", czyli kieleckie?
wiosna077
20.10.09, 09:36
Kolejny "artykuł" w GW pod hasłem "Dowalmy Kielcom"... Fascynuje mnie sposób wjaki GW/KIelce pisze o Kielcach, o wydarzeniach, uczelniach, ludziach...Zgroza. 1000 razy sobie obiecuję, że nie»
Najczęściej czytane24 htydzień



