Proces o morderstwo w Leszczynach. Niestety, to nie był film

Agnieszka Drabikowska
2010-03-03 , aktualizacja: 03.03.2010 19:23
A A A Drukuj
Byli parą od trzech lat. Ona była wpatrzona w niego jak w obrazek, przyjaciółce mówiła że są sobie przeznaczeni. Latem on ją zabił. Nie wie co go opętało. Na przesłuchaniach płakał. Dziś na niczym mu już nie zależy

Fot. Paweł Małecki / Agencja Gaz


11 sierpnia 2009 roku, ostatni dzień życia Mileny. Rano z przyjaciółką Iwoną jedzie z Leszczyn do Kielc - mają kupić prezent na wieczór panieński siostry Iwony. Trochę plotkują o swoich chłopakach. Milena opowiada o swoim Pawle, z którym jest od trzech lat: "Mamy różne charaktery, ale przecież przeciwieństwa się przyciągają. Jesteśmy dla siebie stworzeni." - Ona była wpatrzona w niego jak w obrazek - stwierdza wczoraj w sądzie jej przyjaciółka.

W Kielcach dla swoich chłopaków kupują koszulki - takie prezenty bez okazji. Wracają. Milena wysiada na wcześniejszym przystanku, żeby od razu pobiec do Pawła i dać mu prezent. Ale chłopak go nie przyjmuje. Jest zły na Milenę, że bez jego aprobaty chodzi sama grać z kolegami w siatkówkę. Potem kilka razy dzwonią do siebie i esemesują. W jednym z esemesów Paweł pisze, że idzie dziś na bilard. Z koleżanką. A potem nie odbiera telefonów. Historię z bilardem wymyślił, bo chce się odegrać, zrobić na złość dziewczynie. Wieczorem spotykają się w wąwozie nad rzeką, niedaleko domu Mileny. Chodzili tam na pierwsze romantyczne spacery. Paweł jest trochę wypity, mówi, że był na bilardzie z koleżanką, że było fajnie. Milena jest wściekła, krzyczy, szarpią się. Gdy kolejny raz niecenzuralnymi słowami wykrzykuje co o nim myśli, Paweł przewraca ją, wyjmuje z kieszeni scyzoryk i zadaje 10 ciosów w głowę, kark, szyję.

Ciało przenosi do pobliskich zarośli i przykrywa pokrzywami. Nóż i telefon Mileny wrzuca do rzeki, myje ręce z krwi i wraca do domu. Po drodze dzwoni do niego ojciec dziewczyny mówiąc, że córka nie wróciła do domu. Spotykają się przed kościołem i z innymi znajomymi dziewczyny rozpoczynają poszukiwania. W samochodzie jeden z kolegów otrzymuje telefon, że w wąwozie stało się coś strasznego.

Na widok zwłok Mileny Paweł krzyczy i płacze. Płacze też na policji przyznając się co zrobił.

- Nie wierzyłem w to co się stało. To było jak film. Nie wiem jak ja to mogłem zrobić, tak jakby coś mnie opętało. Nie wiem jak będę dalej żył - mówi podczas przesłuchań. W sądzie, gdy prokurator wnioskuje o areszt, podkreśla: - Nie ustosunkuję się do wniosku prokuratora, na niczym mi już nie zależy.

Wczoraj na pierwszej rozprawie: - Przyznaje się, wysoki sądzie, do wszystkiego. Ale nie chcę już składać wyjaśnień, nie potrafię.

Milena miała zaledwie 20 lat, studiowała zaocznie turystykę, była jedynaczką. - Grzeczna, towarzyska, zawsze uśmiechnięta - mówili o niej świadkowie.

Paweł ma 24 lata, jest kucharzem, pracował w hotelu w Cedzynie. - Spokojny, nie nadużywał alkoholu, do Mileny odnosił się grzecznie, poza jednym przypadkiem, o którym kiedyś wspomniała przyjaciółce, że wypił za dużo i podniósł na nią rękę - opowiadają świadkowie. Teraz grozi mu dożywocie.

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów