Nie mogą się zakorzenić
2010-03-09
, aktualizacja: 08.03.2010 20:51
Nie będzie pikniku edukacyjnego Żelazne Korzenie. Minister kultury nie znalazł w swoim budżecie kilkudziesięciu tysięcy złotych niezbędnych do ich realizacji. Podobnie było rok temu. - Nie możemy więcej ryzykować, musimy opracować jakiś plan awaryjny - mówią organizatorzy.
ZOBACZ TAKŻE
- Amerykańscy generał i ambasador na Bukówce (09-03-10, 19:43)
- Prokuratura do kiboli: za łagodnie się karzecie (09-03-10, 10:00)
- Trzeba przypilnować ciężarówek (09-03-10, 09:00)
- Sześciolatki pomogą przedszkolom (09-03-10, 08:00)
- Muzoł: Ratownicy pod kontrolę (09-03-10, 07:00)
- O sytuacji w PKS-ie dowie się minister (08-03-10, 21:00)
- Klapa z prezydenckim referendum w Kielcach (08-03-10, 20:45)
Świętokrzyskie Stowarzyszenie Dziedzictwa Przemysłowego, które jest organizatorem imprezy, wystąpiło do ministra kultury o 67 tys. zł. Pozostałe 24 tys. miały pochodzić z budżetu wojewody, marszałka i starostwa starachowickiego. Gdy jednak minister dofinansowania nie przyznał, stowarzyszenie wycofało się ze starań o wsparcie z innych źródeł.
- Liczyliśmy, że uda nam się uzyskać od ministra przynajmniej jakąś część potrzebnej kwoty. Tak się nie stało. W tej sytuacji impreza nie może się odbyć - mówi Andrzej Przychodni ze ŚSDP.
Zapowiada jednak, że organizatorzy pikniku broni nie składają i w przyszłym roku znów wystąpią do ministra o wsparcie. Tym razem jednak chcą mieć plan awaryjny i np. poszukać innych źródeł finansowania.
- Imprezy organizowane przez stowarzyszenie mają europejski standard. Żelazne Korzenie są świetnym produktem promocyjnym, trafiającym w gusta młodzieży, a zupełnie niewykorzystanym przez miasto i powiat. Nie znam imprezy, która dziś byłaby marką Starachowic, mogą nią być Żelazne Korzenie - uważa Jacek Kowalczyk, dyrektor departamentu promocji, edukacji, kultury, sportu i turystyki urzędu marszałkowskiego. Jako przykład podaje działania gminy Nowa Słupia, która stara się o unijne wsparcie na promocję i organizację Dymarek Świętokrzyskich. - Może w przypadku Żelaznych Korzeni pieniędzy też powinien szukać powiat lub Muzeum Przyrody i Techniki w Starachowicach, na terenie którego impreza się odbywa, a nie stowarzyszenie - radzi Kowalczyk.
Władze miasta nie mówią "nie", ale też nie podchodzą do pomysłu entuzjastycznie. - Przykro nam, że minister nie dostrzega wagi nie tylko Żelaznych Korzeni, ale też innych projektów ze Starachowic. Większość spraw przerzucana jest na samorządy i powoli przestajemy sobie z tym radzić. Nie tylko Żelazne Korzenie potrzebują pieniędzy - tłumaczy Wojciech Bernatowicz, prezydent Starachowic.
Powiat nad planem awaryjnym obiecuje się zastanowić. - Wszystko zależy od tego, o jakich pieniądzach mówimy, jaki byłby program imprezy. Na pewno warto o Żelazne Korzenie walczyć i rozmawiać, co dalej - nie ma wątpliwości Krzysztof Niedopytalski, z wydziału kultury, promocji i rozwoju powiatu w starachowickim starostwie.
Stowarzyszenie nie wyklucza też zmiany formuły tak, by poszerzyć grono odbiorców imprezy o studentów archeologii, którzy mogliby uczestniczyć w warsztatach. Liczy, że to może zwiększy szansę na dofinansowanie. - W tej chwili Żelazne Korzenie są elitarną imprezą, w której bierze udział około 1,5-2 tys. uczniów. Może minister uważa, że wydawanie tak dużych pieniędzy dla stosunkowo niewielkiej liczby odbiorców jest mało efektywne - zwraca uwagę Andrzej Przychodni.
Na Żelazne Korzenie przyjeżdżała młodzież z całej Polski. - W tym roku też dzwonią do nas i pytają o warsztaty - mówi Magdalena Gorzkowska, dyrektorka muzeum w Starachowicach, i dodaje: - Brak Żelaznych Korzeni to ogromna strata dla historycznej edukacji młodzieży. Nie słyszałam, aby tego typu impreza, związana z okresem wpływów rzymskich była organizowana gdzieś w kraju. Szkoda byłoby, aby zniknęła również ze świętokrzyskiego kalendarza.
- Liczyliśmy, że uda nam się uzyskać od ministra przynajmniej jakąś część potrzebnej kwoty. Tak się nie stało. W tej sytuacji impreza nie może się odbyć - mówi Andrzej Przychodni ze ŚSDP.
Zapowiada jednak, że organizatorzy pikniku broni nie składają i w przyszłym roku znów wystąpią do ministra o wsparcie. Tym razem jednak chcą mieć plan awaryjny i np. poszukać innych źródeł finansowania.
- Imprezy organizowane przez stowarzyszenie mają europejski standard. Żelazne Korzenie są świetnym produktem promocyjnym, trafiającym w gusta młodzieży, a zupełnie niewykorzystanym przez miasto i powiat. Nie znam imprezy, która dziś byłaby marką Starachowic, mogą nią być Żelazne Korzenie - uważa Jacek Kowalczyk, dyrektor departamentu promocji, edukacji, kultury, sportu i turystyki urzędu marszałkowskiego. Jako przykład podaje działania gminy Nowa Słupia, która stara się o unijne wsparcie na promocję i organizację Dymarek Świętokrzyskich. - Może w przypadku Żelaznych Korzeni pieniędzy też powinien szukać powiat lub Muzeum Przyrody i Techniki w Starachowicach, na terenie którego impreza się odbywa, a nie stowarzyszenie - radzi Kowalczyk.
Władze miasta nie mówią "nie", ale też nie podchodzą do pomysłu entuzjastycznie. - Przykro nam, że minister nie dostrzega wagi nie tylko Żelaznych Korzeni, ale też innych projektów ze Starachowic. Większość spraw przerzucana jest na samorządy i powoli przestajemy sobie z tym radzić. Nie tylko Żelazne Korzenie potrzebują pieniędzy - tłumaczy Wojciech Bernatowicz, prezydent Starachowic.
Powiat nad planem awaryjnym obiecuje się zastanowić. - Wszystko zależy od tego, o jakich pieniądzach mówimy, jaki byłby program imprezy. Na pewno warto o Żelazne Korzenie walczyć i rozmawiać, co dalej - nie ma wątpliwości Krzysztof Niedopytalski, z wydziału kultury, promocji i rozwoju powiatu w starachowickim starostwie.
Stowarzyszenie nie wyklucza też zmiany formuły tak, by poszerzyć grono odbiorców imprezy o studentów archeologii, którzy mogliby uczestniczyć w warsztatach. Liczy, że to może zwiększy szansę na dofinansowanie. - W tej chwili Żelazne Korzenie są elitarną imprezą, w której bierze udział około 1,5-2 tys. uczniów. Może minister uważa, że wydawanie tak dużych pieniędzy dla stosunkowo niewielkiej liczby odbiorców jest mało efektywne - zwraca uwagę Andrzej Przychodni.
Na Żelazne Korzenie przyjeżdżała młodzież z całej Polski. - W tym roku też dzwonią do nas i pytają o warsztaty - mówi Magdalena Gorzkowska, dyrektorka muzeum w Starachowicach, i dodaje: - Brak Żelaznych Korzeni to ogromna strata dla historycznej edukacji młodzieży. Nie słyszałam, aby tego typu impreza, związana z okresem wpływów rzymskich była organizowana gdzieś w kraju. Szkoda byłoby, aby zniknęła również ze świętokrzyskiego kalendarza.
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Nie mogą się zakorzenić
rafal.moszczynski
09.03.10, 15:19
Chciałbym zobaczyć kosztorys imprezy... tak z czystej ciekawości.»
Najczęściej czytane24 htydzień





