Przejmujące zeznania ojca zamordowanej Mileny
2010-03-10
, aktualizacja: 10.03.2010 21:41
- Była naszym największym skarbem, jedyną córką. Specjalnie wyprowadziliśmy się z miasta, żeby uchronić ją przed środowiskiem, które mogłoby jej zagrażać - mówił przed sądem. Gdy zobaczył córkę martwą krzyczał, by wybudzono go z tego złego snu.
ZOBACZ TAKŻE
- Miliony franków szwajcarskich trafią w Świętokrzyskie (11-03-10, 16:00)
- Problem z wjazdem na parking urzędu wojewódzkiego (11-03-10, 14:00)
- Zniesiony zapis krzywdzący osoby niepełnosprawne (11-03-10, 12:00)
- Zabytkowy park blokuje budowę w Morawicy (11-03-10, 10:00)
- Interaktywny plac zabaw w Pacanowie (11-03-10, 07:00)
- Platforma nie umie się wybrać w Morawicy (10-03-10, 23:00)
- Drogo malowane bloki na Świętokrzyskim (10-03-10, 21:33)
- Targi Agrotech częściowo w namiotach (10-03-10, 21:28)
Milena miała zaledwie 20 lat. Zginęła 1 sierpnia ubiegłego roku od ciosów jej własnego chłopaka Pawła, z którym była od trzech lat.
- On był taki wycofany, zwykle się tylko głupio uśmiechał, ale grzeczny, uprzejmy. Zresztą innego byśmy do domu nie wpuścili. Nie widziałem żadnego zagrożenia z jego strony, aż do sytuacji, która miała miejsce około miesiąc przed tragedią - ujawnił wczoraj przed sądem ojciec dziewczyny.
I opowiedział jak był świadkiem, gdy przed ich domem Paweł dwukrotnie próbował uderzyć Milenę. Ojciec natychmiast interweniował i kazał mu odejść. Milena przestała spotykać się z Pawłem, choć była bardzo zakochana. - Tłumaczyliśmy jej, żeby zdjęła te różowe okulary, że jak raz podniósł na nią rękę, to może jej zrobić krzywdę - relacjonował ojciec. Ale młodzi znów zaczęli się spotykać, bo Paweł prosił rodziców Mileny o wybaczenie. - Na kolanach, by dać mu jeszcze szansę - kontynuował ojciec. Podkreślał, że z żoną starali się wychować Milenę na dobrego człowieka. I taka była. Zawsze życzliwa, uśmiechnięta, znajomi mówili na nią Miłka bądź Milka. Pomagała bezdomnym zwierzętom dlatego niektórzy nazywali ją "psią mamą". Studiowała na dwóch kierunkach, w wakacje pracowała, choć nie musiała. - Była naszym największym skarbem. Wyprowadziliśmy się z miasta, żeby ją uchronić przed środowiskiem, które mogłoby jej zagrażać. Wybudowaliśmy dom w Leszczynach, obok siostry żony, żeby było bezpiecznie. Mieliśmy dwa psy, Milena zawsze jak wychodziła na spacer zabierała też wilczura - opowiadał.
Tragicznego dnia wyszła z domu bez psa. Powiedziała, że idzie do Pawła na kawę. Gdy nie wróciła do godziny 21 ojciec wpadł w panikę, bo zawsze o tej porze była już w domu. Zadzwonił do Pawła, ale ten skłamał, że był w pracy. Umówili się pod kościołem i rozpoczęli poszukiwania. Gdy dostali telefon, że w wąwozie nad rzeką znaleziono dziewczynę martwą obaj rozpaczali tak samo. - Oskarżony powiedział wtedy do mnie: "tak bardzo chciałem mówić do pana tato". A ja go przytuliłem. Myślałam wtedy, że to zrobił jakiś zboczeniec, psychopata. Potem do końca nie wierzyłem, że to on - podkreślał. Bo kilka godzin później Paweł przyznał się na policji, że to on zabił Milenę. I opowiedział jak w trakcie kłótni wyjął z kieszeni scyzoryk i zadał jej dziesięć ciosów w głowę, kark, szyję. A potem ukrył ciało nad rzeką. - To było jak film. Nie wiem, jak ja to mogłem zrobić, tak jakby coś mnie opętało - mówił na przesłuchaniach. Zdaniem ojca chłopiec wszystko zaplanował, bo był pewien że Milena tego dnia będzie sama i nikt nie będzie jej szukał. Ojciec miał bowiem tego dnia jechać po żonę do Konstancina.
Gdy wczoraj sąd zakończył jego przesłuchanie, Paweł wstał z ławy oskarżonych i płacząc powiedział: - Nawet nie mogę rodzinie Mileny spojrzeć w oczy, nie znam innego słowa niż przepraszam. Przepraszam sercem, które będzie krwawić do końca życia.
- On był taki wycofany, zwykle się tylko głupio uśmiechał, ale grzeczny, uprzejmy. Zresztą innego byśmy do domu nie wpuścili. Nie widziałem żadnego zagrożenia z jego strony, aż do sytuacji, która miała miejsce około miesiąc przed tragedią - ujawnił wczoraj przed sądem ojciec dziewczyny.
I opowiedział jak był świadkiem, gdy przed ich domem Paweł dwukrotnie próbował uderzyć Milenę. Ojciec natychmiast interweniował i kazał mu odejść. Milena przestała spotykać się z Pawłem, choć była bardzo zakochana. - Tłumaczyliśmy jej, żeby zdjęła te różowe okulary, że jak raz podniósł na nią rękę, to może jej zrobić krzywdę - relacjonował ojciec. Ale młodzi znów zaczęli się spotykać, bo Paweł prosił rodziców Mileny o wybaczenie. - Na kolanach, by dać mu jeszcze szansę - kontynuował ojciec. Podkreślał, że z żoną starali się wychować Milenę na dobrego człowieka. I taka była. Zawsze życzliwa, uśmiechnięta, znajomi mówili na nią Miłka bądź Milka. Pomagała bezdomnym zwierzętom dlatego niektórzy nazywali ją "psią mamą". Studiowała na dwóch kierunkach, w wakacje pracowała, choć nie musiała. - Była naszym największym skarbem. Wyprowadziliśmy się z miasta, żeby ją uchronić przed środowiskiem, które mogłoby jej zagrażać. Wybudowaliśmy dom w Leszczynach, obok siostry żony, żeby było bezpiecznie. Mieliśmy dwa psy, Milena zawsze jak wychodziła na spacer zabierała też wilczura - opowiadał.
Tragicznego dnia wyszła z domu bez psa. Powiedziała, że idzie do Pawła na kawę. Gdy nie wróciła do godziny 21 ojciec wpadł w panikę, bo zawsze o tej porze była już w domu. Zadzwonił do Pawła, ale ten skłamał, że był w pracy. Umówili się pod kościołem i rozpoczęli poszukiwania. Gdy dostali telefon, że w wąwozie nad rzeką znaleziono dziewczynę martwą obaj rozpaczali tak samo. - Oskarżony powiedział wtedy do mnie: "tak bardzo chciałem mówić do pana tato". A ja go przytuliłem. Myślałam wtedy, że to zrobił jakiś zboczeniec, psychopata. Potem do końca nie wierzyłem, że to on - podkreślał. Bo kilka godzin później Paweł przyznał się na policji, że to on zabił Milenę. I opowiedział jak w trakcie kłótni wyjął z kieszeni scyzoryk i zadał jej dziesięć ciosów w głowę, kark, szyję. A potem ukrył ciało nad rzeką. - To było jak film. Nie wiem, jak ja to mogłem zrobić, tak jakby coś mnie opętało - mówił na przesłuchaniach. Zdaniem ojca chłopiec wszystko zaplanował, bo był pewien że Milena tego dnia będzie sama i nikt nie będzie jej szukał. Ojciec miał bowiem tego dnia jechać po żonę do Konstancina.
Gdy wczoraj sąd zakończył jego przesłuchanie, Paweł wstał z ławy oskarżonych i płacząc powiedział: - Nawet nie mogę rodzinie Mileny spojrzeć w oczy, nie znam innego słowa niż przepraszam. Przepraszam sercem, które będzie krwawić do końca życia.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień



