Biznesmen spod Kielc nie ukrył się nawet na krańcu świata
2010-03-15
, aktualizacja: 15.03.2010 11:00
Za wielomilionowe oszustwa prokuratura ścigała go od 11 lat, a on wiódł dostatnie życie w Nowej Zelandii. W sobotę stanął przed obliczem kieleckich śledczych. I został aresztowany.
ZOBACZ TAKŻE
- Polski tryumf, świętokrzyska moc. Wyswatali króla i podglądali (15-03-10, 11:00)
- Kryzys mija, można domykać kielecki deptak (15-03-10, 08:00)
- Tak wybiera Platforma Obywatelska (15-03-10, 08:00)
- ROT rozpoczyna drugi etap kampanii promocyjnej (15-03-10, 07:00)
- Konkursy dla szóstoklasistów. Sukcesy szkół w Ćmińsku, kieleckiej SP 8 i SP25 (15-03-10, 07:00)
- Na ratownictwie medycznym ma być lepiej (15-03-10, 07:00)
- Historia o szczęściu w teatrze "Kubuś" (14-03-10, 17:52)
- Premiera w Kieleckim Teatrze Tańca. Taneczny świat licealistów (14-03-10, 17:48)
- Miał 3,5 promila i prowadził ciężarówkę pełną nawozu (14-03-10, 16:44)
SERWISY
Historia 54-letniego dziś Sławomira B. jest jak z filmu. Nowozelandzka opowieść zaczyna się w 1999 roku. Z dokumentów Sądu Najwyższego w Wellington wynika, że nasz rodak przyjechał do Nowej Zelandii 1 czerwca z majątkiem 150 tys. dolarów USA i 8,9 tys. dol. nowozelandzkich. Tamtejszy portal internetowy Voxy podaje, że zamieszkał w Christchurch nad Zatoką Pegaza, liczącym 360 tys. mieszkańców drugim co do wielkości mieście w Nowej Zelandii. Tam dorobił się domu wartości 400 tys. dol. NZ, stał się współwłaścicielem czterech spółek, miał kilka kont w różnych bankach.
Kielecka prokuratura okręgowa mężczyznę ścigała od 11 lat. Według jej ustaleń pieniądze, które przywiózł do Nowej Zelandii, a potem dzięi nim pomnażał majątek za granicą, pochodziły z przestępstw popełnionych w Polsce.
Otóż w latach 90. Sławomir B. prowadził pod Kielcami firmę oferującą m.in. usługi transportowe. Pod koniec dekady, gdy zaczęła popadać ona w tarapaty, wyprzedał jej majątek, a potem zniknął.
- W sierpniu 1999 roku na wniosek prokuratury za Sławomirem B. wystawiono pierwszy list gończy, w październiku zarządzono międzynarodowe poszukiwania, a w 2002 roku, gdy ustalono miejsce pobytu, minister sprawiedliwości wystapił do Nowej Zelandii o jego tymczasowe aresztowanie i ekstradycję - informuje prokurator Jarosław Sarba, szef wydzialu do walki z przestępczością gospodarczą Prokuratury Okregowej w Kielcach.
Batalia o wydanie biznesmena trwała prawie 8 lat. - To był ogrom pracy, choćby ze względu na zupełnie inny system prawny Nowej Zelandii. Musieliśmy przygotować szereg dokumentów dotyczących polskiego prawodawstwa i samych zarzutów. Do tego jeszcze dochodziła cała droga odwoławcza, do której podejrzany miał prawo, i z której korzystał - wyjaśnia.
Dopiero w listopadzie ubiegłego roku nowozelandzki sąd zdecydował o ekstradycji Sławomira B. i zgodził się na ściganie go co do 6 z 8 czynów jakie wskazała prokuratura. W ostatni wtorek mężczyznę wydano polskiej policji i przez Kuala Lumpur oraz Amsterdam przetransportowano go do Warszawy. W sobotę, po 11 latach od pierwszego listu gończego, stanął przed kieleckim prokuratorem.
Wśród zarzutów jest m.in. przywłaszczenie leasingowanych ciężarówek, towarów z magazynu na ponad 3 mln zł, które sprzedał, wyłudzenie kredytu 100 tys. dolarów amerykańskich oraz m.in. benzyny, alkoholi, papierosów na 340 tys. zł, a także "wyprzedaż majątku w celu udaremnienia wykonania orzeczeń sądu w sytacji grożącej niewypłacalności i upadłości". Wszystkie dotyczą lat 1998-99.
Biznesmen nie przyznał się do winy.
Gdy w Nowej Zelandii walczył przeciwko ekstradycji mówił, że jego sprawa ma podłoże polityczne, że jest ścigany za poglądy, bo startował w wyborach do parlamentu, ale nie udało mu się zdobyć mandatu. W mediach przedstawiano go jako człowieka broniącego się przed ekstradycją za niepopełnione przestępstwa. W marcu ubiegłego roku prawnik Sławomira B., dr Frank Deliu twierdził, że ekstradycja jego klienta do Polski narusza podstawowe prawa człowieka, a prokuratura przygotowała dokumenty tak, aby go "wrobić". - Te dowody to całkowity żart - powiedział Deliu dziennikarzom portalu Voxy.
W sobotę na wniosek kieleckiej prokuratury sąd aresztował biznesmena na trzy miesiące.
agnieszka.drabikowska@kielce.agora.pl
ziemowit.nowak@kielce.agora.pl
Kielecka prokuratura okręgowa mężczyznę ścigała od 11 lat. Według jej ustaleń pieniądze, które przywiózł do Nowej Zelandii, a potem dzięi nim pomnażał majątek za granicą, pochodziły z przestępstw popełnionych w Polsce.
Otóż w latach 90. Sławomir B. prowadził pod Kielcami firmę oferującą m.in. usługi transportowe. Pod koniec dekady, gdy zaczęła popadać ona w tarapaty, wyprzedał jej majątek, a potem zniknął.
- W sierpniu 1999 roku na wniosek prokuratury za Sławomirem B. wystawiono pierwszy list gończy, w październiku zarządzono międzynarodowe poszukiwania, a w 2002 roku, gdy ustalono miejsce pobytu, minister sprawiedliwości wystapił do Nowej Zelandii o jego tymczasowe aresztowanie i ekstradycję - informuje prokurator Jarosław Sarba, szef wydzialu do walki z przestępczością gospodarczą Prokuratury Okregowej w Kielcach.
Batalia o wydanie biznesmena trwała prawie 8 lat. - To był ogrom pracy, choćby ze względu na zupełnie inny system prawny Nowej Zelandii. Musieliśmy przygotować szereg dokumentów dotyczących polskiego prawodawstwa i samych zarzutów. Do tego jeszcze dochodziła cała droga odwoławcza, do której podejrzany miał prawo, i z której korzystał - wyjaśnia.
Dopiero w listopadzie ubiegłego roku nowozelandzki sąd zdecydował o ekstradycji Sławomira B. i zgodził się na ściganie go co do 6 z 8 czynów jakie wskazała prokuratura. W ostatni wtorek mężczyznę wydano polskiej policji i przez Kuala Lumpur oraz Amsterdam przetransportowano go do Warszawy. W sobotę, po 11 latach od pierwszego listu gończego, stanął przed kieleckim prokuratorem.
Wśród zarzutów jest m.in. przywłaszczenie leasingowanych ciężarówek, towarów z magazynu na ponad 3 mln zł, które sprzedał, wyłudzenie kredytu 100 tys. dolarów amerykańskich oraz m.in. benzyny, alkoholi, papierosów na 340 tys. zł, a także "wyprzedaż majątku w celu udaremnienia wykonania orzeczeń sądu w sytacji grożącej niewypłacalności i upadłości". Wszystkie dotyczą lat 1998-99.
Biznesmen nie przyznał się do winy.
Gdy w Nowej Zelandii walczył przeciwko ekstradycji mówił, że jego sprawa ma podłoże polityczne, że jest ścigany za poglądy, bo startował w wyborach do parlamentu, ale nie udało mu się zdobyć mandatu. W mediach przedstawiano go jako człowieka broniącego się przed ekstradycją za niepopełnione przestępstwa. W marcu ubiegłego roku prawnik Sławomira B., dr Frank Deliu twierdził, że ekstradycja jego klienta do Polski narusza podstawowe prawa człowieka, a prokuratura przygotowała dokumenty tak, aby go "wrobić". - Te dowody to całkowity żart - powiedział Deliu dziennikarzom portalu Voxy.
W sobotę na wniosek kieleckiej prokuratury sąd aresztował biznesmena na trzy miesiące.
agnieszka.drabikowska@kielce.agora.pl
ziemowit.nowak@kielce.agora.pl
- 29 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
46 głosów
-
Biznesmen spod Kielc? Gdzie nazwisko?
kingstonny
15.03.10, 14:26
List gonczy, szukany przez jedenascie lat, ale nadal anonimowy. Napewno nie byl anonimowy w lokalnej prasie w Nowej Zelandii. Zaden demokratyczny kraj na swiecie, od Norwegii do Nowej »
-
google yoour friend
balwan.poganski
15.03.10, 15:04
google, wyswzukiwanie zaawansowane, tylko z tego serwera lub doomeny .nz i dalej jako slowa Slawomir Poland i mamy Slawomir drugie imie Ryszard i jest nazwisko. Jak ktos wpadnie w Hondurasie»
-
Biznesmen spod Kielc nie ukrył się nawet na kra...
jozo2
15.03.10, 15:42
usługi transportowe ma też niejaki p.Frasyniuk ciekawi mnie zkąd miał fundusze na rozkręcenie interesu,o ile wiem nie rozliczył sie z kasy Dolnośląskiej "Solidarności"»
Najczęściej czytane24 htydzień




