Po ekstradycji z Antypodów. Kim jest aresztowany biznesmen?

Agnieszka Drabikowska, Ziemowit Nowak
2010-03-16 , aktualizacja: 15.03.2010 20:03
A A A Drukuj
Sławomir B., który w drodze ekstradycji został wydany przez Nową Zelandię kieleckim prokuratorom był pod koniec lat 90-tych największym przedsiębiorcą w Łopusznie. Oprócz firmy transportowej miał też tam sieć własnych sklepów oraz hurtownię alkoholi w Kielcach, przy ul. Kolberga.
Wodospad Huka, Nowa Zelandia
Wodospad Huka, Nowa Zelandia


Jak ujawniliśmy wczoraj, 54-letni dziś Sławomir B. został zatrzymany 9 marca w Nowej Zelandii i wydanie polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Batalia o jego ekstradycję trwała od ośmiu lat - Ministerstwo Sprawiedliwości wystąpiło o nią już w 2002 roku. Kielecka prokuratura ścigała biznesmena jeszcze dłużej - w 1999 roku wystawiono za nim pierwszy list gończy, ale B. był już wtedy na Antypodach. Dorobił się domu wartości 400 tys. dol. nowozelandzkich, stał się współwłaścicielem czterech spółek, miał kilka kont w różnych bankach.

Według polskich organów ścigania, pomnażał majątek za granicą dzięki pieniądzom, które przywiózł z Polski a które pochodziły z przestępstw, jakie popełnił pod koniec lat 90. B. był wtedy największym przedsiębiorcą w Łopusznie. Oprócz firmy transportowej miał też sieć własnych sklepów oraz hurtownię alkoholi w Kielcach przy ul. Kolberga. Wzbudzał zazdrość konkurentów z branży, kiedy wziął w leasing kilka nowiutkich ciężarówek Scania, którymi woził cement. - W tamtych czasach leasing to były kosmiczne pieniądze, koszt jakiś siedem razy większy niż obecnie - mówi przedsiębiorca z branży. B. Miał też regularne zamówienia na transport do Rosji.

- Psuć się zaczęło, kiedy stracił ten rosyjski kontrakt. Nie starczyło mu na spłacanie kredytów - opowiada nam inna osoba.

Co zrobił B.? Według prokuratury w przestępczy sposób wyprzedał majątek i uciekł na Antypody.

- Sprytnie się zwinął, nikt się nie zorientował. Do Łopuszna zaczęli przyjeżdżać ludzie z różnych firm, banków, wypytywali o plac, firmę, czy to jego. Ale już go nie było - opowiada miejscowy przedsiębiorca.

Sławomira B. zna były wójt Łopuszna Henryk Karliński. Ale z bardzo odległych czasów, uczył go bowiem geografii w szkole podstawowej. - Dobrze się uczył, koleżeński, był taki ciekawy wielu rzeczy. I miał taką chłopięcą charyzmę. Wiem, że potem prowadził firmę, zatrudniał ludzi na dobrych warunkach. Ale nie wiem, co się stało, że popadł w tarapaty - mówi Karliński.

B. nie pochodzi z samego Łopuszna, ale z małej wsi w gmnie. - Życzliwy, nigdy sąsiadom nie odmówił pomocy. Miał pieniądze, ale się z tym nie obnosił. Żadnych rarytasów nie miał. Jego dom? Żadna tam willa. A co on w tej firmie robił, to my już nie wiemy. Nie wiedzieliśmy też gdzie się podział - mówi mieszkanka wsi.

W sobotę prokuratura postawiła biznesmenowi sześć zarzutów. M.in. przywłaszczenie leasingowanych ciężarówek i towarów z magazynu na ponad 3 mln zł, które potem sprzedał, wyłudzenie kredytu 100 tys. dolarów amerykańskich a także "wyprzedaż majątku w celu udaremnienia wykonania orzeczeń sądu w sytuacji grożącej niewypłacalności i upadłości". Wszystkie dotyczą lat 1998-99. B.nie przyznaje się do winy. Gdy w Nowej Zelandii walczył przeciwko ekstradycji, przekonywał, że jego sprawa ma podłoże polityczne, że jest ścigany za poglądy, bo startował w wyborach do parlamentu, ale nie udało mu się zdobyć mandatu. Udało mu się natomiast zostać radnym w Łopusznie. Od soboty jest tymczasowo aresztowany.

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów