Wisła wzięła Sandomierz

Angelina Kosiek, Ziemowit Nowak
2010-05-20 , aktualizacja: 20.05.2010 12:37
A A A Drukuj
Walkę z żywiołem ratownicy przegrali o trzeciej w nocy z wtorku na środę. Wisła zalała prawy brzeg Sandomierza, zamieszkany przez ponad pięć tysięcy osób. Zaczęła się największa w ostatnich dziesięcioleciach ewakuacja. Utonął 50-letni mężczyzna
Okolice ul. Portowej w Sandomierzu
Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Okolice ul. Portowej w Sandomierzu
Dwie wyrwy powstały na odcinku wałów wiślanych między hutą szkła Pilkington a granicą pobliskiego Tarnobrzega. Było tylko kwestią godzin, kiedy największa od pół wieku woda zaleje prawobrzeżny Sandomierz. Rano większość domów znalazła się pod wodą. Cały dzień trwała ewakuacja ludzi z zalanych terenów. Wieczorem na pomoc czekało jeszcze ponad tysiąc osób. Wielu straciło nadzieję, że uda się ich zabrać przed nocą.



W akcji ratowniczej bierze udział 800 strażaków z Kielc, Gdańska, Warszawy, Wielkopolski, oraz 270 żołnierzy, dwie amfibie, śmigłowiec Mi-8.

Sytuację w zalanej dzielnicy relacjonowali ewakuowani. - Nie wiedzieliśmy, co brać do ręki. Człowiek traci rozum w takiej chwili. Sąsiadka wzięła pilot do telewizora - opowiada Ewa Kazula z bloku obok huty, która zdążyła uciec przed nadejściem wody.

Większość ewakuowanych znalazła schronienie u rodziny i znajomych, po południu zaczęło brakować miejsc noclegowych dla pozostałych. Organizowane są w szkołach i ośrodkach, takich jak Caritas, na lewym brzegu Wisły. Powodzianie dostają tam miejsce do spania, wyżywienie, suche ubrania.

Po południu do Sandomierza przyleciał helikopterem premier Donald Tusk. Spotkał się ze sztabem antypowodziowym i mieszkańcami. Żalili się oni, że nikt ich nie ostrzegał, że może dojść do przerwania wałów i zalania wodą całej dzielnicy. Tusk obiecał, że do Sandomierza wyśle na pomoc dwa śmigłowce ratownicze i jeszcze jedną amfibię. Pierwsza amfibia pojawiła się ok. godz. 14.

Trwała walka, aby ewakuować jak najwięcej ludzi przed nocą. Z każdą godziną stawało się jasne, że może to się nie udać. Po godz. 15 policja poinformowała o pierwszej ofierze śmiertelnej. Ciało 50-letniego bezdomnego znaleziono w Wiśle. Mężczyzna był podopiecznym noclegowni prowadzonej przez Caritas Diecezji Sandomierskiej.

W południe zamknięty został jedyny most na Wiśle. Zamienił się on w pochylnię dla łodzi. To na nim strażacy odbierali ludzi przywożonych z zalanych domów.

- Katastrofa, katastrofa, masakra. Walczymy, żeby Pilkingtona obronić - mówił burmistrz Jerzy Borowski. Żalił się na złe przygotowanie państwa do takich powodzi. - Wielu rzeczy nam brakuje. Amfibii, pomp do wybierania wody. Znowu okazało się, że król jest nagi - oskarżał.

Ucierpiał nie tylko Sandomierz. W gminie Pacanów ewakuowano część mieszkańców dziewięciu miejscowości, przed wodą uciekali także mieszkańcy Nowego Korczyna. Na pomoc ruszyli żołnierze, w całym powiecie buskim pracowało ich 250. Poprawiła się sytuacja w Kazimierzy Wielkiej. Woda w Nidzicy opadła o kilkanaście centymetrów. Tereny powodziowe, m.in. Nowy Korczyn, Rataje i Pacanów, odwiedził biskup diecezji kieleckiej Kazimierz Ryczan. Sprawdzał, jakiej pomocy może udzielić kielecki Caritas.

Na pomoc Sandomierzowi ruszył samorząd Kielc. - 600 metrów przenośnych wałów, które ochraniały Silnicę, zawozimy do Sandomierza - mówiła Anna Ciulęba, rzeczniczka prezydenta.

Około godziny 17 woda w Sandomierzu przestała się podnosić, po 20 opadła o 20 cm od najwyższego poziomu. W czwartek ta tendencja się utrzymuje.



Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów