Pasażerowie MPK: Reklamy na autobusach ograniczają widoczność
2010-06-27
, aktualizacja: 25.06.2010 20:26
Pasażerowie komunikacji miejskiej narzekają na autobusy oklejone reklamami. - Przez okna zasłonięte siatką z malutkimi dziurkami trudno cokolwiek dojrzeć. Już zdarzyło mi się, że wysiadłem dwa przystanki za daleko - argumentują. W Białymstoku po skargach pasażerów, z takich reklam się wycofano. Ale w Kielcach tak nie będzie.
ZOBACZ TAKŻE
- Zakończenie roku szkolnego. W Sandomierzu uroczystość przełożyli na wrzesień (26-06-10, 21:00)
- Fiskus kontroluje sklepy z dopalaczami (25-06-10, 23:00)
- Komentarz. Wzorowo pogrzebał pomysł (25-06-10, 23:00)
- Poszukiwacze odkryją cmentarzysko w gminie Złota? (25-06-10, 23:00)
- Powodzianie idą do sądu (25-06-10, 20:45)
- Grzegorz Napieralski: U powodzian, na turnieju i konkursie (25-06-10, 20:43)
- Anna Komorowska w Modliszewicach (25-06-10, 20:29)
- Napadli na dostawcę pizzy (25-06-10, 14:24)
Reklamami wielkoformatowymi oklejona jest już około połowa ze 180 miejskich autobusów. Taka reklama zakrywa niemal cały pojazd, łącznie z szybami - pasażerowie obserwują świat zewnętrzny przez foliową siatkę z maleńkimi dziurkami.
I narzekają: - Przez takie okna trudno cokolwiek zobaczyć, zwłaszcza po zmroku - mówi kielczanin, który przyszedł do redakcji, żeby poskarżyć się na taką sytuację. I podał przykład: - Kiedyś jechałem "siódemką" do Kajetanowa, musiałem odebrać ważne dokumenty. Nigdy wcześniej tam nie byłem, znałem tylko numer domu pod który mam się udać. Przez te zaklejone szyby nie mogłem się zorientować gdzie w ogóle jestem, pojechałem dwa przystanki za daleko - opowiadał.
Inny przykład zaobserwował w czerwcu na ulicy Żytniej, zapamiętał nawet numer boczny autobusu 354. - Na przystanku stała starsza kobieta z siatkami, autobus podjechał cały oklejony, boczna tablica kierunkowa z numerem była biała i zlewała się z kolorową reklamą. Ta kobieta nie zdążyła się przez to zorientować jaki to numer i nie zdążyła wsiąść. Następny miała za ponad godzinę - opowiada.
Jego zdaniem przez takie praktyki MPK narusza prawo przewozowe, według którego jest zobowiązany zapewnić pasażerom odpowiednie warunki bezpieczeństwa, wygodę i należytą obsługę. - Rozumiem, że z reklamy są pieniądze, ale nie może być tak, że jest to ważniejsze od wygody pasażerów. W innych miastach, np. w Warszawie, nie ma tam reklam na szybach - podkreśla. I rzeczywiście, z takich reklam wycofał się np. już pięć lat temu Białystok.
- Żaden z 280 naszych autobusów nie ma dziś reklamy na szybach. Wycofaliśmy się po skargach pasażerów, którzy narzekali nie tylko na złą widoczność, ale i uczucie klaustrofobii, a nawet zawroty głowy - tłumaczy Jarosław Wyszkowski, zastępca dyrektora Białostockiej Komunikacji Miejskiej.
Inny argument, który brano wtedy pod uwagę, dotyczył bezpieczeństwa pasażerów i ewentualnej drogi ewakuacyjnej w razie wypadku, a taką drogą są okna w autobusie. - Nie robiliśmy wprawdzie żadnych eksperymentów, ale tak na chłopski rozum, nie wiadomo, jak taka oklejona szyba się zachowa, gdy zajdzie konieczność, aby ją wybić - wyjaśnia Wyszkowski. Z reklam wielkoformatowych na autobusach i tramwajach wycofuje się też Warszawa.
Jesienią ubiegłego roku zdecydowano, że na autobusach reklamy będą dopuszczone jedynie na tylnych ścianach, a w tramwajach tylko na burtach od strony drzwi. - U nas przeważył argument estetyki taboru i miasta. Nie chcieliśmy, by zagraniczni turyści kojarzyli Warszawę z upstrzonymi od dachu do kół autobusami. Ale zdecydowały tez względy bezpieczeństwa - jeśli coś złego działoby się w środku takiego autobusu, z zewnątrz policja czy straż miejska nie są w stanie nic zobaczyć - tłumaczy Igor Krajnow, rzecznik Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie.
- Ale w Warszawie jeżdżą za 8 zł za wozokilometr, a my jeździmy za 4 zł. Nasi pasażerowie płacą 2 zł za bilet, to najtańsza cena, jeśli chodzi o miasta wojewódzkie w kraju. Te reklamy stanowią tak istotną pozycję w naszym budżecie, że nie możemy sobie pozwolić by z nich zrezygnować - argumentuje Elżbieta Śreniawska, prezes kieleckiego MPK.
Tłumaczy, że pieniądze z tych reklam idą na inwestycje i bieżące remonty. - A każdego dnia naprawiamy średnio 11 foteli w autobusach, bo są dewastowane, do końca roku wydamy 3 mln zł na system GPS, tablice elektroniczne i wyświetlacze. Skądś te pieniądze musimy na to znaleźć. Pytanie więc, czy pasażerowie wolą jeździć nowymi, pachnącymi autobusami z reklamami, czy starymi, ale nieoklejonymi? Wszystkim nie dogodzimy, musimy wybierać mniejsze zło - tłumaczy pani prezes.
Podkreśla natomiast, że trudności w zorientowaniu się do jakiego zbliżamy się przystanku będą po części już niedługo wyeliminowane, bo w autobusach pojawią się tablice świetlne i systemy nagłaśniające, zapowiadające nazwy przystanków. - A już na początku roku, uwzględniając właśnie uwagi pasażerów, zrezygnowaliśmy z żółtych i czerwonych ramek na reklamy w autobusach, bo całkiem ograniczały widoczność - dodaje Śreniawska.
I narzekają: - Przez takie okna trudno cokolwiek zobaczyć, zwłaszcza po zmroku - mówi kielczanin, który przyszedł do redakcji, żeby poskarżyć się na taką sytuację. I podał przykład: - Kiedyś jechałem "siódemką" do Kajetanowa, musiałem odebrać ważne dokumenty. Nigdy wcześniej tam nie byłem, znałem tylko numer domu pod który mam się udać. Przez te zaklejone szyby nie mogłem się zorientować gdzie w ogóle jestem, pojechałem dwa przystanki za daleko - opowiadał.
Inny przykład zaobserwował w czerwcu na ulicy Żytniej, zapamiętał nawet numer boczny autobusu 354. - Na przystanku stała starsza kobieta z siatkami, autobus podjechał cały oklejony, boczna tablica kierunkowa z numerem była biała i zlewała się z kolorową reklamą. Ta kobieta nie zdążyła się przez to zorientować jaki to numer i nie zdążyła wsiąść. Następny miała za ponad godzinę - opowiada.
Jego zdaniem przez takie praktyki MPK narusza prawo przewozowe, według którego jest zobowiązany zapewnić pasażerom odpowiednie warunki bezpieczeństwa, wygodę i należytą obsługę. - Rozumiem, że z reklamy są pieniądze, ale nie może być tak, że jest to ważniejsze od wygody pasażerów. W innych miastach, np. w Warszawie, nie ma tam reklam na szybach - podkreśla. I rzeczywiście, z takich reklam wycofał się np. już pięć lat temu Białystok.
- Żaden z 280 naszych autobusów nie ma dziś reklamy na szybach. Wycofaliśmy się po skargach pasażerów, którzy narzekali nie tylko na złą widoczność, ale i uczucie klaustrofobii, a nawet zawroty głowy - tłumaczy Jarosław Wyszkowski, zastępca dyrektora Białostockiej Komunikacji Miejskiej.
Inny argument, który brano wtedy pod uwagę, dotyczył bezpieczeństwa pasażerów i ewentualnej drogi ewakuacyjnej w razie wypadku, a taką drogą są okna w autobusie. - Nie robiliśmy wprawdzie żadnych eksperymentów, ale tak na chłopski rozum, nie wiadomo, jak taka oklejona szyba się zachowa, gdy zajdzie konieczność, aby ją wybić - wyjaśnia Wyszkowski. Z reklam wielkoformatowych na autobusach i tramwajach wycofuje się też Warszawa.
Jesienią ubiegłego roku zdecydowano, że na autobusach reklamy będą dopuszczone jedynie na tylnych ścianach, a w tramwajach tylko na burtach od strony drzwi. - U nas przeważył argument estetyki taboru i miasta. Nie chcieliśmy, by zagraniczni turyści kojarzyli Warszawę z upstrzonymi od dachu do kół autobusami. Ale zdecydowały tez względy bezpieczeństwa - jeśli coś złego działoby się w środku takiego autobusu, z zewnątrz policja czy straż miejska nie są w stanie nic zobaczyć - tłumaczy Igor Krajnow, rzecznik Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie.
- Ale w Warszawie jeżdżą za 8 zł za wozokilometr, a my jeździmy za 4 zł. Nasi pasażerowie płacą 2 zł za bilet, to najtańsza cena, jeśli chodzi o miasta wojewódzkie w kraju. Te reklamy stanowią tak istotną pozycję w naszym budżecie, że nie możemy sobie pozwolić by z nich zrezygnować - argumentuje Elżbieta Śreniawska, prezes kieleckiego MPK.
Tłumaczy, że pieniądze z tych reklam idą na inwestycje i bieżące remonty. - A każdego dnia naprawiamy średnio 11 foteli w autobusach, bo są dewastowane, do końca roku wydamy 3 mln zł na system GPS, tablice elektroniczne i wyświetlacze. Skądś te pieniądze musimy na to znaleźć. Pytanie więc, czy pasażerowie wolą jeździć nowymi, pachnącymi autobusami z reklamami, czy starymi, ale nieoklejonymi? Wszystkim nie dogodzimy, musimy wybierać mniejsze zło - tłumaczy pani prezes.
Podkreśla natomiast, że trudności w zorientowaniu się do jakiego zbliżamy się przystanku będą po części już niedługo wyeliminowane, bo w autobusach pojawią się tablice świetlne i systemy nagłaśniające, zapowiadające nazwy przystanków. - A już na początku roku, uwzględniając właśnie uwagi pasażerów, zrezygnowaliśmy z żółtych i czerwonych ramek na reklamy w autobusach, bo całkiem ograniczały widoczność - dodaje Śreniawska.
- 31 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Pasażerowie MPK: Reklamy na autobusach ogranic...
thekaroten
27.06.10, 10:43
Na początek rozliczmy rzecznika.1) W Warszawie przewoźnicy biorą 8zł/km? Czyżby? Pierwszy strzał Google - Mobilis rok temu wygrał przetarg oferując 5,57zł/km: »
-
Pasażerowie MPK: Reklamy na autobusach ogranic...
inkwizytorstarszy
28.06.10, 02:57
Będę złośliwy: Rodowici mieszkańcy nie mają problemu z oglądaniem miasta przez okna ! Ale dla napływowych i mieszkającycm krócej niż 20 lat, proszę o większe litery i cyfry na rozkładach »
Najczęściej czytane24 htydzień





