Tak skarbówka wykończyła milionera. Będzie proces o 16 mln zł
28.06.2010
, aktualizacja: 28.06.2010 13:11
Miał kilkanaście ciężarówek, kilkudziesięciu podwykonawców i kontrakt m.in. z Elektrownią Połaniec. Skarbówka doprowadziła milionera do ruin, a potem wycofała się z zarzutów. Teraz przedsiębiorca z Łubnic żąda 16 mln zł odszkodowania.
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Prokuratura zbada ewakuację powodzian w Sandomierzu (28-06-10, 08:00)
- Czy policjanci z Sandomierza wzięli rzeczy powodzian? (28-06-10, 07:00)
- Śląskie firmy nielegalnie zawyżyły koszty na ponad 40 mln zł (06-10-10, 14:39)
- "PB": liberał Kulak poległ na oleju (06-10-10, 07:20)
- Europejskie skarbówki na tropie luksusów i pieniędzy (29-08-10, 22:00)
- "Rz": Kontrole skarbowe w kurortach (02-08-10, 02:05)
- Andrzej Arendarski: Przedsiębiorcy są zakładnikami PO (13-07-10, 07:00)
- Wykończyć Żogałę (02-07-10, 12:00)
- Skarbówka robiła błędy, a winnych brak? (30-06-10, 23:00)
- W telefonie Ery odbierzesz e-fakturę (30-06-10, 12:25)
- Proces o 12 mln zł. Pierwsze starcie ze Skarbem Państwa (05-03-10, 23:00)
- Mieszkanka Chmielnika pozywa państwo o 12 mln zł (11-11-09, 18:11)
- Roman Kluska: Panią Ninę czeka droga przez mękę (11-03-09, 20:01)
SERWISY
Stefan Żogała od 1985 roku prowadził z żoną Zakład Handlowo-Usługowo-Produkcyjny Stefan Żogała w Łubnicach koło Połańca. W ciągu 20 lat został on jednym z największych przedsiębiorstw transportowych w regionie. Miał kilkanaście ciężarówek w leasingu, podnajmował kilkadziesiąt kolejnych.
Czytaj też: "Przedsiębiorca nie przestępca - wielka akcja "Gazety Wyborczej"
- Zawsze prowadziłem biznes uczciwie. Byłem nagradzany w konkursach gospodarczych, ale też przez Urząd Skarbowy w Staszowie jako wzorowy płatnik - opowiada Żogała.
Paliwo do pojazdów kupował m.in. od hurtowników ze Śląska. A ponieważ był ich dużym klientem, ci w jego bazie postawili kontenery na olej napędowy z dystrybutorami. Żogała tankował własne pojazdy i sprzedawał paliwo innym.
W maju 2004 r. u przedsiębiorcy zjawiły się dwie urzędniczki z Urzędu Skarbowego w Staszowie. - Normalka, ciągle miałem jakieś kontrole, ze skarbowego też. Ale tym razem od razu wyczułem, że coś jest nie tak. Jedna z tych pań z miejsca stwierdziła, że robię fikcyjne transakcje - wspomina.
Naczelnik staszowskiego US uznał, że firma Żogały w 2002 i 2003 r. część paliwa sprzedawała tylko na papierze, aby odzyskać podatek VAT. I już we wrześniu 2004 r. naliczył 97 tys. zł długu. Nie zrujnowałoby to firmy, ale równocześnie skarbówka zastosowała nadzwyczajny krok - jako zabezpieczenie długu zablokowała konta przedsiębiorstwa, a do dziewięciu jego największych kontrahentów wysłała informacje, że wszelkie pieniądze jakie winni są firmie Żogały mają teraz przelewać na konto urzędu skarbowego. To był początek końca firmy, choć biznesmen próbował walczyć - co miesiąc spłacał ok. 75 tys. zł rat leasingowych (pozostało 12-14 rat i warte miliony nowe ciągniki siodłowe byłyby jego) oraz 14 tys. zł kredytu w Banku Spółdzielczym.
- Ale w branży transportowej ludzie się znają. Jak ktoś ma na karku skarbówkę, prokuraturę, od razu się od niego odsuwają. Po co im kłopoty - mówi Żogała. Tracił klientów jednego za drugim. Aby spłacać raty zaczął wyprzedawać majątek, m.in. działkę za 40 tys. zł. - Warta była jakieś 170 tysięcy, ale musiałem mieć pieniądze od razu - mówi. Pozbył się też kilku aut osobowych, naczep, ładowarki. A gdy to nie wystarczyło zaczął oddawać wyleasingowane ciężarówki, by zmniejszyć raty. - W końcu zostawiłem sobie jedną, żeby coś pracowało przynajmniej na chleb - mówi. Ale i tą po roku od wejścia skarbówki zabrała firma leasingowa.
We wrześniu 2007 roku sąd ogłosił upadłość firmy, w marcu 2008 r. umorzył ją z powodu braku majątku na pokrycie długów.
Mimo że banki i firmy leasingowe samochody sprzedały, biznesmen wciąż jest im winien ok. 700 tys. zł, a Bankowi Spółdzielczemu 509 tys. zł. Żyje z renty, bo przez ten czas zapadł na zdrowiu, z której komornik zabiera miesięcznie 800 zł oraz wynajmu części swojej dawnej bazy. Ale i ją prawdopodobnie niedługo zlicytuje komornik.
Żogała zatrudniał 40 osób, kilkaset innych miało pracę dzięki zleceniom z jego firmy. Dziś ledwie starcza mu na życie. - Pracownikom wypłaciłem wszystko, co do złotówki - zapewnia. Nikt nie kierował skarg do PIP czy sądu pracy.
Decyzje staszowskiej skarbówki podtrzymywała Izba Skarbowa w Kielcach, ale uchylił kielecki Wojewódzki Sąd Administracyjny. Stwierdził, że urzędnicy podjęli decyzje nie mając wystarczających dowodów, nie zachowali skrupulatności, a zabezpieczenie w postaci blokady kont było niewspółmierne do rzekomego długu. I skarbówka wycofała się po kolei ze wszystkich swoich zarzutów, z ostatniej decyzji - o podatku VAT - w ubiegłym roku. Z pierwotnych tysięcy złotych domaga się od Żogały... 214 zł. - Uznali, że się nie rozliczyłem z jakiegoś dywanu do biura czy coś takiego - mówi Żogała.
Przedsiębiorca wygrał też kuriozalną sprawę w Sądzie Rejonowym w Staszowie. Tamtejszy US oskarżył go o uporczywe niepłacenie podatków. Sąd Żogałę uniewinnił, stwierdzając w uzasadnieniu, Żogała nie płaci podatków do Urzędu Skarbowego, bo do tego doprowadził go... Urząd Skarbowy.
Uniewinniony także został od zarzutu wyłudzenia i oszustwa, o co pozwała go jedna z firm leasingowych.
- Muchy by nie skrzywdził, uczciwy w interesach. Spotkała go wielka niesprawiedliwość - mówi Andrzej Nowak, przedsiębiorca, były kontrahent Żogały.
Teraz domaga się od Skarbu Państwa 15 mln 980 tys. zł odszkodowania. - Jestem pewny, że wygram. Nie wiem, czy całość, ile to zajmie, ale wygram. Nie może być inaczej, bo zostałem skrzywdzony. Nawet nie powiedzieli mi "przepraszam" - mówi Żogała.
- Tak dużej sprawy jeszcze nie miałem. Przed wyrokiem rozstrzygał nie będę, takie sprawy to wciąż w Polsce nowość. Ale gdybym nie miał podstaw, pozwu bym nie pisał - mówi adwokat Ryszard Łepski z Tarnobrzega.
Dlaczego skarbówka niespodziewanie zaatakowała jego firmę? - Walczyli wtedy z mafią paliwową, chrzczonym paliwem i fikcyjnymi transakcjami. Może jakiś trop od hurtowników prowadził do mnie. Tylko że ja byłem uczciwy, ale oni nie słuchali - podejrzewa Żogała.
Zapytaliśmy rzeczniczkę Izby Skarbowej w Kielcach, czy ktoś z urzędników poniósł odpowiedzialność za błędy w tej sprawie. Czekamy na odpowiedź.
ziemowit.nowak@kielce.agora.pl
Czytaj też: "Przedsiębiorca nie przestępca - wielka akcja "Gazety Wyborczej"
- Zawsze prowadziłem biznes uczciwie. Byłem nagradzany w konkursach gospodarczych, ale też przez Urząd Skarbowy w Staszowie jako wzorowy płatnik - opowiada Żogała.
Paliwo do pojazdów kupował m.in. od hurtowników ze Śląska. A ponieważ był ich dużym klientem, ci w jego bazie postawili kontenery na olej napędowy z dystrybutorami. Żogała tankował własne pojazdy i sprzedawał paliwo innym.
W maju 2004 r. u przedsiębiorcy zjawiły się dwie urzędniczki z Urzędu Skarbowego w Staszowie. - Normalka, ciągle miałem jakieś kontrole, ze skarbowego też. Ale tym razem od razu wyczułem, że coś jest nie tak. Jedna z tych pań z miejsca stwierdziła, że robię fikcyjne transakcje - wspomina.
Naczelnik staszowskiego US uznał, że firma Żogały w 2002 i 2003 r. część paliwa sprzedawała tylko na papierze, aby odzyskać podatek VAT. I już we wrześniu 2004 r. naliczył 97 tys. zł długu. Nie zrujnowałoby to firmy, ale równocześnie skarbówka zastosowała nadzwyczajny krok - jako zabezpieczenie długu zablokowała konta przedsiębiorstwa, a do dziewięciu jego największych kontrahentów wysłała informacje, że wszelkie pieniądze jakie winni są firmie Żogały mają teraz przelewać na konto urzędu skarbowego. To był początek końca firmy, choć biznesmen próbował walczyć - co miesiąc spłacał ok. 75 tys. zł rat leasingowych (pozostało 12-14 rat i warte miliony nowe ciągniki siodłowe byłyby jego) oraz 14 tys. zł kredytu w Banku Spółdzielczym.
- Ale w branży transportowej ludzie się znają. Jak ktoś ma na karku skarbówkę, prokuraturę, od razu się od niego odsuwają. Po co im kłopoty - mówi Żogała. Tracił klientów jednego za drugim. Aby spłacać raty zaczął wyprzedawać majątek, m.in. działkę za 40 tys. zł. - Warta była jakieś 170 tysięcy, ale musiałem mieć pieniądze od razu - mówi. Pozbył się też kilku aut osobowych, naczep, ładowarki. A gdy to nie wystarczyło zaczął oddawać wyleasingowane ciężarówki, by zmniejszyć raty. - W końcu zostawiłem sobie jedną, żeby coś pracowało przynajmniej na chleb - mówi. Ale i tą po roku od wejścia skarbówki zabrała firma leasingowa.
We wrześniu 2007 roku sąd ogłosił upadłość firmy, w marcu 2008 r. umorzył ją z powodu braku majątku na pokrycie długów.
Mimo że banki i firmy leasingowe samochody sprzedały, biznesmen wciąż jest im winien ok. 700 tys. zł, a Bankowi Spółdzielczemu 509 tys. zł. Żyje z renty, bo przez ten czas zapadł na zdrowiu, z której komornik zabiera miesięcznie 800 zł oraz wynajmu części swojej dawnej bazy. Ale i ją prawdopodobnie niedługo zlicytuje komornik.
Żogała zatrudniał 40 osób, kilkaset innych miało pracę dzięki zleceniom z jego firmy. Dziś ledwie starcza mu na życie. - Pracownikom wypłaciłem wszystko, co do złotówki - zapewnia. Nikt nie kierował skarg do PIP czy sądu pracy.
Decyzje staszowskiej skarbówki podtrzymywała Izba Skarbowa w Kielcach, ale uchylił kielecki Wojewódzki Sąd Administracyjny. Stwierdził, że urzędnicy podjęli decyzje nie mając wystarczających dowodów, nie zachowali skrupulatności, a zabezpieczenie w postaci blokady kont było niewspółmierne do rzekomego długu. I skarbówka wycofała się po kolei ze wszystkich swoich zarzutów, z ostatniej decyzji - o podatku VAT - w ubiegłym roku. Z pierwotnych tysięcy złotych domaga się od Żogały... 214 zł. - Uznali, że się nie rozliczyłem z jakiegoś dywanu do biura czy coś takiego - mówi Żogała.
Przedsiębiorca wygrał też kuriozalną sprawę w Sądzie Rejonowym w Staszowie. Tamtejszy US oskarżył go o uporczywe niepłacenie podatków. Sąd Żogałę uniewinnił, stwierdzając w uzasadnieniu, Żogała nie płaci podatków do Urzędu Skarbowego, bo do tego doprowadził go... Urząd Skarbowy.
Uniewinniony także został od zarzutu wyłudzenia i oszustwa, o co pozwała go jedna z firm leasingowych.
- Muchy by nie skrzywdził, uczciwy w interesach. Spotkała go wielka niesprawiedliwość - mówi Andrzej Nowak, przedsiębiorca, były kontrahent Żogały.
Teraz domaga się od Skarbu Państwa 15 mln 980 tys. zł odszkodowania. - Jestem pewny, że wygram. Nie wiem, czy całość, ile to zajmie, ale wygram. Nie może być inaczej, bo zostałem skrzywdzony. Nawet nie powiedzieli mi "przepraszam" - mówi Żogała.
- Tak dużej sprawy jeszcze nie miałem. Przed wyrokiem rozstrzygał nie będę, takie sprawy to wciąż w Polsce nowość. Ale gdybym nie miał podstaw, pozwu bym nie pisał - mówi adwokat Ryszard Łepski z Tarnobrzega.
Dlaczego skarbówka niespodziewanie zaatakowała jego firmę? - Walczyli wtedy z mafią paliwową, chrzczonym paliwem i fikcyjnymi transakcjami. Może jakiś trop od hurtowników prowadził do mnie. Tylko że ja byłem uczciwy, ale oni nie słuchali - podejrzewa Żogała.
Zapytaliśmy rzeczniczkę Izby Skarbowej w Kielcach, czy ktoś z urzędników poniósł odpowiedzialność za błędy w tej sprawie. Czekamy na odpowiedź.
ziemowit.nowak@kielce.agora.pl
- 302 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
80 głosów
-
Tak skarbówka wykończyła milionera. Będzie proc...
jabberwocky
28.06.10, 09:13
Obstawiłbym,że pracownice skarbówki wzięły premie i to sowite za wykrycie "groźnego przestępcy skarbowego".Odpowiedzialności nie poniosą żadnej, jak w wielu podobnych przypadkach. A my po »
-
Bez zartow. Ten urzednik reprezentuje Ciebie!
mali_kali
28.06.10, 13:35
A zatem kazdy obywatel placi. Spoleczenstwo popelnilo blad, a nie urzednik. I spoleczenstwo chce coraz wiekszej interwencji urzednikow w nasze zycie, wiec nie ma co sie spodziewac zmian na »
-
Tak PIS dobija ludzi
gazetaandrzeja
28.06.10, 14:54
Tak PIS walczylo na sile z wyimaginowanym "ukladem" ze dobilo uczciwych Polakow!»
Najczęściej czytane24 htydzień



odtwórz
