Portret prezydenta Kaczyńskiego budzi kontrowersje

Janusz Kędracki
2010-07-13 , aktualizacja: 13.07.2010 19:51
A A A Drukuj
Oprawiony w ramki portret prezydenta Lecha Kaczyńskiego wisi w jednym z pokojów w urzędzie marszałkowskim. Urzędnik, który go powiesił zaraz po katastrofie smoleńskiej, nie zamierza go zdejmować. Nie wszystkim to się jednak podoba.
12 maja 2009. Prezydent Lech Kaczyński w sandomierzu
Fot. Paweł Małecki / AG
12 maja 2009. Prezydent Lech Kaczyński w sandomierzu
- Minęły już trzy miesiące od katastrofy, żałoba narodowa dawno się skończyła. Teraz ten portret to jakaś demonstracja polityczna, nie powinien wisieć w urzędzie, gdzie pracują i gdzie przychodzą ludzie o różnych poglądach - mówi pragnący zachować anonimowość urzędnik, który poinformował nas o tym fakcie.

Oprawiony w ramki portret formatu A3 z czarnym paskiem wisi w pokoju Jerzego Gruszczyńskiego, pracownika departamentu organizacyjno-administracyjnego.

- Gdy zaraz po katastrofie wystawiono księgę kondolencyjną w urzędzie, poproszono mnie o załatwienie portretu. Wziąłem z biura PiS-u, oprawiłem, ale stwierdzili, że za duży i wystawili inny. Powiesiłem więc na ścianie w pokoju - opowiada Gruszczyński. Dodaje, że na początku nikogo to nie raziło, ale jak się skończyła żałoba, sugerowano, by zdjął portret ze ściany. - Słyszałem, że komuś to przeszkadza, ale oficjalnie nie dostałem takiego polecenia. Widzę zdziwienie na twarzach niektórych, gdy przychodzą do mnie i zobaczą portret - mówi Gruszczyński.

Twierdzi, że zdejmie portret, ale w rok po śmierci prezydenta, bo tyle jako katolik zamierza utrzymywać żałobę. - Zawsze ceniłem pana prezydenta Kaczyńskiego, poznałem go w 1986 roku, przed rokiem odznaczył mnie Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski - podkreśla Gruszczyński. Jest on członkiem PiS-u, w ubiegłym roku podejmował nieudaną próbę założenia "Solidarności" w urzędzie.

- Jestem zaskoczony, muszę to najpierw zobaczyć - odpowiada Zdzisław Wrzałka, wicemarszałek województwa, którego zapytaliśmy, czy portret powinien wisieć w urzędzie. Po chwili dodaje jednak, że nie wydaje mu się, aby było to właściwe miejsce do prezentowania poglądów politycznych. - Ale to bardzo delikatna sprawa, nie chcę razić niczyich uczuć, muszę porozmawiać z panem Gruszczyńskim - mówi Wrzałka.

Zaskoczony jest także marszałek Adam Jarubas, który jest obecnie na urlopie. - Trochę mi to przypomina sytuację z krzyżem przed Pałacem Prezydenckim - mówi. Nie jest jednak przekonany, że portret należy zdjąć. - Jeśli ktoś się dzięki temu lepiej czuje w pracy i jest to dla niego ważne, nie potępiałbym tego. Urzędnicy też mogą sobie kształtować przestrzeń pracy - uważa marszałek. Zwraca też uwagę, że Gruszczyński zajmuje się wewnątrzurzędowymi sprawami i raczej nie przychodzą do niego petenci z zewnątrz. Zapowiada jednak, że po powrocie z urlopu zapozna się ze sprawą. Nie chciałby bowiem, aby portret służył do gry politycznej, jaką np. wokół krzyża przed Pałacem Prezydenckim prowadzą niektórzy czołowi działacze PiS-u. - Takie zachowania zdecydowanie potępiam - podkreśla Jarubas. I informuje, że w swoim gabinecie nie eksponuje zdjęć żadnych polityków, a jedynie wizerunek Matki Boskiej Sulisławskiej.

Podziel się

  • 49 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów