Pilnie potrzeba intensywnej pomocy

Ziemowit Nowak
2010-07-26 , aktualizacja: 26.07.2010 14:50
A A A Drukuj
Dramatyczne sytuacje na oddziałach intensywnej opieki medycznej. W piątek w szpitalu wojewódzkim na kieleckim Czarnowie skończyły się miejsca. Na Czerwonej Górze zdarza się to regularnie. Aż strach pomyśleć, co się stanie, gdy zdarzy się poważny wypadek
SERWISY
O dramatycznej sytuacji w największej lecznicy w województwie dowiedzieliśmy się w piątek. - Nie mamy już łóżek na OIOM-ie. Szukamy miejsca, do którego moglibyśmy przenieść jednego pacjenta, który nadaje się do ZOL-u [Zakład Opiekuńczo-Leczniczy - przyp. red.]. Ale w nich też nie ma miejsc. Jeśli dojdzie do wypadku, np. jakiegoś autobusu, może być bardzo groźnie. Nie będziemy mieli jak ratować ciężko rannych - ostrzega Bolesław Rylski, wicedyrektor ds. medycznych Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach.

Wie, co mówi. Oddział Intensywnej Opieki Medycznej to nie urologia czy interna, gdzie lżej chorego na dzień, dwa można położyć na korytarzu. Tutaj pacjent albo ma respirator i inne urządzenia utrzymujące go przy życiu, albo umiera.

Na Czarnowie działa jedyny jak na razie w mieście i powiecie oddział ratunkowy. A latem liczba groźnych wypadków i poważnych urazów znacznie wzrasta. Tymczasem z kieleckich szpitali tylko jeden - św. Aleksandra przy ul. Kościuszki - spełnia ministerialne normy stanowisk intensywnej terapii. Mówią one, że liczba łóżek OIOM powinna wynosić od 2 do 5 proc. wszystkich. W Szpitalu Kieleckim św. Aleksandra ten wskaźnik to 2,4 proc., na Czarnowie - 1,59. Najgorzej jest w Czerwonej Górze - pięć łóżek na OIOM daje bardzo niski wskaźnik - 1,2. - Bardzo często zdarza się, że wszystkie łóżka są zajęte - przyznaje Krzysztof Skowronek, dyrektor szpitala w Czerwonej Górze.

- Bywają dni, że wszystkie łóżka na intensywnej są zajęte, ale długo to nie trwa. Przeważnie pacjenci są na dwóch-trzech z czterech, jakie mamy. Może opatrzność boska czuwa nad nami, ale nie musieliśmy na razie szukać miejsca w jakiejś dramatycznej sytuacji - mówi Grażyna Zabielska, dyrektorka Szpitala Kieleckiego św. Aleksandra. - Jakoś sobie radzimy - mówi enigmatycznie dyr. Skowronek.

Gdy dochodzi do sytuacji ratowania życia, a OIOM jest pełen, szpital musi znaleźć miejsce w innej placówce. W tym czasie pacjent jest np. wentylowany ręcznie, w karetce trwa dramatyczna walka o utrzymanie go przy życiu. Nie mówiąc o tym, że przewożenie go w ciężkim stanie to zawsze ryzyko. Im dłuższa droga, tym większe. - Bywa, że szpitale chomikują gdzieś jeden respirator, nie wykazują go w raportach i dzięki temu sobie radzą - opowiada jeden z naszych rozmówców. Na Czarnowie na przykład nieprzytomnych pacjentów z urazem głowy podsyła się na kardiologię, gdzie są dodatkowe cztery stanowiska OIOM.

- Od dawna alarmuję o tej sytuacji. Rok temu pisałem pismo do wojewody, ale nic się nie zmienia - przypomina Rylski. Dwa lata temu "Gazeta" ujawniła, że zabrakło miejsca na OIOM-ie dla pacjenta umierającego na sepsę. Od tego czasu nic się nie poprawiło.

- A co my możemy? Po zmianie przepisów zamieniliśmy się w notariusza, który spisuje co szpital ma, czego brakuje. I ślemy raporty do ministerstwa. O tej sytuacji też wiemy, ale wszystko zależy od finansowania, a rząd szpitali nie finansuje - tłumaczy Grzegorz Świercz, pełnomocnik wojewody świętokrzyskiego ds. ochrony zdrowia.

Stanowisko OIOM jest bardzo drogie. Każde takie łóżko musi mieć 18 m kw. przestrzeni, respirator, monitor parametrów fizjologicznych, pompy infuzyjne, stać w sali z efektywną wentylacją i klimatyzacją.

Rylski ma jednak pomysł, jak szybko odciążyć OIOM-y. - Te łóżka zajmują też pacjenci w tzw. stanie wegetatywnym, którzy mogliby być przeniesieni do ZOL-i. Tam miejsce jest znacznie tańsze, bo pacjent sam oddycha, nie musi mieć takiego wyposażenia - proponuje.

Przyznają to pozostali dyrektorzy. - Mieliśmy sytuacje, że pobyt na OIOM-ie trwał kilka miesięcy do pół roku. To niepotrzebne blokowanie łóżek - mówi Zabielska.

Niestety, nic nie wskazuje na to, by szybko coś się poprawiło. Cała nadzieja w inwestycjach planowanych przez Szpital Kielecki. - Za dwa lata będziemy robić blok operacyjny i przybędzie pięć-sześć stanowisk OIOM - zapowiada Zabielska. - Sytuacja poprawi się też, gdy zmieni się polityka NFZ-etu w stosunku do ZOL-i - dodaje.

- Wiemy o tej sytuacji, dlatego teraz priorytetem dla funduszu jest kardiologia inwazyjna oraz opieka paliatywna i długoterminowa. Niedawno przyszła informacja, że nasz oddział dostanie w tym roku dodatkowe 83 mln zł. Na przykład szpital w Starachowicach ma 10 łóżek ZOL i dyrekcja od dawna prosi o pieniądze na pięć dodatkowych. Nie mogę obiecać, bo nie ma jeszcze decyzji, ale może teraz znajdą się na to dodatkowe pieniądze - informuje Beata Szczepanek, rzeczniczka świętokrzyskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia.

ziemowit.nowak@kielce.agora.pl

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos