Zwycięski wodny mecz o Sandomierz

Błażej Strzelczyk, Jarosław Sidorowicz
2010-07-29 , aktualizacja: 28.07.2010 20:35
A A A Drukuj
Na małopolskich sztucznych zbiornikach przez cały dzień toczyła się wczoraj dramatyczna walka, by nie dopuścić do zalania... Sandomierza. Fala powodziowa, która zbierała się na rzekach, mogła po wpłynięciu do Wisły podtopić miasto, które tak bardzo ucierpiało w ostatniej powodzi.
Sandomierz w wodzie
Fot. Pawel Malecki / Agencja Gazeta
Sandomierz w wodzie
Jeszcze w nocy z wtorku na środę ze zbiornika w Dobczycach spuszczano raptem osiem metrów sześciennych wody na sekundę, ale ulewne deszcze w Małopolsce spowodowały gwałtowny przybór w dopływach Raby. O godz. 2 zapada decyzja: zwiększamy zrzuty wody z Dobczyc do 150 metrów sześciennych, by zbiornik mógł przyjąć więcej wody ze wzbierających górskich rzek i chronić miejscowości poniżej zalewu.

Ale nad ranem nastąpiła radykalna zmiana strategii. Mimo że wciąż lało, służby wodne zmniejszyły spusty wody ze sztucznych zbiorników. W Dobczycach trzykrotnie - ze 150 metrów sześciennych do 50 m, z Rożnowa i Czchowa o 300 metrów sześciennych na sekundę. - Próbujemy sensownie sterować falą na zbiornikach, by nie dopuścić do zalania Sandomierza, gdzie wały są słabe i nie w pełni odremontowane - tłumaczył Tomasz Sądag, zastępca dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie.

2000 metrów sześciennych na sekundę - tyle maksymalnie może przepłynąć wody przez Sandomierz, by nie zalało miasta. W Krakowie zaczęto więc liczyć. Kondziołka z Ośrodka Koordynacyjno-Informacyjnego pilnującego stanu wód w zbiornikach dodał najwyższe wyniki pomiarów z rzek wpadających do Wisły. O godz. 14 ich suma była niewiele mniejsza od poziomu alarmowego w Sandomierzu. Służby kryzysowe znów zdecydowały o ograniczeniu zrzutu wody z trzech małopolskich zbiorników. Ale z Małopolski napływało coraz więcej informacji o podtopieniach i przekroczonych stanach rzek. I znów dylemat: zacząć spuszczać ze zbiornika większą ilość wody, by ratować wsie nad Rabą, czy chronić dalej Sandomierz. - Kluczowe okazały się kolejne prognozy pogody - mówił Kondziołka. Z IMGW napłynęły informacje, że po południu opady będą ustawać. - W Dobczycach nie grozi nam przelanie zbiornika - uspokajał ok. godz. 15 po kolejnych prognozach dyrektor Sądag.

Kondziołka tłumaczy, że wczorajsza walka z falą na zbiornikach przypominała mecz: - Dzięki sztucznej retencji mogliśmy "zagrać" wodą. Najpierw łapaliśmy ją w zbiorniku i przytrzymywaliśmy odpowiednią ilość. A potem odpowiednio nią zagrywaliśmy, dawkując zrzuty. Bo najważniejsze było, by mieszkańcy Sandomierza nie musieli ponownie bronić swoich wałów - opowiada kierownik.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy