Genialny fałszerz niepoczytalny

Agnieszka Drabikowska
2010-08-03 , aktualizacja: 03.08.2010 19:38
A A A Drukuj
Śledztwo przeciwko Jarosławowi W., który prowadził w Skarżysku największą w kraju fabrykę fałszywych pieniędzy, zostało wczoraj umorzone. I nie chodziło wcale o brak dowodów, bo tych jest aż nadto. Genialny fałszerz jest bowiem niepoczytalny.
Fałszerz pieniędzy wpadł przez wypadek
Fot. policja
Fałszerz pieniędzy wpadł przez wypadek
Nielegalny biznes Jarosława W. zrobił wrażenie nawet na policjantach Centralnego Biura Śledczego, którzy rozpracowali, czym się trudnił. Na jego podwórku odkryli profesjonalne i dobrze ukryte laboratoria - jedno zakamuflowane za tajnym przejściem w piwnicy (żeby się do niego dostać, trzeba było przekręcić kran z wodą), wejściem do drugiego była płyta chodnikowa. Należało ją delikatnie podważyć, otworzyć właz i zejść po drabinie do podziemi.

W owych laboratoriach policjanci znaleźli ponad 4 tys. fałszywych stuzłotówek, na produkcje czekały także pięćdziesiątki euro, a także świadectwa maturalne, legitymacje, gotowe pieczątki, np. burmistrza gminy Kęty czy przejścia granicznego Olszyna-Forst.

Fałszerz miał też broń. Mimo tak mocnych dowodów kielecka prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o umorzenie śledztwa. Biegli psychiatrzy stwierdzili bowiem, że Jarosław W. jest niepoczytalny, od wielu lat leczy się bowiem na schorzenia psychiczne. I choć prokuratorzy byli opinią zaskoczeni, nie mieli podstaw, by ją zakwestionować. Opinia nie wzbudziła też wątpliwości kieleckiego sądu okręgowego. Wczoraj po przesłuchaniu trójki biegłych lekarzy, którzy badali podejrzanego fałszerza, sąd zdecydował śledztwo umorzyć, a Jarosława W. umieścić w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. - Decyzja jest nieprawomocna, ale nie będziemy się od niej odwoływać. Czekamy na uprawomocnienie i decyzje sądu wykonawczego, który wyznaczy zakład, w którym umieszczony zostanie mój klient. Na razie przebywa on na oddziale szpitalnym krakowskiego aresztu na Montelupich - powiedział "Gazecie" mecenas Dominik Kopeć, obrońca Jarosława W.

Wczorajsze postanowienie sądu okręgowego nie kończy jednak zainteresowania prokuratury genialnym fałszerzem ze Skarżyska. W oddzielnym, gigantycznym wątku bada, czy to właśnie z fabryki Jarosława W. pochodziły podrabiane banknoty rozprowadzane w całym kraju od 2000 roku. Wiele na to wskazuje. Już dziś śledztwo w tej części dotyczy kilkunastu tysięcy fałszywych banknotów i obejmuje 600 tomów akt, a Jarosławowi W. szykuje się 20 tys. zarzutów. Czy to ma sens, skoro podejrzany jest niepoczytalny? - Odpowiedzialność karną wyklucza niepoczytalność w chwili popełnienia czynu. Tamte sprawy sięgają nawet 2000 roku, więc być może w tamtym okresie schorzenie podejrzanego nie było na tyle silne, że wykluczało jego poczytalność. Poza tym ta druga część śledztwa dotyczy tez innych osób, które z nim współpracowały - wyjaśnia Sławomir Mielniczuk, rzecznik kieleckiej prokuratury.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy