Z Nowej Zelandii przed sąd
2010-08-30
, aktualizacja: 30.08.2010 19:12
Koniec śledztwa w niecodziennej sprawie prowadzonej przez kielecką prokuraturę. Biznesmen, przeciwko któremu wysłano do sądu akt oskarżenia, przez ostatnich 11 lat wiódł dostatnie życie w Nowej Zelandii
ZOBACZ TAKŻE
- Rocznica wybuchu wojny (31-08-10, 14:00)
- Porażka ze ścieżką rowerową (31-08-10, 09:00)
- Stadion Leśny. Hitlerowcy zamienili go w piekło (30-08-10, 23:00)
- Poszukaj sobie radnego (30-08-10, 23:00)
- Budowa parkingu dla szpitala . Zaczęli kopać (30-08-10, 23:00)
- Dąbrowa II, pora na kasę (30-08-10, 23:00)
- Parking Centrum. Nowy i rozgrzebany (30-08-10, 23:00)
- Przystanek wraca na ul. Żeromskiego (30-08-10, 23:00)
- Sport w skrócie (30-08-10, 17:24)
- Świętokrzyskie. Ma mocno padać (30-08-10, 15:02)
Choć 54-letni dziś Sławomir B. pochodzi spod Łopuszna i działalności w Polsce dotyczą zarzuty, jakie stawia mu prokuratura, to od 1999 roku wiódł on spokojne życie na antypodach. Przyjechał tam dokładnie 1 czerwca z majątkiem 150 tys. dol. amerykańskich i 8,9 tys. dol. nowozelandzkich. Zamieszkał w mieście Christchurch nad Zatoką Pegaza, dorobił się domu o wartości 400 tys. dol., stał się współwłaścicielem czterech spółek, miał kilka kont w różnych bankach. Tyle że według ustaleń kieleckiej prokuratury majątek za granicą pomnażał dzięki pieniądzom zdobytym w Polsce w przestępczy sposób.
Tu musimy się cofnąć do końcówki lat 90., kiedy to Sławomir B. był największym przedsiębiorcą w Łopusznie. Miał firmę transportową i sieć sklepów, a także hurtownię ciężarówek w Kielcach. Wzbudził zazdrość konkurentów z branży, kiedy wziął w leasing kilka nowiutkich ciężarówek Scania do wożenia cementu. - Ale był życzliwy dla innych, w firmie zatrudniał ludzi na dobrych warunkach. I nagle popadł w tarapaty, chyba nie starczało mu na spłacanie kredytów. Tak sprytnie się zwinął, że nikt się nie zorientował. Do Łopuszna zaczęli przyjeżdżać ludzie z różnych firm, banków, wypytywali o plac, firmę; czy to jego. Ale już go nie było - opowiadali "Gazecie" jego sąsiedzi i miejscowi przedsiębiorcy. Według prokuratury w przestępczy sposób wyprzedał majątek i uciekł na antypody.
Batalia o jego ekstradycję trwała od ośmiu lat - Ministerstwo Sprawiedliwości wystąpiło o nią już w 2002 roku. Kielecka prokuratura ścigała biznesmena znacznie dłużej, bo w 1999 roku wysłano za nim pierwszy list gończy. W marcu tego roku oskarżony został zatrzymany w Nowej Zelandii i wydany polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Teraz stanie przed sądem - mówi Sławomir Mielniczuk, rzecznik kieleckiej prokuratury.
26 sierpnia prokuratura skierowała do Sądu Okręgowego w Kielcach akt oskarżenia. Wśród zarzutów znajdują się m.in. przywłaszczenie leasingowanych ciężarówek i towarów z magazynu na ponad 3 mln zł, wyłudzenie kredytu 100 tys. dol. amerykańskich, a także "wyprzedaż majątku w celu udaremnienia wykonania orzeczeń sądu w sytuacji grożącej niewypłacalności i upadłości". Wszystkie dotyczą lat 1998-99. Sławomir B. nie przyznaje się do winy. Gdy w Nowej Zelandii walczył przeciwko ekstradycji, przekonywał, że jego sprawa ma podłoże polityczne, że jest ścigany za poglądy, bo startował w wyborach do parlamentu. Od marca przebywa w tymczasowym areszcie.
Tu musimy się cofnąć do końcówki lat 90., kiedy to Sławomir B. był największym przedsiębiorcą w Łopusznie. Miał firmę transportową i sieć sklepów, a także hurtownię ciężarówek w Kielcach. Wzbudził zazdrość konkurentów z branży, kiedy wziął w leasing kilka nowiutkich ciężarówek Scania do wożenia cementu. - Ale był życzliwy dla innych, w firmie zatrudniał ludzi na dobrych warunkach. I nagle popadł w tarapaty, chyba nie starczało mu na spłacanie kredytów. Tak sprytnie się zwinął, że nikt się nie zorientował. Do Łopuszna zaczęli przyjeżdżać ludzie z różnych firm, banków, wypytywali o plac, firmę; czy to jego. Ale już go nie było - opowiadali "Gazecie" jego sąsiedzi i miejscowi przedsiębiorcy. Według prokuratury w przestępczy sposób wyprzedał majątek i uciekł na antypody.
Batalia o jego ekstradycję trwała od ośmiu lat - Ministerstwo Sprawiedliwości wystąpiło o nią już w 2002 roku. Kielecka prokuratura ścigała biznesmena znacznie dłużej, bo w 1999 roku wysłano za nim pierwszy list gończy. W marcu tego roku oskarżony został zatrzymany w Nowej Zelandii i wydany polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Teraz stanie przed sądem - mówi Sławomir Mielniczuk, rzecznik kieleckiej prokuratury.
26 sierpnia prokuratura skierowała do Sądu Okręgowego w Kielcach akt oskarżenia. Wśród zarzutów znajdują się m.in. przywłaszczenie leasingowanych ciężarówek i towarów z magazynu na ponad 3 mln zł, wyłudzenie kredytu 100 tys. dol. amerykańskich, a także "wyprzedaż majątku w celu udaremnienia wykonania orzeczeń sądu w sytuacji grożącej niewypłacalności i upadłości". Wszystkie dotyczą lat 1998-99. Sławomir B. nie przyznaje się do winy. Gdy w Nowej Zelandii walczył przeciwko ekstradycji, przekonywał, że jego sprawa ma podłoże polityczne, że jest ścigany za poglądy, bo startował w wyborach do parlamentu. Od marca przebywa w tymczasowym areszcie.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



