Miasto oddało schronisko

Angelina Kosiek
2010-11-19 , aktualizacja: 19.11.2010 20:29
A A A Drukuj
Obrońcy zwierząt przejmują kieleckie schronisko. Ale zanim miasto podjęło oczekiwaną od dawna decyzję, doszło do kolejnego skandalu. Powiatowy lekarz weterynarii zamknął bowiem schronisko, a jedzenie zwierzęta dostały dopiero po interwencji Kancelarii Prezydenta RP

Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Decydujące wydarzenia rozegrały się w czwartek. Tego dnia Wiesław Wyszkowski, powiatowy lekarz weterynarii w Kielcach, kolejny raz skontrolował placówkę w Dyminach. - Miało być lepiej, a okazało się, że jest coraz gorzej - powiedział po kontroli. Nie dość, że stan obiektu cały czas pozostawia wiele do życzenia, to jeszcze zwierzęta nie miały co jeść - po tym jak skończyła się karma, psy żywiono kaszą z wodą. Radykalną decyzję podjął błyskawicznie. - Nie zastosowano się do moich poprzednich zaleceń, dlatego zamknąłem schronisko. Miałem do tego prawo. Miasto musi znaleźć nowy dom dla tych zwierząt - stwierdził Wyszkowski.

O skandalicznych wydarzeniach powiadomił Karinę Schwerzler z Kancelarii Prezydenta RP. - Chwyciłam za telefon i jedna z firm od razu przekazała schronisku karmę - mówi. Pierwsze trzy tony już przyjechały, kolejnych siedem trafi tam w ciągu kilku najbliższych dni.

Konsekwencją czwartkowej decyzji powiatowego lekarza weterynarii było wczorajsze spotkanie w ratuszu. - Jesteśmy w stanie przejąć schronisko, i to natychmiast. Tak dalej być nie może. Chcemy, żeby dotychczasowi pracownicy schroniska jak najszybciej je opuścili i nie szkodzili dalej zwierzętom - mówiła Dagmara Głodowicz-Mazurek z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Kielcach. Taką deklarację organizacje złożyły wczoraj na ręce wiceprezydenta miasta Tadeusza Sayora, który od kilku dni odpowiada za sprawy schroniska.

Po burzliwych rozmowach urzędnicy przez półtorej godziny szukali rozwiązań prawnych, w jaki sposób można przekazać schronisko organizacjom.

Decyzja zapadła ok. godz. 14. Ustalono, że do schroniska przedstawiciele pięciu towarzystw wejdą jeszcze tego samego dnia. Na poniedziałek umówiono kolejne rozmowy i wtedy miasto podpisze umowę na prowadzenie placówki. - Tymczasową. Docelowo ogłosimy konkurs na prowadzenie schroniska, ale do tego czasu będzie je prowadzić wytypowana organizacja - wyjaśnia Sayor.

Obrońcy zwierząt z radością przyjęli tę decyzję. - Jesteśmy już bardzo zmęczeni, ale przede wszystkim zadowoleni. Żałujemy, że wiceprezydenta Sayora do rozmów z nami dopuszczono dopiero teraz. Bo on potrafił znaleźć rozwiązanie - zaznacza Głodowicz-Mazurek.

Dotychczas w ratuszu sprawą skandalicznych warunków w schronisku, odebrania go Przedsiębiorstwu Usług Komunalnych i przekazania organizacjom zajmował się bowiem wiceprezydent Czesław Gruszewski. I choć na początku października - po kompromitującej dla PUK-u kontroli parlamentarzystów i przedstawicieli Kancelarii Prezydenta RP - miasto obiecało przekazać schronisko stowarzyszeniom, do wczoraj nic się nie zmieniło. Czy zmiana nadzorcy ze strony ratusza to kara dla wiceprezydenta Gruszewskiego? - Nie, przekazaliśmy sprawę wiceprezydentowi Sayorowi, bo to on w mieście odpowiada za nadzór nad przedsiębiorstwami - wyjaśnia prezydent Kielc Wojciech Lubawski.

Jeszcze przed ogłoszeniem konkursu przedstawiciele organizacji wprowadzą do schroniska swoich pracowników. - Nie wyobrażamy sobie współpracy z dotychczasową załogą, nie ufamy tym ludziom - podkreśla Głodowicz-Mazurek. W przyszłym tygodniu rozmawiać też będą z Wiesławem Wyszkowskim o cofnięciu decyzji o zamknięciu placówki.

Wczoraj przed godz. 15 do schroniska weszli przedstawiciele pięciu organizacji. Zanim jednak dostali się do środka, musieli pokazać kopię porozumienia zawartego z miastem. - Pani kierownik spisała nasze dowody osobiste. Musimy wpisywać, kiedy wchodzimy i wychodzimy. Od razu widać, że te zwierzęta potrzebują naszej pomocy - mówi Dariusz Olszewski z fundacji Viva.

Skandaliczne traktowanie zwierząt w Dyminach opisaliśmy w "Gazecie" na początku września. Od miesiąca sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Kielce-Wschód. - Prowadzone są czynności dochodzeniowe, przesłuchiwani są świadkowie i sprawdzana jest dokumentacja - wyjaśnia Sławomir Mielniczuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach. Twierdzi, że śledztwo jeszcze trochę potrwa. - Mam duże wątpliwości, czy uda nam się zakończyć czynności w tym roku - mówi Mielniczuk.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów