Sąd bezradny, policja szuka, a skazany sobie drwi

Agnieszka Drabikowska
2011-02-11 , aktualizacja: 11.02.2011 19:39
A A A Drukuj
Zwierzęta Stephena Drew nie miały tyle szczęścia, co beztrosko bawiący się koń na zdjęciu Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta Zwierzęta Stephena Drew nie miały tyle szczęścia, co beztrosko bawiący się koń na zdjęciu
Skazany za okrutne znęcanie się nad końmi Anglik Stephen Drew powinien od czerwca odsiadywać wyrok więzienia. Ale nie odsiaduje, choć w grudniu sąd wydał za nim list gończy. Za to drwi w internecie z naszego wymiaru sprawiedliwości: "Sąd i policja mają mój adres, ale go nie wykorzystali, by wyegzekwować ode mnie koszty sądowe. To może i więzienie mi umorzą?"
Akta procesowe
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencj
Akta procesowe
- To jest po prostu nieudolność całego naszego wymiaru sprawiedliwości. A skazany nie dość, że od tylu miesięcy pozostaje bezkarny, to jeszcze wprost się z tego śmieje - komentuje Dominik Nawa z Komitetu Pomocy dla Zwierząt, który był oskarżycielem posiłkowym w procesie Anglika.

To była sprawa bez precedensu, nie bez powodu zresztą kielecki sąd okręgowy wymierzył Stephenowi Drew maksymalną karę, jaką przewidują przepisy za znęcania się nad zwierzętami, czyli rok bezwzględnego więzienia.

- Oskarżony jest osobą, która chcąc osiągnąć własne korzyści [wyhodować silne i wytrzymałe zwierzęta, które miały brać udział w wyścigach długodystansowych - przyp. red.], naraziła je na niewyobrażalne cierpienie - podkreślała w uzasadnieniu wyroku sędzia Alina Bojara.

Tę przerażającą hodowlę Anglik prowadził w Kornicy w powiecie koneckim. By mieć zwierzęta wytrzymałe i odporne, karmił je sporadycznie, nie dawał im wody, bo twierdził, że mają być całkiem niezależne od pomocy człowieka, a zimą same muszą wykopywać sobie pokarm spod śniegu. Konie zmuszone zostały nawet do tego, by pić ścieki komunalne. W efekcie z wycieńczenia padło co najmniej sześć koni, osiem innych - z liczącej 26 zwierząt hodowli - było skrajnie wyczerpanych. Jak zeznawała w sądzie lekarka weterynarii, "konie były tak osłabione, że nie broniły się przed śmiercią. Kładły się i umierały...". Prawomocny wyrok wobec Stephena Drew zapadł ostatniego marca ubiegłego roku, na 14 czerwca sąd wyznaczył skazanemu termin stawienia się w zakładzie karny. Ale się nie stawił.

- Prawdopodobnie wyjechał z Polski. W połowie grudnia sąd w Końskich wystawił za nim list gończy, poszukiwania prowadzi policja. Jeśli sąd uzyska wiarygodną informację, że skazany przebywa poza granicami kraju, za Anglikiem wystawiony zostaje tzw. europejski nakaz aresztowania - informuje sędzia Marcin Chałoński, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach. Policja Anglika jeszcze szuka. - Nikt tej sprawy nie zbagatelizował, sprawdzane były wszystkie adresy w Polsce, pod którymi funkcjonował. Policjanci prowadzący poszukiwania mają podejrzenia, że mężczyzna przebywa za granicą i w tej chwili ustalane jest miejsce pobytu tej osoby - wyjaśnia Grzegorz Dudek z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji.

Tymczasem sam Stephen Drew jest bardzo aktywny w internecie i na forum Prawda2.info na bieżąco komentuje wszystko, co się dzieje w jego sprawie. Podpisuje się imieniem i nazwiskiem, załącza wyroki sądowe, pisma do prokuratury, zeskanowane orzeczenia.

Ostatnie pismo umieścił tam na początku stycznia, czyli wtedy gdy rozesłano już za nim list gończy. To postanowienie sądu w Końskich z 20 grudnia ubiegłego roku o umorzeniu 6815 zł kosztów sądowych, jakie zasądzono mu w sprawie koni. - Skazany dobrowolnie kosztów nie uiścił, a ich egzekucja okazała się bezskuteczna - uzasadnił swoją decyzję sąd.

Stephen Drew drwi z tego postanowienia: "Nigdy nie ukrywałem miejsca, gdzie mieszkam, wszystkie urzędy w Końskich, z sądem, prokuraturą i policją na czele, mają mój adres, ale jednak nie wykorzystali mojego adresu zamieszkania, żeby wyegzekwować ode mnie opłatę kosztów sądowych. (...) Jeśli poczekam jeszcze trochę, to może i rok więzienia mi umorzą?" - napisał na Prawda2.info 1 stycznia 2011 roku. Pismo o umorzeniu kosztów sąd wysłał Anglikowi pod adres na ul. Polnej w Końskich. - Bo pan Drew podał ten adres sądowi do korespondencji, wiem to z mojej sprawy cywilnej przeciwko temu panu o pomówienie mnie na forum Prawda2.info. Z tego co wiem, tę korespondencję odbiera jego znajomy i mu przekazuje, ale pan Drew wskazał także sądowi, gdzie przebywa w Anglii, z tego co pamiętam, jest to adres w Londynie. Nie rozumiem więc zupełnie, dlaczego tyle czasu trwają jego poszukiwania - mówi nam Dominik Nawa.

Co ciekawe, on zasądzonych przez sąd przeprosin na forum także nie może od Stephena Drew wyegzekwować już od ponad roku. - A sąd w Końskich, gdzie zwróciłem się o egzekucję wyroku, pisze, że jest bezskuteczna, bo upłynął termin, i że nałoży karę grzywny na pana Drew. I mogę tylko przypuszczać, jak to się skończy, skoro niedawno umorzyli mu koszty procesu w sprawie karnej - mówi Nawa.

A wracając do poszukiwań Anglika, to jego ostatni ślad w internecie pochodzi ze środy.

Jest tam wpis, w którym Stephen Drew jeszcze raz zaznacza: "Sąd i policja wiedzą, gdzie przebywam, nigdy przed nikim nie ukrywałem mojego adresu. Dwa miesiące temu otrzymałem nawet pismo z sądu zawieszające wobec mnie konieczność uiszczenia opłat sądowych w związku z wyrokiem".

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów

  • Sąd bezradny, policja szuka, a skazany sobie drwi jezn 12.02.11, 14:08

    Sąd bezradny? Policja szuka.!Szlag by trafił takich urzędników.A zaczyna się od wysyłania listu poleconego ze zwrotnym poświadczeniem odbioru ,co kosztuje 8.70 zł.,zawiadamiającego o »

  • Racja gburiaifuria 13.02.11, 10:49

    Pamietacie Panstwao jak to Leszek Miller chcil podac bylego ministra Ziobre do sadu ale nie mozna bylo ustalic jego adresu wiec Miller przez internet zwrocil sie do ludzi w tej sprawie.Po »