Kielce, Starachowice 31 sierpnia 1982 roku

Janusz Kędracki
13.12.2006
A A A Drukuj
Druga rocznica podpisania porozumień sierpniowych i powstania "Solidarności". Działacze związku, którzy uniknęli internowania i więzienia, przygotowują się do manifestacji. Żeby pokazać Polsce i światu, że "Solidarność" żyje.
Z drugiej strony trwają przygotowania władz, które za wszelką cenę chcą udowodnić, że panują nad sytuacją, a "Solidarność" to już tylko grupki nieodpowiedzialnych ekstremistów. "Słowo Ludu" z 31 sierpnia obwieszcza, że w Kielcach w ręce SB wpada drukarnia niezależnych wydawnictw, do aresztu trafiają młodzi ludzie. Niespotykane nigdy wcześniej siły milicyjne obstawiają od rana miasto.

Brak jest opracowania na temat wydarzeń z tamtego dnia. Historycy jeszcze nie zdążyli się nimi zająć, uczestnicy po ćwierć wieku przedstawiają bardzo sprzeczne wersje. Niektórzy umniejszają nawet rozmiar tego protestu, by podtrzymywać tezę, że w Kielcach to właściwie nic się nie działo. Owszem, nie byliśmy centrum solidarnościowych demonstracji, jak Gdańsk czy Nowa Huta. Jednak 31 sierpnia 1982 roku także i kielczanie dali świadectwo oporu.

Świadczy o tym milicyjna wersja przebiegu wydarzeń, jaka ukazała się później w "Słowie Ludu". Wynika z niej, że w rocznicowej mszy w katedrze brało udział wówczas 3,5 tys. ludzi! Po 300 osób demonstrowało wcześniej pod płytą "Solidarności" przy ówczesnej ul. Dzierżyńskiego (obecnie Zagnańska) i siedzibą zarządu regionu związku przy ówczesnej ul. Świętokrzyskiej 10a (obecnie Kozia). Demonstrantów pod katedrą milicja szacowała na 700 i z pewnością nie była to liczba zawyżona, gdyż władze dążyły do marginalizowania rozmiaru protestów.

Uczestnicy tej demonstracji doświadczyli niezwykłej brutalności ze strony tzw. sił porządkowych. W okolicach katedry w ruch poszły pałki i gaz łzawiący. Wiele osób na własnym ciele doświadczyło, jak obywateli traktuje Milicja Obywatelska. Ucierpieli też przypadkowi przechodnie i ciekawscy, którzy przyszli zobaczyć, co się dzieje. Milicjanci nie zastanawiali się, kogo i za co pałują. W wyniku pobicia tego dnia najbardziej ucierpiał zegarmistrz Stanisław Rak. Zmarł kilka dni później.

Manifestacja w Starachowicach roku miała bezkrwawy przebieg. Po mszy w kościele Wszystkich Świętych jej uczestnicy szli aleją Manifestu Lipcowego (obecnie Armii Krajowej). - Gdzieś na wysokości obecnego "Manhattanu" uformował się pochód kilkuset ludzi. Padło hasło, że idziemy pod komitet PZPR. Krzyczeliśmy: "Chodźcie z nami", "Solidarność", "Lech Wałęsa" i "Precz z komuną", co najwięcej wigoru dodawało. Gdy wracaliśmy spod komitetu, w pochodzie było już około dwóch tysięcy osób. Sześciu milicjantów wyszło z bronią i tarczami przed komendę, ale tylko stali przed drzwiami. Wszystkie siły pojechały wtedy rozbijać demonstrację w Kielcach, starachowicka była dla nich zaskoczeniem - wspominał "Gazecie" Janusz Kaczor, który 31 sierpnia 1982 roku obchodził 16. urodziny

Chcieli zakończyć protest w kościele Świętej Trójcy, ale ksiądz nie chciał ich wpuścić. Poszli więc na Rynek. Tam Kaczor wskoczył na murek, żeby było lepiej słychać, i odczytał litanię "Solidarności": - Matko uwięzionych, Matko stoczniowców, Matko górników... Tłum powtarzał: - Módl się za nami.

Dwa dni później SB-ecy zabrali go na komendę, tam dostał w twarz od milicjanta. Został wyrzucony ze szkoły.



Oddziały zwarte MO przywróciły porządek

Magazyn "Słowa Ludu" z 3-4 września 1982:

"Jak informuje nas oficer prasowy KW MO w Kielcach por. Leszek Selma, wydarzenia z dnia 31VIII 1982 roku w województwie kieleckim miały przebieg następujący: W dniu 31 VIII br. w trzech punktach Kielc - obok biurowca PKS przy ul. Dzierżyńskiego, gdzie znajduje się tablica pamiątkowa "Solidarności", na ulicy Świętokrzyskiej, przed budynkiem byłego Zarządu Regionu Świętokrzyskiego i na placu Panny Marii przy bazylice kieleckiej, doszło prób zorganizowania manifestacji protestacyjnych. Łącznie uczestniczyło w nich około 1300 osób. W godzinach 15-17 obok siedziby przedsiębiorstwa PKS zebrało się około 300 osób, głównie młodzież. Podobna liczebnie grupa zgromadziła się przed byłą siedzibą Zarządu Regionu Świętokrzyskiego. Uczestnicy wznosili wrogie okrzyki i zachowywali się wyzywająco wobec sił porządkowych. Wobec zdecydowanej postawy funkcjonariuszy MO, bez użycia środków przymusu bezpośredniego, uczestnicy obu grup rozeszli się.

Część z nich udała się pod bazylikę, gdzie o godz. 18 rozpoczęło się nabożeństwo, w którym uczestniczyło około 3500 osób, w tym sporo młodzieży. Po zakończeniu nabożeństwa zdecydowana większość uczestników spokojnie rozeszła się do domów. Przed bazyliką pozostało jednak około 700 osób, głównie młodzieży męskiej, którym przewodził b. aktywista "Solidarności", niedawno zwolniony z internowania. Zebrani przyjęli agresywną postawę wobec służb porządkowych MO, co zmusiło do użycia przewidywanych prawem środków przymusu bezpośredniego. Część demonstrantów zaczęła przemieszczać się w inne rejony miasta, w okolice parku i dworca PKP, chować się po bramach itp. Wprowadzone do działań oddziały zwarte MO ok. godziny 21 przywróciły w Kielcach porządek. Spośród najaktywniejszych uczestników manifestacji doprowadzono do Komendy Miejskiej MO w Kielcach 63 osoby, w tym 16 nieletnich, co jest szczególnie bolesne. W areszcie zatrzymano 14 osób, a w izbach dziecka MO 9 nieletnich. Do Izby Wytrzeźwień trafiło 4 nietrzeźwych demonstrantów.

W pozostałych miastach Kielecczyzny panował spokój. Jedynie w Starachowicach około godz. 19 chodnikami w kierunku KM PZPR udawały się grupy w łącznej liczbie około tysiąca osób. Po wezwaniu sił porządkowych MO do rozejścia się uczestnicy udali się do domów. Nie zachodziła konieczność użycia środków przymusu bezpośredniego".