Pełna relacja z konferencji Krzysztofa Klickiego
03.04.2008
, aktualizacja: 03.04.2008 13:08
- Zaświadczam, że ja doszedłem do swojej pozycji uczciwą drogą do obecnej pozycji. Dlatego też traktowałem to wyzwanie, choć wiedziałem, że nie jest dobrze w piłce, że są takie mechanizmy. Chciałem być pierwszy! Tak jak pierwszy zdetronizowałem Ruch jako największego dystrybutora prasy, chciałem pokazać, że i w piłce nożnej się da. Jak widać się pomyliłem - tłumaczył powody odejścia z futbolu właściciel Kolportera Krzysztof Klicki.
ZOBACZ TAKŻE
- Porażające! Reakcje na akt oskarżenia dla Korony (01-01-09, 21:00)
- Korona oskarżona. Wiemy jak kupowała ligę (31-12-08, 00:00)
RAPORTY
Czy ewentualne wydarzenia w prokuraturze wrocławskiej, gdyby się okazało, że nie ma dalszego ciągu afery skłoniłyby Pana do powrotu?
- Na moją decyzję miała wpływ zarówno historia jak i przyszłość. Nie sądzę, żeby cokolwiek w najbliższym czasie zmieniło się w piłce nożnej, a nie pozwolę sobie na to, żeby zarówno moje imię jak i Kolportera było szargane publicznie. Nie ma takiej możliwości.
Czy Pana postawa powinna być przykładem dla innych sponsorów?
- Nie wiem... Każdy musi osobiście podejmować decyzję, to każdego prawo.
Czy nie zarzuca sobie Pan zbytniej łatwowierności wobec osób, które były zatrudnione w klubie?
- Zawsze istnieje takie prawdopodobieństwo, że zostanie się oszukanym czy okradzionym. Prowadzę wiele firm, zdarzały się przypadki, że menadżerowie okradali moje firmy. Takie sytuacje zawsze są, ale trzeba być optymistą - wierzyć w swoje ideały, cele i je realizować.
Czy jest Pan przekonany, że nikt z zarządu nie wiedział, że taki proceder w klubie się rozgrywa?
- Ja byłem przekonany, że Dariusz Wdowczyk jest absolutnie nieskazitelną osobą! Ale jeżeli chodzi o moich współpracowników, których powołałem wtedy do zarządu Korony praktycznie jestem sobie w stanie dać głowę uciąć, że żaden z nich nie wiedział o istniejącym procederze.
Były prezes Wiesław Tkaczuk mówił niedawno, że było kilka meczów, które budziły wątpliwość i on po tych spotkaniach rozmawiał zarówno z trenerem jak i zawodnikami. Czy Pan w podobnych kwestiach też spotykał się z nimi? Czy Pan nigdy nie miał takich informacji, domysłów, że coś jest nie tak?
- Oczywiście, że się spotykałem. Ja czytam fora internetowe, znam opinie kibiców, pojawiające się zarzuty kibiców szczególnie z innych klubów, z którymi graliśmy o tym, że mecz był ustawiony, kupiony. Natychmiast reagowaliśmy - rozmawialiśmy zarówno z poszczególnymi zawodnikami jak i z trenerem. Zapewniali nas, że to absolutna nieprawda, że te karne wynikają z tego, że są lepsi, lepiej wyszkoleni, szybsi i dlatego w końcówkach meczów zdarzają się takie wypadki. Stąd były te rozmowy, nie wynikające z naszej własnej oceny meczu na którym byliśmy, a przypominam, że praktycznie byłem na każdym, tylko z opinii, które pojawiały się na forach internetowych.
Czuje się Pan ofiarą?
- Nie chcę robić z siebie ofiary, czuję się odpowiedzialny za sytuację. Jestem właścicielem, menadżerem, nie powinienem dopuścić do takiej sytuacji.
Myśli Pan, że mógł zrobić coś więcej?
- Analizowałem czy mogłem w jakikolwiek sposób lepiej postąpić... Może powinienem być bliżej zespołu? Może powinienem być bliżej z zawodnikami rozmawiać? Ale ja nie mam tego w zwyczaju. Jest po to zarząd, powołani menadżerowie, żeby tego dopilnowywać.
Czy decyzja o wycofaniu się nie jest pójściem na łatwiznę?
- Opinia należy do was... Ja podjąłem taką decyzję i przedstawiłem jej motywy, zarówno historyczne jak i przyszłe. Nie ukrywam, że gdybym miał świadomość, że coś w polskiej piłce będzie się zmieniało na lepsze pewnie bym takiej decyzji nie podjął. Prawda jest jednak taka - czytałem swoje nazwisko w komentarzach Państwa "wiedział", "tolerował", "dawał". Mam już dość takiej sytuacji i nie chce kiedykolwiek na coś podobnego się narazić.
Czy dotrzyma Pan umowy z miastem jeśli chodzi o stadion i inne zobowiązania?
- Tak jak podkreśliłem wszelkie zobowiązania podjęte przez Kolporter będą dotrzymane. Co do przyszłości Korony to otwarta sprawa...
Czy będzie Pan dochodził swoich praw na drodze sądowej? Odszkodowań w stosunku do osób, które są oskarżone lub mają zarzuty za to, że narazili dobre imię Kolportera?
- Bardzo poważnie rozważam taką kwestię.
- Na moją decyzję miała wpływ zarówno historia jak i przyszłość. Nie sądzę, żeby cokolwiek w najbliższym czasie zmieniło się w piłce nożnej, a nie pozwolę sobie na to, żeby zarówno moje imię jak i Kolportera było szargane publicznie. Nie ma takiej możliwości.
Czy Pana postawa powinna być przykładem dla innych sponsorów?
- Nie wiem... Każdy musi osobiście podejmować decyzję, to każdego prawo.
Czy nie zarzuca sobie Pan zbytniej łatwowierności wobec osób, które były zatrudnione w klubie?
- Zawsze istnieje takie prawdopodobieństwo, że zostanie się oszukanym czy okradzionym. Prowadzę wiele firm, zdarzały się przypadki, że menadżerowie okradali moje firmy. Takie sytuacje zawsze są, ale trzeba być optymistą - wierzyć w swoje ideały, cele i je realizować.
Czy jest Pan przekonany, że nikt z zarządu nie wiedział, że taki proceder w klubie się rozgrywa?
- Ja byłem przekonany, że Dariusz Wdowczyk jest absolutnie nieskazitelną osobą! Ale jeżeli chodzi o moich współpracowników, których powołałem wtedy do zarządu Korony praktycznie jestem sobie w stanie dać głowę uciąć, że żaden z nich nie wiedział o istniejącym procederze.
Były prezes Wiesław Tkaczuk mówił niedawno, że było kilka meczów, które budziły wątpliwość i on po tych spotkaniach rozmawiał zarówno z trenerem jak i zawodnikami. Czy Pan w podobnych kwestiach też spotykał się z nimi? Czy Pan nigdy nie miał takich informacji, domysłów, że coś jest nie tak?
- Oczywiście, że się spotykałem. Ja czytam fora internetowe, znam opinie kibiców, pojawiające się zarzuty kibiców szczególnie z innych klubów, z którymi graliśmy o tym, że mecz był ustawiony, kupiony. Natychmiast reagowaliśmy - rozmawialiśmy zarówno z poszczególnymi zawodnikami jak i z trenerem. Zapewniali nas, że to absolutna nieprawda, że te karne wynikają z tego, że są lepsi, lepiej wyszkoleni, szybsi i dlatego w końcówkach meczów zdarzają się takie wypadki. Stąd były te rozmowy, nie wynikające z naszej własnej oceny meczu na którym byliśmy, a przypominam, że praktycznie byłem na każdym, tylko z opinii, które pojawiały się na forach internetowych.
Czuje się Pan ofiarą?
- Nie chcę robić z siebie ofiary, czuję się odpowiedzialny za sytuację. Jestem właścicielem, menadżerem, nie powinienem dopuścić do takiej sytuacji.
Myśli Pan, że mógł zrobić coś więcej?
- Analizowałem czy mogłem w jakikolwiek sposób lepiej postąpić... Może powinienem być bliżej zespołu? Może powinienem być bliżej z zawodnikami rozmawiać? Ale ja nie mam tego w zwyczaju. Jest po to zarząd, powołani menadżerowie, żeby tego dopilnowywać.
Czy decyzja o wycofaniu się nie jest pójściem na łatwiznę?
- Opinia należy do was... Ja podjąłem taką decyzję i przedstawiłem jej motywy, zarówno historyczne jak i przyszłe. Nie ukrywam, że gdybym miał świadomość, że coś w polskiej piłce będzie się zmieniało na lepsze pewnie bym takiej decyzji nie podjął. Prawda jest jednak taka - czytałem swoje nazwisko w komentarzach Państwa "wiedział", "tolerował", "dawał". Mam już dość takiej sytuacji i nie chce kiedykolwiek na coś podobnego się narazić.
Czy dotrzyma Pan umowy z miastem jeśli chodzi o stadion i inne zobowiązania?
- Tak jak podkreśliłem wszelkie zobowiązania podjęte przez Kolporter będą dotrzymane. Co do przyszłości Korony to otwarta sprawa...
Czy będzie Pan dochodził swoich praw na drodze sądowej? Odszkodowań w stosunku do osób, które są oskarżone lub mają zarzuty za to, że narazili dobre imię Kolportera?
- Bardzo poważnie rozważam taką kwestię.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Skrajny absurd w Kielcach. Dom na środku drogi
- Za mszę pogrzebową 1110 zł. I ani grosza mniej
- Galeria Korona. Pierwsza osoba o 6.25 ...
- Juwenalia 2012. Najlepsze przebrania na ...
- Juwenalia od 1999 roku. Zobacz, jak ...
- Korona, galeria i Vive mistrzem. Tydzień ...
- Czego jeszcze nie wiesz o Galerii Korona? ...




