Snowboard, który nie potrzebuje śniegu
18.09.2008
, aktualizacja: 29.09.2008 13:47
Kochają snowboard i szukali czegoś co latem mogłoby go zastąpić. Znaleźli.
Góra Widoma, 392,3 m n.p.m., województwo świętokrzyskie. Dobry asfalt, mały ruch, numery domów kończą się na 20. To tu najczęściej trenują amatorzy frreebord. Stefan Smolarczyk z Widomej 15: - Przyjeżdżają często. Widziałem jak jeden to ponad stówę zapierniczał. Ale dla młodych to dobre, niech sobie szaleją.
Z daleka wyglądają jakby sunęli po śniegu. Bo deska freebordowa choć przypomina deskorolkę, nie ma z nią nic wspólnego. Cztery koła zamocowane na długich trakach zastępują krawędzie snowboardu. Dzięki nim można carvingować. Oprócz tego na środku są dwa dodatkowe kółka, które obracają się o 360 stopni. - Działają tak jak ślizg snowboardu. Dlatego można kontrolować prędkość, zjeżdżać w dowolnym kierunku i zatrzymać się dokładnie tak samo jak na śniegu. Odczucia i poczucie wolności jest takie samo. Nawet kiedyś zaczepiła mnie starsza pani i mówi zdziwiona: Wygląda pan jakby jechał po sannie, a przecież jest lato! - z pasją tłumaczy Andrzej Gadkowski z Kielc. Na co dzień pracuje w branży telekomunikacyjnej do tej pory kochał snowbord, teraz prawie tak samo uwielbia freebord.
O nowym sporcie opowiedział mu kolega z Los Angeles. - Kiedyś żaliłem mu się, że teraz te polskie zimy takie krótkie, nie ma śniegu i nie ma gdzie pojeździć. A on na to, że widział tam w telewizji jeżdżących na deskach po ulicach tak jak po śniegu. Ściągnąłem taką deskę ze Stanów i się zaczęło - mówi zapinając deskę.
Freebord narodził się właśnie w Stanach Zjednoczonych pod koniec lat 90-tych. Deskę zaprojektował i opatentował Bayard Withrop z San Francisco. Dziś ten sport ma wielu zwolenników na całym świecie, a wśród nich znani amerykańscy pro-snowboarderzy jak Jack Mitrani, Chris Rotax czy Elijah Teter.
W Polsce "freeborduje" na razie kilkanaście osób, w różnym wieku. - Podobno ktoś gdzieś próbował przed nami ale myślę, że można powiedzieć, że na tak dobre polski freebord narodził się w Kielcach - stanowczo stwierdza Andrzej. Sam jeździ od kwietnia i do uprawiania nowego sportu namawia kolejnych znajomych. Także od kwietnia "freebordują" Robert Salwa i Tomek Wapiński z podkieleckiego Zagnańska. Pracują w leśnictwie.
Wszyscy na Widomej albo w Górach Świętokrzyskich spotykają się przynajmniej raz w tygodniu, bo do uprawiania tego sportu potrzebna jest tylko ulica z dobrym asfaltem, trochę nachylona i taka gdzie jest mały ruch.
Robert: - Freebord daje taką wolność. Nie zależy od pogody, nie trzeba płacić za wyciągi, a jeździć można praktycznie wszędzie.
Tomek: - Adrenalina jest niesamowita. No i freebord nie jest sportem drogim, deska kosztuje 820 zł.
Tomek Kuźmierz jest szefem informatyki w dużym banku w Krakowie. 4 czerwca przyjechał z żoną Milą do Widomej żeby stawiać pierwsze kroki we freebord. Niedawno po dwóch latach wrócili z Irlandii gdzie m.in. szukali sportu który dawałby im taką samą radość jak ukochany snowoboard. Próbowali surfingu, ale zgodnie przyznają, że snowboardu im nie zastąpił.
W Widomej Tomek załapał bakcyla: - Ta deska już nie wysiądzie z mojego bagażnika. Teraz mogę nawet bez żony gdzieś pojechać ale bez freebordu nigdy.
Mila nie spróbowała: - Dla mnie nic nie będzie takie jak snowboard. Czekam na śnieg.
Tomasz Urbański, prezes Polskiego Związku Snowboardu słyszał o jeździe na desce freebord. - Snowoboarad wyłonił się właśnie z deskorolki a freebord jest jakby kolejny etap ewolucji snowboardu. Jeśli ten sport sprawia radość pasjonatom snowboardu to należy się tylko z tego cieszyć, my jak najbardziej wspieramy takie inicjatywy. Sam nie próbowałem freebordu ale jeśli będę miał tylko okazję to na pewno to zrobię - deklaruje.
Polska strona freebordu znajduje się pod adresem: www.freebords.pl
Z daleka wyglądają jakby sunęli po śniegu. Bo deska freebordowa choć przypomina deskorolkę, nie ma z nią nic wspólnego. Cztery koła zamocowane na długich trakach zastępują krawędzie snowboardu. Dzięki nim można carvingować. Oprócz tego na środku są dwa dodatkowe kółka, które obracają się o 360 stopni. - Działają tak jak ślizg snowboardu. Dlatego można kontrolować prędkość, zjeżdżać w dowolnym kierunku i zatrzymać się dokładnie tak samo jak na śniegu. Odczucia i poczucie wolności jest takie samo. Nawet kiedyś zaczepiła mnie starsza pani i mówi zdziwiona: Wygląda pan jakby jechał po sannie, a przecież jest lato! - z pasją tłumaczy Andrzej Gadkowski z Kielc. Na co dzień pracuje w branży telekomunikacyjnej do tej pory kochał snowbord, teraz prawie tak samo uwielbia freebord.
O nowym sporcie opowiedział mu kolega z Los Angeles. - Kiedyś żaliłem mu się, że teraz te polskie zimy takie krótkie, nie ma śniegu i nie ma gdzie pojeździć. A on na to, że widział tam w telewizji jeżdżących na deskach po ulicach tak jak po śniegu. Ściągnąłem taką deskę ze Stanów i się zaczęło - mówi zapinając deskę.
Freebord narodził się właśnie w Stanach Zjednoczonych pod koniec lat 90-tych. Deskę zaprojektował i opatentował Bayard Withrop z San Francisco. Dziś ten sport ma wielu zwolenników na całym świecie, a wśród nich znani amerykańscy pro-snowboarderzy jak Jack Mitrani, Chris Rotax czy Elijah Teter.
W Polsce "freeborduje" na razie kilkanaście osób, w różnym wieku. - Podobno ktoś gdzieś próbował przed nami ale myślę, że można powiedzieć, że na tak dobre polski freebord narodził się w Kielcach - stanowczo stwierdza Andrzej. Sam jeździ od kwietnia i do uprawiania nowego sportu namawia kolejnych znajomych. Także od kwietnia "freebordują" Robert Salwa i Tomek Wapiński z podkieleckiego Zagnańska. Pracują w leśnictwie.
Wszyscy na Widomej albo w Górach Świętokrzyskich spotykają się przynajmniej raz w tygodniu, bo do uprawiania tego sportu potrzebna jest tylko ulica z dobrym asfaltem, trochę nachylona i taka gdzie jest mały ruch.
Robert: - Freebord daje taką wolność. Nie zależy od pogody, nie trzeba płacić za wyciągi, a jeździć można praktycznie wszędzie.
Tomek: - Adrenalina jest niesamowita. No i freebord nie jest sportem drogim, deska kosztuje 820 zł.
Tomek Kuźmierz jest szefem informatyki w dużym banku w Krakowie. 4 czerwca przyjechał z żoną Milą do Widomej żeby stawiać pierwsze kroki we freebord. Niedawno po dwóch latach wrócili z Irlandii gdzie m.in. szukali sportu który dawałby im taką samą radość jak ukochany snowoboard. Próbowali surfingu, ale zgodnie przyznają, że snowboardu im nie zastąpił.
W Widomej Tomek załapał bakcyla: - Ta deska już nie wysiądzie z mojego bagażnika. Teraz mogę nawet bez żony gdzieś pojechać ale bez freebordu nigdy.
Mila nie spróbowała: - Dla mnie nic nie będzie takie jak snowboard. Czekam na śnieg.
Tomasz Urbański, prezes Polskiego Związku Snowboardu słyszał o jeździe na desce freebord. - Snowoboarad wyłonił się właśnie z deskorolki a freebord jest jakby kolejny etap ewolucji snowboardu. Jeśli ten sport sprawia radość pasjonatom snowboardu to należy się tylko z tego cieszyć, my jak najbardziej wspieramy takie inicjatywy. Sam nie próbowałem freebordu ale jeśli będę miał tylko okazję to na pewno to zrobię - deklaruje.
Polska strona freebordu znajduje się pod adresem: www.freebords.pl
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć