Warto być królikiem (doświadczalnym)
2010-12-29
, aktualizacja: 29.12.2010 15:11
Zostałem uczestnikiem projektu naukowego PONS. Próbki mojej krwi spoczną w zamrażarce na długie dziesięciolecia, pozostaną w niej pewnie i po mojej śmierci. Będą służyć naukowcom, ale mogą też pomóc mi, kiedy zachoruję.
ZOBACZ TAKŻE
- Leczysz się u specjalisty? Sprawdź, gdzie jest twój lekarz (30-12-10, 06:00)
- Nie lekceważ, daj się zbadać. Coraz więcej przekonanych (30-12-10, 04:00)
- Kto za niego odpowiada (29-12-10, 15:13)
- Wtedy była cała Europa, teraz naukowcy zajmą się tylko nami (29-12-10, 15:10)
- Jak działa i po co jest potrzebny biobank (29-12-10, 15:10)
- Pożaru lepiej unikać, niż gasić (29-12-10, 15:08)
- Jak pokonaliśmy zdrowotny kryzys (29-12-10, 15:09)
- Co się dzieje po wypaleniu ostatniego papierosa (29-12-10, 15:06)
- Tutaj celują prosto w raka (29-12-10, 15:07)
- Udało się w Finlandii, uda się też u nas (29-12-10, 15:04)
- Austriacy wchodzą do centrum onkologii (28-12-10, 23:00)
Na początku się wahałem, bo bardzo nie lubię pobierania krwi. Nie chodzi o ból, ale żyły mam kiepskie i czasem nawet bardzo dobra pielęgniarka (lub pielęgniarz) ma problem. Ale czego się nie robi dla dobra nauki!
Wyznaczenie wizyty w jednym z dwóch działających w Kielcach punktów PONS było proste. Wystarczył jeden telefon. W rejestracji przychodni Medyk przy ul. Jana Nowaka-Jeziorańskiego w Kielcach, gdzie zapytałem o drogę "do punktu PONS", od razu skierowano mnie na pierwsze piętro, gdzie program ma wyodrębnioną własną recepcję z kontuarem, rejestracją i obsługą. Pielęgniarka Katarzyna Seweryn wyjaśniła mi, na czym będzie polegać badanie, i przeszliśmy do gabinetu, również przeznaczonego i wyposażonego na potrzeby tego programu. Musiałem podpisać w trzech egzemplarzach zgodę na uczestnictwo w programie "Ustanowienie infrastruktury dla badania zdrowia populacji Polski". Potwierdziłem, że "rozumiem cel, korzyści i ryzyko badania", wiem, że jestem dodatkowo ubezpieczony w PZU i że moje dane będą chronione zgodnie z przepisami o ochronie danych osobowych i poufności, ale mogą być przetwarzane w celach medycznych m.in. w Krajowym Rejestrze Nowotworów. Mam też zagwarantowany wgląd do mojej dokumentacji medycznej zgromadzonej w ramach tego programu.
Gdy już to wszystko wiedziałem, pielęgniarka przystąpiła do podstawowych badań. Większość z nich to znane z każdego gabinetu mierzenie wzrostu i ciśnienia, ważenie. Ale waga jest skomputeryzowana. Po wprowadzeniu wieku, płci i wzrostu podaje kilka parametrów, m.in. współczynnik BMI i tzw. wiek biologiczny. Niestety, zwykle jest on wyższy niż ten w dowodzie osobistym...
Po raz pierwszy w życiu zbadałem sobie również wydolność płuc. Do tej pory nie czułem takiej potrzeby, bo nigdy nie paliłem i nie palę. Wynik spirometrii (badania pojemności płuc) mnie więc nie zaskoczył, za to sama procedura okazała się bardziej skomplikowana, niż myślałem. Wydechów o odpowiedniej długości i natężeniu - zgodnie z instrukcjami pielęgniarki - robi się w sumie kilkanaście, a samo urządzenie podłączone jest przez port USB do notebooka z odpowiednim programem, dzięki czemu wynik badania natychmiast w postaci wykresu ląduje w drukarce. Było jeszcze EKG i już mogliśmy przejść do ankiety.
- Wiele osób dopiero podczas ankiety zdaje sobie sprawę z tego, jaki tryb życia prowadzi - przyznała Seweryn. Musiałem szczegółowo opowiadać, jakie produkty, w jakich ilościach i jak często jem, jak często i jak intensywnie się ruszam, jaki rodzaj pracy wykonuję, ile śpię, ile czasu spędzam przed telewizorem. Oczywiście były też pytania o zdrowie moje i mojej najbliższej rodziny. To bardzo ważne, bo jednym z celów programu jest ustalenie związku między zapadalnością na choroby nowotworowe i krążenia a genami. Wypełnienie szczegółowej ankiety zajęło około 40 minut, ale byłem na to przygotowany.
W końcu sympatyczna pielęgniarka wzięła moje dane, łącznie z telefonem i adresem e-mail. Będą one uaktualniane, gdyby się zmieniły, aby kierujący programem zawsze mieli ze mną kontakt.
Przyszedł czas na laboratorium. Musiałem oddać próbkę moczu i krwi. Oprócz podstawowych badań poznam również poziom cukru i pełny raport o moim cholesterolu. Tak dokładnych badań jeszcze nie przechodziłem i z niecierpliwością czekam na wynik.
Moje obawy związane z pobieraniem krwi okazały się niepotrzebne, choć później Katarzyna Seweryn przyznała, że zastanawiała się, czy nie szukać lepszej żyły niż ta, którą pokazałem. Moja krew powędrowała do czterech probówek oznakowanych - podobnie jak moje dane na papierze - jednym kodem kreskowym. To po to, aby próbki można było łatwo rozpoznać, posługując się skanerem. W biobanku będzie ich przecież pobranych aż od 15 tys. osób!
Teraz czekam już tylko na telefon w sprawie moich badań. Poznam opis medyczny stanu mojego zdrowia sporządzony przez lekarza i zalecenia co do ewentualnej zmiany trybu życia. Ale to tylko zachęta dla uczestników programu - jego najważniejszą częścią jest przechowanie pobranych ode mnie próbek w biobanku. Pozostaną w zamrażarce przez długie dziesięciolecia, pewnie i po mojej śmierci. Będą badane przez naukowców i lekarzy, ale mogą też pomóc mi, gdybym zachorował za kilka czy kilkanaście lat.
Wyznaczenie wizyty w jednym z dwóch działających w Kielcach punktów PONS było proste. Wystarczył jeden telefon. W rejestracji przychodni Medyk przy ul. Jana Nowaka-Jeziorańskiego w Kielcach, gdzie zapytałem o drogę "do punktu PONS", od razu skierowano mnie na pierwsze piętro, gdzie program ma wyodrębnioną własną recepcję z kontuarem, rejestracją i obsługą. Pielęgniarka Katarzyna Seweryn wyjaśniła mi, na czym będzie polegać badanie, i przeszliśmy do gabinetu, również przeznaczonego i wyposażonego na potrzeby tego programu. Musiałem podpisać w trzech egzemplarzach zgodę na uczestnictwo w programie "Ustanowienie infrastruktury dla badania zdrowia populacji Polski". Potwierdziłem, że "rozumiem cel, korzyści i ryzyko badania", wiem, że jestem dodatkowo ubezpieczony w PZU i że moje dane będą chronione zgodnie z przepisami o ochronie danych osobowych i poufności, ale mogą być przetwarzane w celach medycznych m.in. w Krajowym Rejestrze Nowotworów. Mam też zagwarantowany wgląd do mojej dokumentacji medycznej zgromadzonej w ramach tego programu.
Gdy już to wszystko wiedziałem, pielęgniarka przystąpiła do podstawowych badań. Większość z nich to znane z każdego gabinetu mierzenie wzrostu i ciśnienia, ważenie. Ale waga jest skomputeryzowana. Po wprowadzeniu wieku, płci i wzrostu podaje kilka parametrów, m.in. współczynnik BMI i tzw. wiek biologiczny. Niestety, zwykle jest on wyższy niż ten w dowodzie osobistym...
Po raz pierwszy w życiu zbadałem sobie również wydolność płuc. Do tej pory nie czułem takiej potrzeby, bo nigdy nie paliłem i nie palę. Wynik spirometrii (badania pojemności płuc) mnie więc nie zaskoczył, za to sama procedura okazała się bardziej skomplikowana, niż myślałem. Wydechów o odpowiedniej długości i natężeniu - zgodnie z instrukcjami pielęgniarki - robi się w sumie kilkanaście, a samo urządzenie podłączone jest przez port USB do notebooka z odpowiednim programem, dzięki czemu wynik badania natychmiast w postaci wykresu ląduje w drukarce. Było jeszcze EKG i już mogliśmy przejść do ankiety.
- Wiele osób dopiero podczas ankiety zdaje sobie sprawę z tego, jaki tryb życia prowadzi - przyznała Seweryn. Musiałem szczegółowo opowiadać, jakie produkty, w jakich ilościach i jak często jem, jak często i jak intensywnie się ruszam, jaki rodzaj pracy wykonuję, ile śpię, ile czasu spędzam przed telewizorem. Oczywiście były też pytania o zdrowie moje i mojej najbliższej rodziny. To bardzo ważne, bo jednym z celów programu jest ustalenie związku między zapadalnością na choroby nowotworowe i krążenia a genami. Wypełnienie szczegółowej ankiety zajęło około 40 minut, ale byłem na to przygotowany.
W końcu sympatyczna pielęgniarka wzięła moje dane, łącznie z telefonem i adresem e-mail. Będą one uaktualniane, gdyby się zmieniły, aby kierujący programem zawsze mieli ze mną kontakt.
Przyszedł czas na laboratorium. Musiałem oddać próbkę moczu i krwi. Oprócz podstawowych badań poznam również poziom cukru i pełny raport o moim cholesterolu. Tak dokładnych badań jeszcze nie przechodziłem i z niecierpliwością czekam na wynik.
Moje obawy związane z pobieraniem krwi okazały się niepotrzebne, choć później Katarzyna Seweryn przyznała, że zastanawiała się, czy nie szukać lepszej żyły niż ta, którą pokazałem. Moja krew powędrowała do czterech probówek oznakowanych - podobnie jak moje dane na papierze - jednym kodem kreskowym. To po to, aby próbki można było łatwo rozpoznać, posługując się skanerem. W biobanku będzie ich przecież pobranych aż od 15 tys. osób!
Teraz czekam już tylko na telefon w sprawie moich badań. Poznam opis medyczny stanu mojego zdrowia sporządzony przez lekarza i zalecenia co do ewentualnej zmiany trybu życia. Ale to tylko zachęta dla uczestników programu - jego najważniejszą częścią jest przechowanie pobranych ode mnie próbek w biobanku. Pozostaną w zamrażarce przez długie dziesięciolecia, pewnie i po mojej śmierci. Będą badane przez naukowców i lekarzy, ale mogą też pomóc mi, gdybym zachorował za kilka czy kilkanaście lat.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Skrajny absurd w Kielcach. Dom na środku drogi
- Juwenalia 2012. Najlepsze przebrania na ...
- Juwenalia od 1999 roku. Zobacz, jak ...
- Galeria Korona. Pierwsza osoba o 6.25 ...
- Korona, galeria i Vive mistrzem. Tydzień ...
- Strażacy wzywani do kotów i owadów. Będą ...
- Tak było kiedyś, tak jest teraz. Kielce ...




