Sąd: Leclerc źle policzył i nic nie dostanie
09.03.2010
, aktualizacja: 09.03.2010 19:18
Wykorzystywana ekonomicznie w hipermarkecie E. Leclerc kielczanka nie musi oddawać byłemu pracodawcy podatku od kwoty, jaką przyznał jej sąd pracy za zaległą pensję i nadgodziny. Powództwo E. Leclerca oddalił we wtorek sąd jako "oczywiście bezzasadne".
O tej kuriozalnej sprawie informowaliśmy w listopadzie ubiegłego roku Dagmara Chmielewska jest byłą kierowniczką w sklepie E. Leclerc, otwartym jesienią 2006 roku w Pasażu Świętokrzyskim na Ślichowicach. Odeszła z pracy, bo nie mogła wytrzymać presji dyrekcji, która wymagała pracy po godzinach i w dni świąteczne, ale za to nie płaciła. Takich pracowników było jeszcze kilkoro, zbuntowali się i przyszli do naszej redakcji po pomoc. W "Gazecie" opisaliśmy w jaki sposób wykorzystywani byli pracownicy E. Leclercu.
Po odejściu z hipermarketu Chmielewska założyła Stowarzyszenie Poszkodowanych przez E. Leclerc i wystąpiła do sądu pracy o wypłatę zaległych zarobków. Sąd w lutym ubiegłego roku przyznał jej 7,5 tys. zł.
W czerwcu Leclerc taką kwotę przelał na jej konto. Kiedy kobieta miała nadzieję, że to już koniec jej kłopotów z francuską siecią handlową, dostała od byłego pracodawcy wezwanie do zapłaty w terminie 7 dni części wywalczonych pieniędzy, 1,7 tys. zł, i to z odsetkami. Prawnik E. Leclerca tłumaczył, że zgodnie z wyrokiem sądu dostała ona kwotę brutto, a powinna netto, bo należy jeszcze odprowadzić podatek.
"W przypadku nieuregulowania ww. kwoty w oznaczonym terminie sprawę przekażemy bez ponownego wezwania na drogę postępowania sądowego" - ostrzegała w piśmie spółka.
Takie same pisma dostali pozostali byli pracownicy, którzy wygrali z hipermarketem w sądzie zaległe zarobki. Wszyscy oni zdecydowali, że pieniędzy nie oddadzą, bo skoro księgowość E. Leclerca nie potrafiła odliczyć podatku, mają takie prawo, zgodnie z zapisem kodeksu cywilnego. Wtedy sieć ich pozwała do sądu.
Wczoraj pierwszy proces wygrała Chmielewska. Sąd uznał pozew E. Leclerca za "oczywiście bezzasadny". - Sądy w orzecznictwie nigdy nie piszą w uzasadnieniach wyroków, że kwota zaległych zarobków jest "brutto", bo nie ma takiego pojęcia w kodeksie pracy.
To jest oczywiste i wynika z innych przepisów, które pracodawca powinien znać - mówił w ustnym uzasadnieniu sędzia Ryszard Karczewski z Sądu Rejonowego w Kielcach.
Wyrok nie jest prawomocny.
W sądzie czekają jeszcze kolejne takie same sprawy.
- Bardzo się cieszę, mamy nie tylko piękną pogoda, ale i wspaniałą wiadomość - powiedział nam były informatyk E. Leclerca Grzegorz Matys, kiedy dowiedział się o wyroku. Również od niego hipermarket domaga się zwrotu kwoty podatku od przyznanego wynagrodzenia, 2,5 tys. zł.
- Miałem obawy, już nawet wziąłem pożyczkę i chciałem te pieniądze oddać, ale dziewczyny mnie przekonały, żeby walczyć. Jeżeli się udało pani Dagmarze, to mnie też się uda - dodał Matys.
Po odejściu z hipermarketu Chmielewska założyła Stowarzyszenie Poszkodowanych przez E. Leclerc i wystąpiła do sądu pracy o wypłatę zaległych zarobków. Sąd w lutym ubiegłego roku przyznał jej 7,5 tys. zł.
W czerwcu Leclerc taką kwotę przelał na jej konto. Kiedy kobieta miała nadzieję, że to już koniec jej kłopotów z francuską siecią handlową, dostała od byłego pracodawcy wezwanie do zapłaty w terminie 7 dni części wywalczonych pieniędzy, 1,7 tys. zł, i to z odsetkami. Prawnik E. Leclerca tłumaczył, że zgodnie z wyrokiem sądu dostała ona kwotę brutto, a powinna netto, bo należy jeszcze odprowadzić podatek.
"W przypadku nieuregulowania ww. kwoty w oznaczonym terminie sprawę przekażemy bez ponownego wezwania na drogę postępowania sądowego" - ostrzegała w piśmie spółka.
Takie same pisma dostali pozostali byli pracownicy, którzy wygrali z hipermarketem w sądzie zaległe zarobki. Wszyscy oni zdecydowali, że pieniędzy nie oddadzą, bo skoro księgowość E. Leclerca nie potrafiła odliczyć podatku, mają takie prawo, zgodnie z zapisem kodeksu cywilnego. Wtedy sieć ich pozwała do sądu.
Wczoraj pierwszy proces wygrała Chmielewska. Sąd uznał pozew E. Leclerca za "oczywiście bezzasadny". - Sądy w orzecznictwie nigdy nie piszą w uzasadnieniach wyroków, że kwota zaległych zarobków jest "brutto", bo nie ma takiego pojęcia w kodeksie pracy.
To jest oczywiste i wynika z innych przepisów, które pracodawca powinien znać - mówił w ustnym uzasadnieniu sędzia Ryszard Karczewski z Sądu Rejonowego w Kielcach.
Wyrok nie jest prawomocny.
W sądzie czekają jeszcze kolejne takie same sprawy.
- Bardzo się cieszę, mamy nie tylko piękną pogoda, ale i wspaniałą wiadomość - powiedział nam były informatyk E. Leclerca Grzegorz Matys, kiedy dowiedział się o wyroku. Również od niego hipermarket domaga się zwrotu kwoty podatku od przyznanego wynagrodzenia, 2,5 tys. zł.
- Miałem obawy, już nawet wziąłem pożyczkę i chciałem te pieniądze oddać, ale dziewczyny mnie przekonały, żeby walczyć. Jeżeli się udało pani Dagmarze, to mnie też się uda - dodał Matys.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień





