Upadłość Polifarbu trwała 10 lat. A wszystko przez komin
18.03.2010
, aktualizacja: 17.03.2010 19:30
10 lat trwała upadłość Polifarbu Bliżyn. - Wszystko przez komunę, powódź, katastrofę chemiczną, żydowski nagrobek, otulinę parku i wysoki komin - tłumaczy była syndyk Anna Durlik. Ona i ostatni pracownicy firmy mają biura w przedszkolu.
ZOBACZ TAKŻE
- Zasypywanie dziury w budżecie Kielc (18-03-10, 11:52)
- Czy lekarze pierwszego kontaktu wyłudzają od NFZ-etu pieniądze? (18-03-10, 08:00)
- Plac Wolności źle znosi samochody (18-03-10, 07:00)
- Plac zabaw pamięta Gomułkę. Ma pomóc licytacja (18-03-10, 00:00)
- Porozumienie Samorządowe przedstawia zarysy programu (17-03-10, 21:00)
- Strażnicy miejscy też chcą być dawcami szpiku (17-03-10, 19:44)
- W Kielcach rozpoczęły się XV Targi Edukacyjne (17-03-10, 19:26)
SERWISY
Józef Włodarczyk, likwidator Zakładów Farb i Lakierów Polifarb w Bliżynie koło Skarżyska przekazał w środę bilans zamknięcia upadłości i harmonogram likwidacji przedsiębiorstwa. Chce to zrobić do grudnia 2011 roku.
Dziś, aby dodzwonić się do dwojga pozostałych pracowników Polifarbu (kiedyś pracowało tu prawie 100 osób), trzeba wybrać numer... przedszkola w Bliżynie. Dostali tam pokój od gminy, bo biurowiec sprzedała syndyk. W w dozorze pozostał im zrujnowany budynek z olbrzymim kominem na dwuhektarowej działce. Ruiny są tak malownicze, że przyciągają amatorów fotografii, którzy urządzają tam sobie sesje zdjęciowe.
Upadłość Polifarbu rozpoczęła się w listopadzie 2000 roku. Oficjalnie zakończyła umorzeniem 3 stycznia tego roku umorzeniem. Likwidator objął firmę 3 marca.
Zanim dwoje ostatnich pracowników i syndyk trafili do przedszkola, na zakład spadły prawdziwe plagi egipskie. Na początku upadłości podczas powodzi zalała go rzeka Kamienna. W 2002 roku doszło do katastrofy chemicznej - spod ziemi zaczęły się wydobywać ksylen i inne związki ropopochodne. Płynęły do Kamiennej, skaziły obszar. Teren ratowali strażacy z całego województwa. Od tego czasu Polifarb jest skażony.
- W takiej sytuacji trudno było znaleźć nabywców. Do dzisiaj każdy podpisuje dokument, że wie o skażeniu. Nie wiadomo kiedy trzeba będzie to rekultywować - mówi Durlik.
Miała też kłopoty z wyprostowaniem ksiąg wieczystych. - Za komuny nikt o to nie dbał, stawiało się zakład i tyle. Co ja tam nie znalazłam, mieliśmy w środku prywatną działkę, jakiś pomnik pożydowski, tego się sprzedać nie dało - wspomina syndyk.
Okazało się też, że zakład jest w otulinie parku. - Firma chemiczna mogła tu działać, ale już jak Włosi chcieli zrobić zakład obróbki marmuru, to nie. Nie mogłam sprzedać tego w całości - wyjaśnia.
Ale największym, dosłownie, problem okazał się olbrzymi komin. - Jego nie da się wysadzić, musi się położyć, a taka rozbiórka kosztuje 200 tysięcy złotych. Z wpływów z upadłości nie wystarczy. Pisałam o pieniądze do Ministerstwa Skarbu, ale mi odmówili - tłumaczy Durlik.
Komin na siebie zarabiał dopóki działały jeszcze nadajniki dwóch operatorów telefonii komórkowej. Ale nadgryzł go ząb czasu i ciężkie urządzenia trzeba było zdemontować. Teraz już tylko generuje koszty, bo trzeba go oświetlać. - Występowałam do Urzędu Lotnictwa Cywilnego o zgodę na wyłączenie tych świateł, ale się nie zgodzili. Stoi na trasie przelotów - opowiada syndyk.
Przez 10 lat udało jej się sprzedać większość budynków, działa tam teraz kilka firm. Ale w ostatnich latach Polifarb w upadłości przynosił już tylko straty, w ubiegłym roku było to 137 tys. zł, rok wcześniej 312 tys. zł.
Są tacy, którzy uważają, że ten proces mógł pójść szybciej. - Kiedy dostałem ten zakład, też się zdziwiłem, że to tak długo trwa i uznałem, że czas kończyć - mówi Jerzy Kuźniar, dyrektor delegatury Ministerstwa Skarbu Państwa w Kielcach, do którego sprawy Polifarbu trafiły pod koniec 2008 r. Zarzuca syndyk, że przez prawie dwa lata ani razu go nie odwiedziła.
Podobne zarzuty ma Anna Leżańska, przewodnicząca Rady Gminy Bliżyn. - Współpracy z panią syndyk nie było żadnej. Trudno mi oceniać, czym się sąd kierował, trzymając tu tak długo syndyka - mówi.
Durlik się broni: - Starałam się prowadzić postępowanie tak, aby je jak najszybciej dokończyć. Ale temat był trudny.
ziemowit.nowak@kielce.agora.pl
Dziś, aby dodzwonić się do dwojga pozostałych pracowników Polifarbu (kiedyś pracowało tu prawie 100 osób), trzeba wybrać numer... przedszkola w Bliżynie. Dostali tam pokój od gminy, bo biurowiec sprzedała syndyk. W w dozorze pozostał im zrujnowany budynek z olbrzymim kominem na dwuhektarowej działce. Ruiny są tak malownicze, że przyciągają amatorów fotografii, którzy urządzają tam sobie sesje zdjęciowe.
Upadłość Polifarbu rozpoczęła się w listopadzie 2000 roku. Oficjalnie zakończyła umorzeniem 3 stycznia tego roku umorzeniem. Likwidator objął firmę 3 marca.
Zanim dwoje ostatnich pracowników i syndyk trafili do przedszkola, na zakład spadły prawdziwe plagi egipskie. Na początku upadłości podczas powodzi zalała go rzeka Kamienna. W 2002 roku doszło do katastrofy chemicznej - spod ziemi zaczęły się wydobywać ksylen i inne związki ropopochodne. Płynęły do Kamiennej, skaziły obszar. Teren ratowali strażacy z całego województwa. Od tego czasu Polifarb jest skażony.
- W takiej sytuacji trudno było znaleźć nabywców. Do dzisiaj każdy podpisuje dokument, że wie o skażeniu. Nie wiadomo kiedy trzeba będzie to rekultywować - mówi Durlik.
Miała też kłopoty z wyprostowaniem ksiąg wieczystych. - Za komuny nikt o to nie dbał, stawiało się zakład i tyle. Co ja tam nie znalazłam, mieliśmy w środku prywatną działkę, jakiś pomnik pożydowski, tego się sprzedać nie dało - wspomina syndyk.
Okazało się też, że zakład jest w otulinie parku. - Firma chemiczna mogła tu działać, ale już jak Włosi chcieli zrobić zakład obróbki marmuru, to nie. Nie mogłam sprzedać tego w całości - wyjaśnia.
Ale największym, dosłownie, problem okazał się olbrzymi komin. - Jego nie da się wysadzić, musi się położyć, a taka rozbiórka kosztuje 200 tysięcy złotych. Z wpływów z upadłości nie wystarczy. Pisałam o pieniądze do Ministerstwa Skarbu, ale mi odmówili - tłumaczy Durlik.
Komin na siebie zarabiał dopóki działały jeszcze nadajniki dwóch operatorów telefonii komórkowej. Ale nadgryzł go ząb czasu i ciężkie urządzenia trzeba było zdemontować. Teraz już tylko generuje koszty, bo trzeba go oświetlać. - Występowałam do Urzędu Lotnictwa Cywilnego o zgodę na wyłączenie tych świateł, ale się nie zgodzili. Stoi na trasie przelotów - opowiada syndyk.
Przez 10 lat udało jej się sprzedać większość budynków, działa tam teraz kilka firm. Ale w ostatnich latach Polifarb w upadłości przynosił już tylko straty, w ubiegłym roku było to 137 tys. zł, rok wcześniej 312 tys. zł.
Są tacy, którzy uważają, że ten proces mógł pójść szybciej. - Kiedy dostałem ten zakład, też się zdziwiłem, że to tak długo trwa i uznałem, że czas kończyć - mówi Jerzy Kuźniar, dyrektor delegatury Ministerstwa Skarbu Państwa w Kielcach, do którego sprawy Polifarbu trafiły pod koniec 2008 r. Zarzuca syndyk, że przez prawie dwa lata ani razu go nie odwiedziła.
Podobne zarzuty ma Anna Leżańska, przewodnicząca Rady Gminy Bliżyn. - Współpracy z panią syndyk nie było żadnej. Trudno mi oceniać, czym się sąd kierował, trzymając tu tak długo syndyka - mówi.
Durlik się broni: - Starałam się prowadzić postępowanie tak, aby je jak najszybciej dokończyć. Ale temat był trudny.
ziemowit.nowak@kielce.agora.pl
- 28 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Upadłość Polifarbu trwała 10 lat. A wszystko pr...
aap.sa
18.03.10, 17:00
Przynajmniej Pani syndyk pożyła sobie 10 lat.Nasuwa się tylko pytanie: co przez ten czas robił sędzia-komisarz?Czyżby w praktyce testował przysłowie o tym, że ręka ....nogę myje?Może ktoś »
-
Gdybys my mieli taki szacunek dla miejsca pracy to
kibic_rudego
18.03.10, 18:07
Etos zdechlby z glody w latach 80»
-
Upadłość Polifarbu trwała 10 lat. A wszystko pr...
anders76
19.03.10, 00:09
Rozbiore komin za 100 tys. szybko i dyskretnie.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Cała Polska zachwycona lodospadem na ...
- Awaria zlokalizowana. Kielczanie będą ...
- Partyzant wyrzucony. Pawelec: Nie można ...
- Pożar hotelu "Cztery wiatry" w Chańczy. ...
- Po tragedii na al. Solidarności. Są świadkowie
- Znów dramat na przejściu dla pieszych. ...
- Karambol na Jagiellońskiej! Zderzyło się 7 aut




więcej zdjęć
