Kandydaci PSL-u na szkolnej uroczystości. Prezent czy agitka

Krzysztof Łakwa
05.10.2011 , aktualizacja: 04.10.2011 19:57
A A A Drukuj
Kandydaci PSL-u do Sejmu rozdawali upominki podczas szkolnej uroczystości w Piekoszowie. Twierdzą jednak, że to nie miało nic wspólnego z kampanią wyborczą. Wójt zapowiada, że poprosi szefa placówki o wyjaśnienia.
Marek Gos, 40 lat, BMI 39,51
Członek zarządu województwa świętokrzyskiego. Podlegają mu departamenty zdrowia i polityki społecznej oraz rozwoju obszarów wiejskich i środowiska
Fot. Paweł Małecki / AG
Marek Gos, 40 lat, BMI 39,51 Członek zarządu województwa świętokrzyskiego. Podlegają mu departamenty zdrowia i polityki społecznej oraz rozwoju obszarów wiejskich i środowiska
O sprawie poinformował nas jeden z rodziców, który był w sobotę na uroczystości ślubowania uczniów pierwszych klas w gimnazjum w Piekoszowie.

Z jego relacji wynika, że dyrektorka Powiatowego Urzędu Pracy w Kielcach Małgorzata Stanioch i przewodniczący sejmiku województwa Marek Gos, kandydaci PSL-u do Sejmu, prowadzili kampanię wyborczą, rozdając dzieciom partyjne gadżety. - Z początku wszystko zapowiadało, że kampanii nie będzie. Podczas przemówień nie padło nawet słowo o wyborach. Jednak później kandydaci zaczęli rozdawać dzieciakom upominki. Dyrektorka PUP rozdawała zegarki, a Gos kubki z logo PSL-u i krówki. Na tej, którą ja dostałem, było jego zdjęcie - opowiada.

Dodaje, że był zaskoczony obecnością Stanioch. - Co ona ma wspólnego z gimnazjum? - pyta.

O incydencie wie już wójt Piekoszowa Tadeusza Dąbrowy. - Zamierzam prosić dyrektora o wyjaśnienie sprawy - zapowiada.

Ten jednak problemu kampanii w szkole nie widzi. - Gości zaprosiła rada rodziców. W uroczystości wzięło udział ok. 20 z nich. Reszta to pierwszoklasiści, którzy nie mają praw wyborczych. Nie było więc możliwości prowadzenia kampanii - tłumaczy Mirosław Leśniak, dyrektor szkoły.

Dodaje, że obie osoby są związane ze szkołą. - Pan Gos jest przewodniczącym sejmiku województwa. Zaproszenie było podziękowaniem m.in. za tablicę multimedialną, jaką otrzymaliśmy [chodzi o jedną z 274 tablic, jakie trafiły do szkół w ramach "Świętokrzyskiego programu wspierania edukacji - przyp. red.]. Pani Stanioch też jest naszym współpracownikiem i przyjacielem. Dyrektorka PUP wspiera placówkę przy zatrudnianiu pracowników interwencyjnych - twierdzi dyrektor.

Dlaczego jednak pozwolił, żeby kandydaci do Sejmu promowali się w szkole? - Nie zwróciłem uwagi na to, żeby ktoś promował swoją osobę. Gdybym coś takiego zauważył, to może bym interweniował - odpowiada Leśniak. Dodaje, że nawet sprzątaczki przynoszą do szkoły ulotki wyborcze. - Może też mam je wszystkie rekwirować? - pyta.

Sami kandydaci też stanowczo zaprzeczają, jakoby prowadzili kampanię wyborczą podczas ślubowania pierwszaków. - Dzieci dostawały drobne upominki, a ja nic nie przygotowałem. Przyniosłem więc z samochodu kubki i krówki, żeby rozdać je dzieciom - mówi Marek Gos.

Według przewodniczącego sejmiku wojewódzkiego nie miało to związku z kampanią wyborczą. - Nie rozdawałem ulotek, kto chciał, to mógł sobie wziąć kubek, a na krówkach nie było mojego zdjęcia. A jakie to ma znaczenie, logo jakiej firmy było na kubku - twierdzi.

Również Małgorzata Stanioch zaprzecza, że wykorzystała uroczystość szkolną do promocji władnej kandydatury. - Byłam tam jako osoba prywatna. Nie reprezentowałam nawet PUP, ponieważ od dwóch tygodni jestem na urlopie. Nie padło z moich ust ani jedno słowo na temat kampanii - komentuje dyrektorka. Potwierdza jednak, że rozdawała uczniom zegarki ze swoją wyborczą naklejką. - Powiedziałam, żeby je zerwały. To moja sprawa, jakie daję prezenty. Podarowałam też zegar dla szkoły - mówi.

Czy nie widzi nic złego w obecności kandydata na takiej uroczystości tydzień przed wyborami? - To mam się zamknąć w domu? - pyta Stanioch.

O sprawie poinformowaliśmy kuratorium oświaty, nie mówiąc, o kandydatów jakiej partii chodzi. - Szkoła nie jest miejscem na prowadzenie kampanii wyborczej - oburzyła się Małgorzata Muzoł, świętokrzyski kurator oświaty, która też startuje z listy PSL-u.

Po chwili oddzwoniła: - Pani wicedyrektor zapewniła mnie, że nigdy nie dopuściła do prowadzenia kampanii na terenie szkoły. Wyjaśniła również, że zaproszeni goście to były osoby związane ze szkołą, a kubek był z logo ŚBRR-u, a nie PSL-u.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy