Tadeusz Wilkosz: Żaden Teletubiś nie był gejem [video, zdjęcia]
20.10.2011
, aktualizacja: 20.10.2011 08:18
- Gdy obejrzałem pierwszy odcinek "Włatcuw Móch", złapałem się za głowę. Nauczycielka - chora psychicznie, higienistka - idiotka. Dzieci to oglądają i potem w szkole dzieją się jakieś straszne rzeczy - ostrzega Tadeusz Wilkosz, autor i scenarzysta między innymi "Colargola".
W Muzeum Zabawek i Zabawy można od środy oglądać kolekcję kilkudziesięciu lalek, jakie Wilkosz przywiózł specjalnie na wystawę do Kielc. Tadeusz Wilkosz jest reżyserem, scenarzystą, scenografem i animatorem. Jego najsłynniejsze bajki to "Przygody misia Colargola", "Trzy misie" i "Mały pingwin Pik-Pok". W sumie jako reżyser zrealizował ponad 30 filmów, kolejne 100 powstało pod jego opieką artystyczną.
Rozmowa z Tadeuszem Wilkoszem:
Jakub Wątor: Bajka z misiem Colargolem w roli głównej odniosłaby dziś sukces?
Tadeusz Wilkosz: Myślę, że tak, bo to jest bohater charakterystyczny. Może szybciej działaby się akcja i dzięki lepszej technice szybciej produkowalibyśmy odcinki, bo dawniej jeden powstawał przez miesiąc. Ale jest to postać tak zarysowana i wpadająca w oko i ucho, że dlaczego nie? Teraz filmy są szalenie sformatowane i wszystkie do siebie podobne. Colargol to była seria unikalna i na równym poziomie. Dobierałem realizatorów pod scenariusz. Kto miał zamiłowanie do techniki, to dawałem scenariusz "Colargola" w kosmosie. Pamiętam, że ten odcinek dostał nawet wyróżnienie na jakimś festiwalu astronautycznym. Ale też słabszym realizatorom dawałem lepsze scenariusze, a lepszym realizatorom te gorsze. W efekcie wychodziło zawsze dobrze. A wracając do pytania, czy "Colargol" odniósłby sukces. To widać w... sądzie. Francuski producent Albert Barille zaczął się kiedyś procesować z autorami pierwowzoru literackiego i to trwa do dziś. Przy okazji pominęli moją skromną osobę. Pan Barille zmarł, ale proces z jego spadkobiercami wciąż trwa. A kłócą się na wypadek, gdyby ta bajka była wznawiana. Po tym widać, że "Colargol" wciąż ma dla nich dużą wartość.
Czyli dałoby się uwikłać Colargola we współczesną rzeczywistość?
- Niby dziś są inne zabawki i inny świat. Ale każde dziecko po urodzeniu rozpoznaje ten świat tak samo od setek lat: tata, mama, piesek, ręka, piłka. O tym można mówić zawsze. W moim ostatnim pełnometrażowym filmie "Tajemnica kwiatu paproci" poruszam problematykę ochrony środowiska. Plastikowe zabawki idą na śmietnik, a pluszowe zaprzyjaźniają się ze zwierzętami. I jest to film jak najbardziej współczesny, mimo że nie ma w nim superbohaterów. Ten film obleciał 30 festiwali, a teraz leci na kolejny do Teheranu.
A propos superbohaterów...
- No właśnie, niech mi pan powie, jak się mają do rzeczywistości te wszystkie amerykańskie komercyjne bajki? Dziecko ogląda jakieś niesamowite historie, ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Bo za oknem dziecko nie zobaczy superbohatera, tylko zmarzniętego wróbla czy kota, którego nie ma kto uratować. Co dziecko obchodzi to, że wujek Kaczora Donalda ma spichlerz ze złotem?
To można różnie interpretować. Tak jak homoseksualistę w "Teletubisiach" albo "Smerfy" jako manifest komunizmu...
- Co do "Smerfów" to jest to przyszywanie głupich łatek. Pan Peyo [twórca "Smerfów" - przyp. red.] całe życie je rysował, a dopiero potem zrobiono serial. Jemu się nie śniła żadna ideologia! A jeśli chodzi o tę sprawę z Teletubisiem gejem... Szkoda komentować. Natomiast mnie się nie podobała pewna rzecz na przykład w "Shreku"...
W "Shreku"? Przecież to akurat niezły film...
- Powiedzmy... Wchodzę do sali kinowej i oczywiście siedzi w niej większość dorosłych, ale są też dzieci. Oglądam i nagle jakiś tam książę mówi, że on to buduje wielkie pałace. Na to drugi bohater odpowiada: "a ciekawe, co masz małego?". Czy to jest odpowiedni żart dla dzieci? Ale to jeszcze pół biedy. Najgorzej jest z tym serialem "Włatcy Móch". Jak zobaczyłem pierwszy odcinek, to się złapałem za głowę. Co to, do cholery, jest? Twórcy mówią, że to serial dla dorosłych. No dobrze, to dlaczego w takim razie na stacjach benzynowych są lalki z bohaterami z tego serialu? Tam jest taki obraz: nauczycielka - chora psychicznie, higienistka - idiotka. Dzieci to oglądają i potem w szkole dzieją się jakieś straszne rzeczy. Powiedzieć komuś "ty matole" jest łatwo, ale odbudować autorytet okropnie trudno.
To co trzeba zrobić?
- Nie wolno się dać zwariować. Działać rozsądnie. A tu, gdy wchodzi do kin film "Iniemamocni", w radiu słyszę dziennikarki, które mdleją z podniecenia: "Och! Iniemamocni! Och! Piotr Fronczewski! Ach! Iniemamocni!". I aż nie obejrzałem tego filmu, nadal żyję i jestem w dobrym humorze.
Rozmowa z Tadeuszem Wilkoszem:
Jakub Wątor: Bajka z misiem Colargolem w roli głównej odniosłaby dziś sukces?
Tadeusz Wilkosz: Myślę, że tak, bo to jest bohater charakterystyczny. Może szybciej działaby się akcja i dzięki lepszej technice szybciej produkowalibyśmy odcinki, bo dawniej jeden powstawał przez miesiąc. Ale jest to postać tak zarysowana i wpadająca w oko i ucho, że dlaczego nie? Teraz filmy są szalenie sformatowane i wszystkie do siebie podobne. Colargol to była seria unikalna i na równym poziomie. Dobierałem realizatorów pod scenariusz. Kto miał zamiłowanie do techniki, to dawałem scenariusz "Colargola" w kosmosie. Pamiętam, że ten odcinek dostał nawet wyróżnienie na jakimś festiwalu astronautycznym. Ale też słabszym realizatorom dawałem lepsze scenariusze, a lepszym realizatorom te gorsze. W efekcie wychodziło zawsze dobrze. A wracając do pytania, czy "Colargol" odniósłby sukces. To widać w... sądzie. Francuski producent Albert Barille zaczął się kiedyś procesować z autorami pierwowzoru literackiego i to trwa do dziś. Przy okazji pominęli moją skromną osobę. Pan Barille zmarł, ale proces z jego spadkobiercami wciąż trwa. A kłócą się na wypadek, gdyby ta bajka była wznawiana. Po tym widać, że "Colargol" wciąż ma dla nich dużą wartość.
Czyli dałoby się uwikłać Colargola we współczesną rzeczywistość?
- Niby dziś są inne zabawki i inny świat. Ale każde dziecko po urodzeniu rozpoznaje ten świat tak samo od setek lat: tata, mama, piesek, ręka, piłka. O tym można mówić zawsze. W moim ostatnim pełnometrażowym filmie "Tajemnica kwiatu paproci" poruszam problematykę ochrony środowiska. Plastikowe zabawki idą na śmietnik, a pluszowe zaprzyjaźniają się ze zwierzętami. I jest to film jak najbardziej współczesny, mimo że nie ma w nim superbohaterów. Ten film obleciał 30 festiwali, a teraz leci na kolejny do Teheranu.
A propos superbohaterów...
- No właśnie, niech mi pan powie, jak się mają do rzeczywistości te wszystkie amerykańskie komercyjne bajki? Dziecko ogląda jakieś niesamowite historie, ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Bo za oknem dziecko nie zobaczy superbohatera, tylko zmarzniętego wróbla czy kota, którego nie ma kto uratować. Co dziecko obchodzi to, że wujek Kaczora Donalda ma spichlerz ze złotem?
To można różnie interpretować. Tak jak homoseksualistę w "Teletubisiach" albo "Smerfy" jako manifest komunizmu...
- Co do "Smerfów" to jest to przyszywanie głupich łatek. Pan Peyo [twórca "Smerfów" - przyp. red.] całe życie je rysował, a dopiero potem zrobiono serial. Jemu się nie śniła żadna ideologia! A jeśli chodzi o tę sprawę z Teletubisiem gejem... Szkoda komentować. Natomiast mnie się nie podobała pewna rzecz na przykład w "Shreku"...
W "Shreku"? Przecież to akurat niezły film...
- Powiedzmy... Wchodzę do sali kinowej i oczywiście siedzi w niej większość dorosłych, ale są też dzieci. Oglądam i nagle jakiś tam książę mówi, że on to buduje wielkie pałace. Na to drugi bohater odpowiada: "a ciekawe, co masz małego?". Czy to jest odpowiedni żart dla dzieci? Ale to jeszcze pół biedy. Najgorzej jest z tym serialem "Włatcy Móch". Jak zobaczyłem pierwszy odcinek, to się złapałem za głowę. Co to, do cholery, jest? Twórcy mówią, że to serial dla dorosłych. No dobrze, to dlaczego w takim razie na stacjach benzynowych są lalki z bohaterami z tego serialu? Tam jest taki obraz: nauczycielka - chora psychicznie, higienistka - idiotka. Dzieci to oglądają i potem w szkole dzieją się jakieś straszne rzeczy. Powiedzieć komuś "ty matole" jest łatwo, ale odbudować autorytet okropnie trudno.
To co trzeba zrobić?
- Nie wolno się dać zwariować. Działać rozsądnie. A tu, gdy wchodzi do kin film "Iniemamocni", w radiu słyszę dziennikarki, które mdleją z podniecenia: "Och! Iniemamocni! Och! Piotr Fronczewski! Ach! Iniemamocni!". I aż nie obejrzałem tego filmu, nadal żyję i jestem w dobrym humorze.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Tadeusz Wilkosz: Żaden Teletubiś nie był gejem ...
tornemorgren
20.10.11, 12:50
Włatcy móch to nie jest film dla dzieci!!!!! Jeśli rodzice pozwalają oglądać dzieciom takie rzeczy jak Włatcy Móch lub South Park to należy ich wysłać do psychologa rodziny! Owszem faje »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Skrajny absurd w Kielcach. Dom na środku drogi
- Juwenalia 2012. Najlepsze przebrania na ...
- Juwenalia od 1999 roku. Zobacz, jak ...
- Galeria Korona. Pierwsza osoba o 6.25 ...
- Korona, galeria i Vive mistrzem. Tydzień ...
- Strażacy wzywani do kotów i owadów. Będą ...
- Tak było kiedyś, tak jest teraz. Kielce ...




więcej zdjęć
