Zabijano zwierzęta w Starachowicach. Prokuratura: urzędnicy niewinni
02.11.2011
, aktualizacja: 02.11.2011 19:23
Pracownicy Urzędu Miasta w Starachowicach nie poniosą żadnych konsekwencji za to, że przez pięć lat w mieście usypiano wszystkie bezdomne zwierzęta. Prokuratura Rejonowa w Starachowicach właśnie umorzyła ten wątek sprawy.
ZOBACZ TAKŻE
- Odnaleźli mężczyznę, był skrajnie wyczerpany (03-11-11, 09:47)
- Kolejny inwestor chce budować szeregowce na Grabinie (03-11-11, 07:00)
- Proces ginekologa oskarżonego o błąd. Zabrakło onkologa (02-11-11, 19:36)
- Spełnili marzenia. Nasz córka jest dziś szczęśliwa (02-11-11, 19:32)
- Zdejmują reklamy PSL z remizy (02-11-11, 19:21)
- Śmiertelne potrącenie pieszego (02-11-11, 18:28)
- W naszej ocenie to nie decyzje urzędników nie doprowadzały do uśmiercania zwierząt, to procedury w urzędzie były niedoprecyzowane. Umorzyliśmy ten wątek sprawy, badamy jeszcze kilkanaście innych - wyjaśnia Krzysztof Grudniewaki, szef Prokuratury Rejonowej w Starachowicach. Decyzja jest nieprawomocna, organizacje broniące zwierząt i Najwyższa Izba Kontroli mogą się odwołać.
- Nie odpuścimy tej sprawy. Decyzję prokuratury przedstawimy prawnikowi i będziemy się zastanawiać, co możemy jeszcze zrobić. Złożymy odwołanie - zapowiada Dariusz Olszewski z Fundacji Viva, która składała do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
Tę bulwersującą sprawę wykryła NIK, która skierowała materiały do prokuratury w Starachowicach. Od 2006 roku w tym mieście uśmiercono prawie 400 zwierząt, psów i kotów. W praktyce wyglądało to tak: policja lub straż miejska rejestrowała zgłoszenie o bezdomnym zwierzęciu, które później wieziono do weterynarza. Tam je usypiano.
Taką możliwość dawały dwie uchwały, które przyjęto w 1999 i 2006 roku. Pierwsza z nich mówiła, że agresywne zwierzęta należy uśmiercać, a druga, że każde bezdomne zwierzę należy traktować jako agresywne.
Prokuratura w Starachowicach bada jeszcze kilkanaście innych wątków dotyczących tej sprawy, w tym m.in. kto ponosi odpowiedzialność za ten proceder. Chodzi m.in. o weterynarza z gminy Mirzec, który miał podpisaną umowę ze starachowickim magistratem, a także przedsiębiorcę, który wyłapywał zwierzęta. Jest szansa, że śledztwo zakończy się jeszcze w tym roku.
- Nie odpuścimy tej sprawy. Decyzję prokuratury przedstawimy prawnikowi i będziemy się zastanawiać, co możemy jeszcze zrobić. Złożymy odwołanie - zapowiada Dariusz Olszewski z Fundacji Viva, która składała do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
Tę bulwersującą sprawę wykryła NIK, która skierowała materiały do prokuratury w Starachowicach. Od 2006 roku w tym mieście uśmiercono prawie 400 zwierząt, psów i kotów. W praktyce wyglądało to tak: policja lub straż miejska rejestrowała zgłoszenie o bezdomnym zwierzęciu, które później wieziono do weterynarza. Tam je usypiano.
Taką możliwość dawały dwie uchwały, które przyjęto w 1999 i 2006 roku. Pierwsza z nich mówiła, że agresywne zwierzęta należy uśmiercać, a druga, że każde bezdomne zwierzę należy traktować jako agresywne.
Prokuratura w Starachowicach bada jeszcze kilkanaście innych wątków dotyczących tej sprawy, w tym m.in. kto ponosi odpowiedzialność za ten proceder. Chodzi m.in. o weterynarza z gminy Mirzec, który miał podpisaną umowę ze starachowickim magistratem, a także przedsiębiorcę, który wyłapywał zwierzęta. Jest szansa, że śledztwo zakończy się jeszcze w tym roku.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
18 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Skrajny absurd w Kielcach. Dom na środku drogi
- Juwenalia 2012. Najlepsze przebrania na ...
- Juwenalia od 1999 roku. Zobacz, jak ...
- Galeria Korona. Pierwsza osoba o 6.25 ...
- Korona, galeria i Vive mistrzem. Tydzień ...
- Strażacy wzywani do kotów i owadów. Będą ...
- Tak było kiedyś, tak jest teraz. Kielce ...



