Młodzi Białorusini w Kielcach. Lepszy narkoman niż opozycjonista

Jakub Wątor
10.11.2011 , aktualizacja: 10.11.2011 13:50
A A A Drukuj
Mieli przyjaciół, studiowali, pracowali. Jednego dnia zmieniło się wszystko. 24-letni Siergiej Saczyłka i jego o cztery lata młodszy kolega Aliaksandr Drahun po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich w Białorusi trafili do więzienia. Po wyjściu nie mieli już szans na normalne życie. Teraz studiują na Politechnice Świętokrzyskiej i są gośćmi specjalnymi festiwalu "A na wschodzie bez zmian...?"
Białoruscy opozycjoniści Aleksandr Drahun i Sierpiej Szaczyłka w Kielcach
Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Gazeta
Białoruscy opozycjoniści Aleksandr Drahun i Sierpiej Szaczyłka w Kielcach
W Polsce są od dwóch miesięcy. Trafili tu dzięki rządowemu Programowi Stypendialnemu im. Konstantego Kalinowskiego. Pozwala on studiować w naszym kraju białoruskiej młodzieży mającej problemy przez działalność opozycyjną. Od 2006 roku skorzystało z niego 548 osób. Festiwal organizuje Centrum Wolontariatu w Kielcach.

Rozmowa z Siergiejem Saczyłką i Aliaksandrem Drahunem

Jakub Wątor: Kiedy zorientowaliście się, że na Białorusi nie jest tak, jak być powinno?

Siergiej Saczyłka: Dzięki internetowi dowiedziałem się, jak to powinno naprawdę wyglądać. Kiepsko szło mi w życiu, mało zarabiałem. Postanowiłem coś zmienić. Dołączyłem do opozycji.

Aliaksandr Drahun: Wszystko zaczęło się, gdy trafiłem na uczelnię. Było mniej wolności niż w szkole, a więcej przymusu ze strony profesorów. Kazali nam głosować tak, a nie inaczej. Zaskoczyło mnie to, zacząłem chodzić na demonstracje. Oczywiście internet też otworzył mi oczy.

Jaka była wasza rola jako opozycjonistów?

Siergiej: Rozmawiałem z ludźmi, przekonywałem, że może być lepiej. Chciałem, by też otworzyli oczy, bo wiele osób znało życie tylko z państwowej telewizji. Mówiono w niej, że w Polsce i całej Europie jest pełno demonstracji i strajków, a u nas cicho, ładnie i spokojnie.

Aliaksandr: Zacząłem podpisywać petycję o uwolnienie osób siedzących w więzieniach. Z kolegami rozpowszechnialiśmy gazetki, robiliśmy projekcje filmów, slajdów.

Nie baliście się?

Aliaksandr: Oczywiście, że się bałem, ale co miałem zrobić?

Siergiej: Ja nie, bo to był czas kampanii wyborczej. Obowiązywał przepis pozwalający mówić, na kogo się głosuje i namawiać do tego innych. Mogliśmy spokojnie rozmawiać i propagować naszych kandydatów. Ale przepis obowiązywał tylko w czasie kampanii wyborczej.

Niestety, wyniki wyborów nie były zaskakujące...

Aliaksandr: Przeraziło mnie to. Żaden z moich kolegów nie oddał głosu na Łukaszenkę, a okazało się, że nie wiadomo skąd ma 80 procent poparcia. Dlatego zrobiliśmy demonstrację.

Siergiej: Pracowałem jako obserwator w czasie wyborów. Niewiele osób głosowało na Łukaszenkę, to na pewno nie miał tyle! Głosy rozkładały się mniej więcej po połowie. Było jasne, że wybory zostały sfałszowane.

Kiedy zostaliście zatrzymani?

Siergiej: Wracałem z pracy do domu, gdy kończyła się demonstracja. Szedłem niedaleko placu Niepodległości w Mińsku, zatrzymano mnie bez powodu.

Aliaksandr: Ja byłem na demonstracji. Myśleliśmy, że jeśli nie będziemy walczyć z policją, to nic się nie stanie. Jednak trafiłem już do pierwszego wozu, który jechał do więzienia.

Bito was?

Aliaksandr: W autobusie, którym jechaliśmy do sądu, było około 30 zatrzymanych. Mogliśmy siedzieć tylko po jego lewej stronie. Gdy na zakręcie ktoś się przechylił, od razu dostawał cios od policjanta. Pierwszą noc spędziliśmy w 20 osób w małej salce. Zabrano nam wszystkie rzeczy. Łóżka były z metalowych rur, bez materaców czy nawet sprężyn. Potem było trochę lepiej. Siedziałem 10 dni.

Siergiej: Ja wyszedłem po 15 dniach. Pobito nas podczas zatrzymania, potem w więzieniu było w miarę spokojnie. Żartowaliśmy, czytaliśmy książki, byle tylko zapomnieć, w jakiej jesteśmy sytuacji.

Aliaksandr: Zdawaliśmy sobie sprawę, że zrujnowaliśmy sobie życie, ale udawaliśmy, że wszystko jest OK.

Wyszliście z więzienia i...

Aliaksandr: Podczas sesji na uniwersytecie zdałem trzy z czterech egzaminów, ale na ostatnim profesor wprost powiedział, że nie mam szans. Wyrzucono mnie, zacząłem szukać pracy. Na jednej z rozmów kwalifikacyjnych powiedziano mi, że jestem świetnym kandydatem. Usłyszałem, że przyjęto by mnie, nawet gdybym był alkoholikiem lub narkomanem. Ale, niestety, jestem wrogiem narodu i nie dostanę pracy. Próbowałem wznowić studia, ale ciągle były jakieś problemy. Albo nagle znikał urzędnik, który miał mi przyjąć papiery na uczelnię, albo nie było wolnych miejsc. Zdecydowałem się jechać do Polski.

Siergiej: Byłem już po studiach, pracowałem. Po 15 dniach więzienia okazało się, że jednak nie mam już pracy. Szukałem nowej, ale gdy słyszano, że straciłem poprzednią, domyślano się z jakiego powodu. Dowiedziałem się, że jest program, który umożliwia dalszą naukę w Polsce. I jestem w Kielcach.

Czujecie się bohaterami?

Aliaksandr: To nie było nic bohaterskiego, po prostu moja decyzja. Musiałem to zrobić, nic więcej.

Siergiej: Nic dodać, nic ująć.

Festiwal "A na wschodzie bez zmian...?" w kieleckim Pałacyku Zielińskiego rozpoczął się we wtorek pokazem filmu "Lekcja białoruskiego". We wtorek o godz. 18 projekcja obrazu "Cena prawdy" opowiadającego o sytuacji w Czeczenii, zaś w środę "Krzyk śnieżnego lwa" o sytuacji w Tybecie. Wstęp na festiwal jest bezpłatny.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • Młodzi Białorusini w Kielcach. Lepszy narkoman ... myslacyszaryczlowiek1 10.11.11, 12:11

    Jak się porozmawia z ludźmi mającymi 55lat i więcej, to sporo z nich by takich Michników, Kuroniów i innych zawodowych opozycjonistów za obce pieniądze już nie napiszę co by z nimi zrobili »