Tor motocrossowy nie niszczył Natury 2000. Sprawa umorzona
12.11.2011
, aktualizacja: 11.11.2011 18:51
Kolejny wyrok w sprawie nielegalnego toru motocrossowego w Podpolichnie. Sąd umorzył sprawę, bo okazało się, że zapisy o występowaniu tam chronionych roślin i zwierząt dokonane były na wyrost.
ZOBACZ TAKŻE
- Skatowany pies. Zatrzymano dwóch mężczyzn [POSŁUCHAJ] (12-11-11, 14:48)
- Obłowili się chłodnicami (12-11-11, 14:46)
- Pałac tonie w świetle. Próba iluminacji [ZDJĘCIA] (12-11-11, 12:00)
- Biskup Ryczan o pseudotolerancji, feministkach i ekologach (11-11-11, 18:00)
- Tak świętowaliśmy rocznicę niepodległości [GALERIA ZDJĘĆ] (11-11-11, 17:39)
Tor w Podpolichnie leży na terenie Chęcińsko-Kieleckiego Parku Krajobrazowego, kilkaset metrów od najbliższych zabudowań. - Teren jest też na liście obszarów objętych projektowaną siecią Natura 2000 - mówił w 2008 roku Jarosław Pajdak, wojewódzki konserwator przyrody. I z tego powodu objęty jest szczególną ochroną. Według prokuratury tak szczególny teren niszczył Daniel P., który od 2004 roku organizował tam na rodzinnej działce tor motocrossowy. Jego sprawa od początku budziła wiele emocji, bo wyszła na jaw po protestach mieszkańców, którzy potem stawiali się na każdej rozprawie.
Pierwszy proces Daniela P. zakończył się w styczniu 2009 roku - Sąd Rejonowy w Kielcach skazał wtedy mężczyznę na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Po apelacji, sąd drugiej instancji uznał jednak, że taki wyrok nie może być przyjęty, bo nie każde zmiany w środowisku przyrodniczym powodują, że dochodzi do przestępstwa. I nakazał proces powtórzyć.
W czwartek sąd rejonowy wydał kolejny wyrok. Tym razem postępowanie umorzył. Dlaczego? - Biegli którzy przygotowywali opinie podczas postępowania przygotowawczego oraz pierwszego procesu wycofali się ze stwierdzeń, że na tym terenie są siedliska roślin i zwierząt chronionych - uzasadniała przewodnicząca składu sędziowskiego. A właśnie wstępowanie takich siedlisk było jedną z przyczyn wpisania terenu w obszar chroniony Natura 2000. - Okazało się, że wpis był wykonany na wyrost, bez stwierdzenia występowania chronionych siedlisk. Biegli wycofali się ze stwierdzenia, że było to trwałe zniekształcenie obszaru chronionego - wyjaśniała sędzia. Kluczowa okazał się opinia instytutu naukowo-badawczego, do której sąd zwrócił się o rozwianie wszystkich wątpliwości. Sporządził ją Uniwersytet Jana Kochanowskiego. - Jednoznacznie wynika z niej, że na tym obszarze nie ma żadnych siedlisk chronionych roślin i zwierząt - podkreśla sędzia.
Zaznaczyła jednak, że niezależnie od ustaleń dotyczących obszarów Natura 2000, Daniel. P. złamał zakaz niszczenia zadrzewień, który obowiązuje w terenie Chęcińsko-Kieleckiego Parku Krajobrazowego. - Ale w tym przypadku możemy mówić o wykroczeniu, które przedawniło się po dwóch latach. W toku postępowania okazało się natomiast, że naruszono szereg innych przepisów, ale administracyjnych. Mogą być one zagrożone karą, ale już poza obecnym zakresem postępowania karnego - podkreśliła sędzia.
Wyrok jest nieprawomocny.
- Nie wykluczamy apelacji, decyzja zapadnie po przeanalizowaniu wyroku - zapowiada Sławomir Mielczniczuk, rzecznik kieleckiej prokuratury.
Decyzja sądu oburzyła grupę mieszkańców Podpolichna którzy byli na sali rozpraw. - W jakim my państwie żyjemy? Dlaczego jako podatnicy mamy płacić za błędy biegłych. Przecież po takim wyroku to dopiero zaczną tam jeździć. A już wcześniej ciężko było wytrzymać - komentowała jedna z kobiet.
Radości nie krył natomiast Daniel P. - Nareszcie - stwierdził. I zapowiedział, że zamierza uregulować sprawy administracyjne związane z działalnością toru. - Załatwię to, ale wszystko musi przycichnąć. Przecież sprawa w sądzie była ważniejsza - powiedział.
Pierwszy proces Daniela P. zakończył się w styczniu 2009 roku - Sąd Rejonowy w Kielcach skazał wtedy mężczyznę na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Po apelacji, sąd drugiej instancji uznał jednak, że taki wyrok nie może być przyjęty, bo nie każde zmiany w środowisku przyrodniczym powodują, że dochodzi do przestępstwa. I nakazał proces powtórzyć.
W czwartek sąd rejonowy wydał kolejny wyrok. Tym razem postępowanie umorzył. Dlaczego? - Biegli którzy przygotowywali opinie podczas postępowania przygotowawczego oraz pierwszego procesu wycofali się ze stwierdzeń, że na tym terenie są siedliska roślin i zwierząt chronionych - uzasadniała przewodnicząca składu sędziowskiego. A właśnie wstępowanie takich siedlisk było jedną z przyczyn wpisania terenu w obszar chroniony Natura 2000. - Okazało się, że wpis był wykonany na wyrost, bez stwierdzenia występowania chronionych siedlisk. Biegli wycofali się ze stwierdzenia, że było to trwałe zniekształcenie obszaru chronionego - wyjaśniała sędzia. Kluczowa okazał się opinia instytutu naukowo-badawczego, do której sąd zwrócił się o rozwianie wszystkich wątpliwości. Sporządził ją Uniwersytet Jana Kochanowskiego. - Jednoznacznie wynika z niej, że na tym obszarze nie ma żadnych siedlisk chronionych roślin i zwierząt - podkreśla sędzia.
Zaznaczyła jednak, że niezależnie od ustaleń dotyczących obszarów Natura 2000, Daniel. P. złamał zakaz niszczenia zadrzewień, który obowiązuje w terenie Chęcińsko-Kieleckiego Parku Krajobrazowego. - Ale w tym przypadku możemy mówić o wykroczeniu, które przedawniło się po dwóch latach. W toku postępowania okazało się natomiast, że naruszono szereg innych przepisów, ale administracyjnych. Mogą być one zagrożone karą, ale już poza obecnym zakresem postępowania karnego - podkreśliła sędzia.
Wyrok jest nieprawomocny.
- Nie wykluczamy apelacji, decyzja zapadnie po przeanalizowaniu wyroku - zapowiada Sławomir Mielczniczuk, rzecznik kieleckiej prokuratury.
Decyzja sądu oburzyła grupę mieszkańców Podpolichna którzy byli na sali rozpraw. - W jakim my państwie żyjemy? Dlaczego jako podatnicy mamy płacić za błędy biegłych. Przecież po takim wyroku to dopiero zaczną tam jeździć. A już wcześniej ciężko było wytrzymać - komentowała jedna z kobiet.
Radości nie krył natomiast Daniel P. - Nareszcie - stwierdził. I zapowiedział, że zamierza uregulować sprawy administracyjne związane z działalnością toru. - Załatwię to, ale wszystko musi przycichnąć. Przecież sprawa w sądzie była ważniejsza - powiedział.
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Tor motocrossowy nie niszczył Natury 2000. Spra...
plantin
12.11.11, 08:45
Kielce to małe miasto, duzo osób się tu zna, ma wspólnych znajomych etc. Czy sąd nie powinien zlecić ekspertyzy naukowcom z innych ośrodków akademickich ?»
-
od początku mówiłem że to bzdury
dejacek
12.11.11, 09:02
zgadzam się że warczenie motorów w pobliżu domu przeszkadza. Ale sposób załatwienia faceta był poniżej pasa. Wyszukiwano na siłę jakieś wydumane roślinki zaburzenia krajobrazu itd. żeby »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Za mszę pogrzebową 1110 zł. I ani grosza mniej
- Galeria Korona otwarta. Pierwsza osoba ...
- Galeria Korona otwarta. Oblężony sklep z ...
- Sprawdź, ile ma władza. Starosta milioner
- Tłumy na imprezie w Galerii Korona. ...
- Radni nie dadzą więcej pieniędzy Koronie ...
- Czego jeszcze nie wiesz o Galerii Korona? ...





