Stop czy nie? Sprzeczne interpretacje znaków
27.12.2011
, aktualizacja: 26.12.2011 15:52
Przyszli kierowcy oblewają egzaminy na prawo jazdy, bo w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego uważają, że na kieleckim skrzyżowaniu znak stop jest ważniejszy niż zielone światło. Mało tego, zdania są podzielone nawet wśród policjantów. - Sygnalizacja jest ważniejsza - podkreśla Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.
ZOBACZ TAKŻE
- Spełnili marzenia chorych dzieci (28-12-11, 05:00)
- Koncert kolęd i pastorałek. Wyśpiewali znane i te zapomniane (27-12-11, 19:14)
- CBA ma wątpliwości. Czy poseł mógł być prezesem wodociągów? (27-12-11, 17:14)
- Pobili dostawcę i ukradli pizze (27-12-11, 10:46)
- "Rz": Pompowanie policyjnych emerytur w kieleckiej komendzie (27-12-11, 08:46)
- Anonimowi przestępcy? IP komputerów to za mało? (27-12-11, 06:00)
- Budżet Kielc 2012. Sprawdź, co miasto wybuduje (27-12-11, 05:00)
- Będą nowe fotoradary. "Podejrzą nawet czy ma pani makijaż" (27-12-11, 04:00)
- Sądy rejonowe znów do likwidacji. U nas nawet połowa (27-12-11, 04:00)
- Przystanek autobusowy wrócił pod Galerię Echo (26-12-11, 18:00)
- Europoseł Jacek Włosowicz w nowej frakcji (26-12-11, 15:38)
- Wypadek w Suchedniowie. Pięć osób rannych (26-12-11, 15:34)
SERWISY
- W ostatni wtorek kilka osób oblało egzamin na prawo jazdy na prawoskręcie z ul. Warszawskiej w ul. Świętokrzyską. Egzaminator stwierdził, że nie zastosowali się do znaku "stop". Nie tylko moim zdaniem to błąd, bo na skrzyżowaniu działała sygnalizacja świetlna, a przecież zgodnie z przepisami ma ona pierwszeństwo przed znakami pionowymi - opowiada Cezary Figarski, właściciel szkoły jazdy "Figaro" i były egzaminator w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Kielcach. - Teraz te osoby mają do pretensje do szkół jazdy, że źle ich uczymy. Koledzy z innych szkół jazdy już przygotowują skargę w tej sprawie - dodaje.
Sprawa jest tym bardziej kontrowersyjna, że chodzi o Jerzego Brożynę, egzaminatora nadzorującego w WORD. - Podobno, gdy te osoby poszły tam na skargę dostały propozycję, że szybko będą zdawać kolejne egzaminy i to na koszt WORD - opowiada Figarski. Podobnie o sprawie opowiada inny instruktor nauki jazdy. - Nasze środowisko aż huczy od dyskusji na ten temat. Ale mało kto chce się wychylić - zaznacza.
Czesław Dawid, dyrektor WORD potwierdza, że skarżył się mu jeden z właścicieli szkół jazdy. - Ale zgodnie z procedurami czekam na oficjalne pismo w tej sprawie. Jeżeli wpłynie, będziemy to wyjaśniać. Decyzję o ewentualnym powtórzeniu za darmo egzaminu podejmie urząd marszałkowski. Inaczej nawet sobie tego nie wyobrażam - mówi Dawid.
Brożyna zaprzecza, żeby załatwiał przyspieszone egzaminów i to na koszt WORD. - Nic takiego nie robiłem - podkreśla. Potwierdza, że egzaminował na tym skrzyżowaniu. - Moim zdaniem postąpiłem zgodnie z przepisami. Rzeczywiście, sygnalizacja ma pierwszeństwo przed znakami pionowymi. Ale w tym konkretnym miejscu znak jest nie na sygnalizatorze, tylko dalej, już przed ul. Świętokrzyską. Kierowca powinien się więc zatrzymać, bo zielone światło pozwala tylko na wjazd za sygnalizator - tłumaczy. Zaznacza, że jego zdaniem sytuacja jest nietypowa. - Jest jakaś dziura w przepisach i już rozmawiałem o tym z drogowcami. Mają coś zmieniać, ale na razie trzeba się zatrzymywać - podkreśla.
- Zainteresuję się sprawą - zapowiada Jan Maćkowiak, członek zarządu województwa świętokrzyskiego, któremu podlega WORD.
Sygnalizator stoi przy krawędzi prawoskrętu z ul. Warszawskiej w ul. Świętokrzyską i pokazuje takie same światła jak do jazdy na wprost. Potem jest przejście dla pieszych, a kilkanaście kroków za sygnalizatorem, znak "stop". Gdy staliśmy tam w ostatni piątek ani jeden samochód nie zatrzymał się przy kontrowersyjnym znaku.
Miejski Zarząd Dróg w Kielcach ma inne zdanie. - Wprawdzie to nie my jesteśmy zarządcą tego skrzyżowania tylko GDDKiA, ale naszym zdaniem jeśli działa sygnalizacja nie trzeba się zatrzymywać przy znaku "stop". Przecież w artykule 5 prawa o ruchu drogowym można jasno przeczytać, że "sygnały świetlne mają pierwszeństwo przed znakami drogowymi regulującymi pierwszeństwo przejazdu". A tu tak właśnie jest - podkreśla Jarosław Skrzydło, rzecznik MZD.
Z tym z kolei nie zgadza się świętokrzyska policja. - Nawet jeżeli sygnalizacja działa, należy się zatrzymywać, bo znak nie jest umieszczony na równi z sygnalizatorem, ale dalej. To jakby następny element oznakowania - tłumaczy po konsultacjach z drogówką Kamil Tokarski z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji. Twierdzi, że aby jechać bez zatrzymania znak "stop" musiałby być na sygnalizatorze albo powinien go zastąpić znak "ustąp pierwszeństwa przejazdu". - Będziemy egzekwować obowiązujące oznakowanie - zapowiada Tokarski.
- Co za dziwna interpretacja. Przecież trzymając się jej kierowca powinien minąć zielone światło i zatrzymać się przed znakiem, a potem ruszyć. Sama bym tak nie zrobiła, bo wiadomo, że sygnalizacja jest ważniejsza niż znaki pionowe - mówi Ewa Sayor, dyrektor kieleckiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Dodaje, że rozmawiała na ten temat z wieloletnim byłym policjantem ruchu drogowego. - On też tak uważał. Użył też jeszcze jednego argumentu: przecież ważniejszy od sygnalizacji i znaków jest policjant kierujący ruchem. A trudno sobie wyobrazić, że gdyby na miejscu sygnalizatora stał policjant, to kierowca po minięciu go, zatrzymałby się przed znakiem - komentuje.
Dzwonimy do Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. - Skrzyżowania nie widziałem, więc muszę się opierać na opisie, ale było już kilka telefonów w tej sprawie i dyskutowaliśmy nawet o tym we własnym gronie - rozpoczyna rozmowę Jacek Giszczak z KGP. Tłumaczy, że nie ma przepisu, który wprost wyjaśniałby tę sytuację. - Dlatego naszym zdaniem musimy opierać się na interpretacji przepisów art. 5 ustawy prawo o ruchu drogowym. Jeżeli mamy zielone światło na sygnalizatorze, to nie zatrzymujemy się przy linii bezwarunkowego zatrzymania wyznaczonej przez znak "stop", ale jedziemy dalej - twierdzi. - Gdy jest sprzeczność między sygnalizacją świetlną i oznakowaniem pionowym, to sygnalizacja jest ważniejsza - argumentuje Giszczak.
marcin.sztandera@kielce.agora.pl
Sprawa jest tym bardziej kontrowersyjna, że chodzi o Jerzego Brożynę, egzaminatora nadzorującego w WORD. - Podobno, gdy te osoby poszły tam na skargę dostały propozycję, że szybko będą zdawać kolejne egzaminy i to na koszt WORD - opowiada Figarski. Podobnie o sprawie opowiada inny instruktor nauki jazdy. - Nasze środowisko aż huczy od dyskusji na ten temat. Ale mało kto chce się wychylić - zaznacza.
Czesław Dawid, dyrektor WORD potwierdza, że skarżył się mu jeden z właścicieli szkół jazdy. - Ale zgodnie z procedurami czekam na oficjalne pismo w tej sprawie. Jeżeli wpłynie, będziemy to wyjaśniać. Decyzję o ewentualnym powtórzeniu za darmo egzaminu podejmie urząd marszałkowski. Inaczej nawet sobie tego nie wyobrażam - mówi Dawid.
Brożyna zaprzecza, żeby załatwiał przyspieszone egzaminów i to na koszt WORD. - Nic takiego nie robiłem - podkreśla. Potwierdza, że egzaminował na tym skrzyżowaniu. - Moim zdaniem postąpiłem zgodnie z przepisami. Rzeczywiście, sygnalizacja ma pierwszeństwo przed znakami pionowymi. Ale w tym konkretnym miejscu znak jest nie na sygnalizatorze, tylko dalej, już przed ul. Świętokrzyską. Kierowca powinien się więc zatrzymać, bo zielone światło pozwala tylko na wjazd za sygnalizator - tłumaczy. Zaznacza, że jego zdaniem sytuacja jest nietypowa. - Jest jakaś dziura w przepisach i już rozmawiałem o tym z drogowcami. Mają coś zmieniać, ale na razie trzeba się zatrzymywać - podkreśla.
- Zainteresuję się sprawą - zapowiada Jan Maćkowiak, członek zarządu województwa świętokrzyskiego, któremu podlega WORD.
Sygnalizator stoi przy krawędzi prawoskrętu z ul. Warszawskiej w ul. Świętokrzyską i pokazuje takie same światła jak do jazdy na wprost. Potem jest przejście dla pieszych, a kilkanaście kroków za sygnalizatorem, znak "stop". Gdy staliśmy tam w ostatni piątek ani jeden samochód nie zatrzymał się przy kontrowersyjnym znaku.
Miejski Zarząd Dróg w Kielcach ma inne zdanie. - Wprawdzie to nie my jesteśmy zarządcą tego skrzyżowania tylko GDDKiA, ale naszym zdaniem jeśli działa sygnalizacja nie trzeba się zatrzymywać przy znaku "stop". Przecież w artykule 5 prawa o ruchu drogowym można jasno przeczytać, że "sygnały świetlne mają pierwszeństwo przed znakami drogowymi regulującymi pierwszeństwo przejazdu". A tu tak właśnie jest - podkreśla Jarosław Skrzydło, rzecznik MZD.
Z tym z kolei nie zgadza się świętokrzyska policja. - Nawet jeżeli sygnalizacja działa, należy się zatrzymywać, bo znak nie jest umieszczony na równi z sygnalizatorem, ale dalej. To jakby następny element oznakowania - tłumaczy po konsultacjach z drogówką Kamil Tokarski z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji. Twierdzi, że aby jechać bez zatrzymania znak "stop" musiałby być na sygnalizatorze albo powinien go zastąpić znak "ustąp pierwszeństwa przejazdu". - Będziemy egzekwować obowiązujące oznakowanie - zapowiada Tokarski.
- Co za dziwna interpretacja. Przecież trzymając się jej kierowca powinien minąć zielone światło i zatrzymać się przed znakiem, a potem ruszyć. Sama bym tak nie zrobiła, bo wiadomo, że sygnalizacja jest ważniejsza niż znaki pionowe - mówi Ewa Sayor, dyrektor kieleckiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Dodaje, że rozmawiała na ten temat z wieloletnim byłym policjantem ruchu drogowego. - On też tak uważał. Użył też jeszcze jednego argumentu: przecież ważniejszy od sygnalizacji i znaków jest policjant kierujący ruchem. A trudno sobie wyobrazić, że gdyby na miejscu sygnalizatora stał policjant, to kierowca po minięciu go, zatrzymałby się przed znakiem - komentuje.
Dzwonimy do Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. - Skrzyżowania nie widziałem, więc muszę się opierać na opisie, ale było już kilka telefonów w tej sprawie i dyskutowaliśmy nawet o tym we własnym gronie - rozpoczyna rozmowę Jacek Giszczak z KGP. Tłumaczy, że nie ma przepisu, który wprost wyjaśniałby tę sytuację. - Dlatego naszym zdaniem musimy opierać się na interpretacji przepisów art. 5 ustawy prawo o ruchu drogowym. Jeżeli mamy zielone światło na sygnalizatorze, to nie zatrzymujemy się przy linii bezwarunkowego zatrzymania wyznaczonej przez znak "stop", ale jedziemy dalej - twierdzi. - Gdy jest sprzeczność między sygnalizacją świetlną i oznakowaniem pionowym, to sygnalizacja jest ważniejsza - argumentuje Giszczak.
marcin.sztandera@kielce.agora.pl
- 144 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Re: Stop czy nie? Sprzeczne interpretacje znaków
bronimir
27.12.11, 10:12
Człowiek który zaprojektował takie ustawienie znaków kierował się logiką i dobrem kierowców.Dla niego oczywistą rzeczą było że znak STOP obowiązuje tylko wtedy jak wyłączona jest »
-
Na zbity ryj wywalić każdego egzaminatora,
nienoto
27.12.11, 10:33
który nie zna podstawowych przepisów i kogoś oblał na tym stopie »
-
Same błędy
oixio
27.12.11, 19:12
1. Sygnalizator tylko dla przejścia pieszego, przejazdu rowerowego dla kierowcy jest taki sam jak na skrzyżowaniu dróg.2. Jeśli znak drogowy STOP, USTĄP dotyczą tej samej sytuacji = »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Skrajny absurd w Kielcach. Dom na środku drogi
- Juwenalia 2012. Najlepsze przebrania na ...
- Juwenalia od 1999 roku. Zobacz, jak ...
- Galeria Korona. Pierwsza osoba o 6.25 ...
- Korona, galeria i Vive mistrzem. Tydzień ...
- Strażacy wzywani do kotów i owadów. Będą ...
- Tak było kiedyś, tak jest teraz. Kielce ...




