Ile ma zarabiać prezydent po areszcie?

Krzysztof Łakwa
11.02.2012 , aktualizacja: 10.02.2012 20:58
A A A Drukuj
Wiceprezydent Starachowic broni zarobków swojego przebywającego w areszcie szefa. Zaskarżył do wojewody uchwałę obniżającą o połowę pensję prezydentowi Wojciechowi B. - Ta uchwała to czysta propaganda. Radni powinni ją podjąć w obecności zainteresowanego - przekonuje Sylwester Kwiecień
25 listopada 2011. Prezydent Starachowic Wojciech B. przemawia na sesji rady miasta
25 listopada 2011. Prezydent Starachowic Wojciech B. przemawia na sesji rady miasta
Uchwałę o obniżeniu pensji Wojciechowi B. starachowicka rada miasta podjęła pod koniec stycznia. Decyzję oprotestowali radni prezydenckiego Forum 2011 oraz większość radnych klubu Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Wyszli wtedy z sali i nie wzięli udziału w głosowaniu.

Opozycji udało się jednak przepchnąć uchwałę.

Przypomnijmy, że prezydent Starachowic Wojciech B. siedzi obecnie w areszcie. Najpierw trafił tam w sierpniu z zarzutami przyjęcia 96 tys. zł łapówek.

Wyszedł na wolność, bo przyznał się do winy. Jak już pisaliśmy, wrócił do pracy i nie zamierzał rezygnować z pełnienia funkcji prezydenta.

Ale potem się okazało, że nakłaniał jednego z kluczowych świadków w tej sprawie do zmiany niekorzystnych dla niego zeznań. W listopadzie sąd zadecydował, że B. powinien ponownie trafić do aresztu. A w tym tygodniu ostatecznie też uznał, że podejrzany straci 90 tys. zł kaucji, którą wpłacił wtedy, gdy pierwszy raz został zwolniony z aresztu.

Teraz Wojciech B. otrzymuje połowę pensji, która należała mu się przed aresztowaniem, czyli 6 tys. zł.

Określa to Ustawa o pracownikach samorządowych. - Zdecydowaliśmy, że po wyjściu z aresztu i powrocie do pracy prezydent nie powinien zarabiać tyle, co przed aresztowaniem. Zamiast dotychczasowych 12 tys. zł będzie pobierał połowę tej kwoty - tak decyzję o obniżeniu zarobków tłumaczy Lidia Dziura, przewodnicząca klubu Prawa i Sprawiedliwości w starachowickiej radzie miasta.

Podkreśla, że postulaty zmniejszenia pensji prezydenta wnosili sami mieszkańcy Starachowic. - Swoim postępowaniem naraził na szwank opinię miasta. Dlatego zdecydowaliśmy, że powinien mniej zarabiać. Obniżyliśmy pensję do najniższej możliwej kwoty - wyjaśnia Dziura.

Z decyzją radnych nie zgadza się jednak wiceprezydent Sylwester Kwiecień, który zaskarżył uchwałę do wojewody. - To decyzja czysto propagandowa. Radni chcieli po prostu pokazać, że coś robią - uważa.

Podkreśla, że już podczas sesji zapowiadał, że uchwałę zaskarży. - Radca prawny przedstawiał wyroki Sądu Najwyższego w podobnych sprawach, w których była mowa, że radni muszą podjąć decyzję o obniżeniu pensji w obecności prezydenta - twierdzi. - Dzięki temu będziemy wiedzieć na przyszłość, czy uchwała może być podjęta w taki sposób.

Czekanie na Wojciecha B. może trochę potrwać, bo za przestępstwa, o które jest podejrzany, grozi mu nawet 10 lat więzienia.

Dziura uważa, że wiceprezydent nie ma racji. - Te wyroki pochodziły z lat 2003-2004. Późniejsze orzeczenia stwierdzały już, że prezydent nie musi być obecny przy podejmowaniu takiej uchwały. Rada może obniżyć mu pensję i nie potrzebuje do tego jego zgody - mówi.

Dodaje, że Kwiecień nie musiał zaskarżać uchwały. - Przecież i tak wszystkie podjęte uchwały trafiają do wojewody, która sprawdza, czy są zgodne z prawem - twierdzi.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos