Spór radnego PiS z MPK. Walczą w sieci

Marcin Sztandera, Krzysztof Łakwa
13.02.2012 , aktualizacja: 12.02.2012 18:18
A A A Drukuj
Ciąg dalszy konfliktu MPK z radnym PiS. Na swojej stronie internetowej przewoźnik opublikował dokumenty, z których wynika, że Jarosław Karyś najpierw nie chciał oddać m.in. służbowego laptopa i komórek, a potem mu to utrudniano.
Jarosław Karyś
Fot. Paweł Małecki / AG
Jarosław Karyś
- Zdecydowaliśmy się na publikację tych dokumentów, bo podczas sesji rady miasta, gdy odrzucono nasz wniosek o zgodę na zwolnienie Jarosława Karysia z pracy, nie dopuszczono nas do głosu - tłumaczy Bogdan Latosiński, szef zakładowej "Solidarności" i szef rady nadzorczej Kieleckie Autobusy Spółka Pracownicza. Przypomnijmy, że MPK prosiło radnych, by zgodzili się na zwolnienie Karysia, bo nie przyjął on stanowiska kierownika administracyjno-gospodarczego. Do nowego pracodawcy miał przejść po restrukturyzacji Kieleckich Autobusów, gdzie był dyrektorem administracyjno-technicznym. Gdy odmówił, chociaż dostał taką samą pensję, został zwolniony dyscyplinarnie. Od tej decyzji odwołał się do sądu.

MPK na stronie internetowej zamieściło m.in. korespondencję pomiędzy Karysiem, którego nazwisko jest zamazane, a Kieleckimi Autobusami. Pierwszy dokument pochodzi z 11 sierpnia 2011 roku. To odpowiedź radnego na wezwanie do zwrotu majątku. Chodzi m.in. o służbowy laptop i dwa telefony komórkowe. Karyś tłumaczy, że nie może tego zrobić, bo jest chory. Pozostałe dokumenty to m.in. kolejne dwa wezwania wysłane do radnego przez KASP - jedno z lipca, a drugie z sierpnia 2011 roku.

Na tym tle co najmniej dziwnie wygląda pismo Karysia do Autobusów Kieleckich z 27 stycznia 2012 roku. Twierdzi on, że nadal ma sprzęt, bo KASP "uchyla się od przyjęcia go" i prosi o wskazanie terminu i miejsca zdania sprzętu.

- To jakaś gra pana Karysia. Przecież od lipca prosiliśmy o zwrot tego wyposażenia. Ponieważ nie mieliśmy żadnego sygnału, że chce to zrobić, złożyliśmy wniosek do sądu o zwrot swojego majątku. Dopiero koło 20 stycznia pan Karyś zadzwonił i zapytał, co z tym zrobić. Odesłałem go do naszego mecenasa - twierdzi Latosiński.

Jarosław Karyś uważa, że opublikowanie służbowej korespondencji w sieci to kolejna próba zdyskredytowania go. - Pierwszy raz spotykam się sytuacją, że pracodawca ujawnia korespondencję służbową z pracownikiem. Nie w każdym miejscu wymazano moje imię i nazwisko. To działanie wbrew Ustawie o ochronie danych osobowych - komentuje.

Dodaje, że nie ma sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o oddanie służbowego sprzętu.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos