Skandal w teatrze c.d.: Sieklucki wyjdzie na swoje

Ryszard Kozik, wat
13.02.2012 , aktualizacja: 13.02.2012 12:50
A A A Drukuj
- Tak jak reżyser Sieklucki domaga się od dyrektora kieleckiego teatru poszanowania dla własnej wolności artystycznej, tak dyrektor i reżyser Sieklucki powinien zrozumieć, że nie każdy aktor i nie w przypadku każdego spektaklu będzie chciał z nim współpracować - komentuje Ryszard Kozik z krakowskiej "Gazety Wyborczej"
Afera wokół spektaklu "Dracula", który miał być wystawiony w kieleckim teatrze im. S.Żeromskiego rozniosła się echem po kraju. Nasz artykuł przedrukowała "Gazeta Wyborcza" w Krakowie, a szef tamtejszego działu kultury Ryszard Kozik skomentował w felietonie całą sytuację. Oto, co nasz kolega myśli o sprawie:

" W sobotę napisaliśmy o tym, że kielecki Teatr Żeromskiego odwołał przygotowywaną przez Piotra Siekluckiego premierę "Draculi" - w adaptowany tekst Brama Stokera wpleciono cytaty z markiza de Sade'a, Piera Paola Pasoliniego i Marii Janion. Dyrektor teatru twierdzi, że kolejne wersje tekstu były coraz ostrzejsze, za przykład dając początek scenariusza: "Ach, gdyby zamiast piekłem świat był ogromną niebiańską odbytnicą...", który nazywa artystyczną hucpą. Sieklucki odpowiada, że z ust dyrektora usłyszał ostrzejszą opinię: "Zbyt nihilistyczne, niemoralne, zepsute do szpiku kości, a poza tym biseksualne, czego Pan Bóg nie akceptuje".

I z czego tu się śmiać? Ano z tego, że jeszcze niedawno Sieklucki, rozsyłając e-mail promujący premierę "Lubiewa" w kierowanym przez siebie Teatrze Nowym, uznał za wskazane poinformować cały świat, że w Krakowie nie był w stanie skompletować obsady. Zwyczajnie w to nie wierzę, choć nie mam wątpliwości, że mógł usłyszeć jakieś odmowy, nawet ubrane w nie do końca poprawne politycznie słowa. Tyle że tak jak reżyser Sieklucki domaga się od dyrektora kieleckiego teatru poszanowania dla własnej wolności artystycznej, tak dyrektor i reżyser Sieklucki powinien zrozumieć, że nie każdy aktor i nie w przypadku każdego spektaklu będzie chciał z nim współpracować. I że ma prawo dokonania wyboru, nie ryzykując publicznego napiętnowania.

Prawdopodobnie zresztą Sieklucki to rozumie, w końcu nie podał żadnych nazwisk, a przede wszystkim zależało mu na wywołaniu aferki medialnej, która zwróci uwagę na spektakl. I tu dochodzimy do jeszcze jednego powodu, dla którego pozwalam sobie na lekki uśmiech. Otóż dziś prawdziwej cenzury już nie ma. Prace Drożyńskiej można obejrzeć w sieci, tam też można przeczytać scenariusz "Draculi". Krakowska artystka bez problemu znajdzie też - mam nadzieję - miejsce, w którym będzie mogła wystawić swoje hafty do cytatów z "Halki" (choć wielka szkoda, że nie wybrzmią w zaplanowanym kontekście), a Sieklucki teatr, w którym zrealizuje przedstawienie (w ostateczności może go przecież wystawić u siebie). Wtedy publiczność i krytycy ocenią jakość ich pracy. Ale nawet gdyby ta ostateczna ocena nie wypadła korzystnie, to oboje artyści i tak w naszej pamięci pozostaną kontrowersyjnymi, cenzurowanymi, budzącymi emocje. Czyli wyjdą na swoje".

Przeczytaj cały komentarz .

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy