Policjant wyniósł zakupy w rękawach. Z Castoramy

ada
14.02.2012 , aktualizacja: 13.02.2012 15:50
A A A Drukuj
Kieleccy policjanci zatrzymali swojego kolegę z komendy wojewódzkiej w markecie budowlanym Castorama. W rękawach i pod kurtką próbował wynieść ze sklepu żarówki, szybkozłączki, a nawet brzeszczot
Białostocka Castorama tuż przed otwarciem
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Białostocka Castorama tuż przed otwarciem
Była niedziela 12 lutego kiedy pracownicy ochrony kieleckiego marketu Castorama zauważyli w kamerach monitoringu dziwnie zachowującego się klienta stoiska elektrycznego. Dziwnie, bo nie oglądał towaru i nie zwracał uwagi co wrzuca do koszyka. Gdy przeniósł się na kolejny dział, zrobiło się jeszcze ciekawiej. Mężczyzna wyciągnął nożyk, zaczął ciąć opakowania i wyrzucać je za regały a towar poupychał do rękawów i pod kurtkę. Na kasie zapłacił tylko za to co zostało mu na dnie koszyka i ruszył do wyjścia. Daleko jednak nie zaszedł - zatrzymała go ochrona i wezwała policję. Co funkcjonariusze znaleźli pod kurtką mężczyzny? Jedenaście żarówek, w tym pięć ledowych, piętnaście szybkozłączek, oczka halogenowe, brzeszczot i dwa nożyki. Wszystko warte 563 zł. Sam klient okazał się natomiast policjantem komendy wojewódzkiej z elitarnej grupy wsparcia wydziału ruchu drogowego, którą utworzono kilka lat temu do walki z pijanymi kierowcami.

W poniedziałek 29-letni funkcjonariusz stanął przed prokuratorem. - Został mu przedstawiony zarzut kradzieży i zastosowano poręczenie majątkowe w wysokości 2 tys. zł. Mężczyzna nie przyznał się do winy - powiedziała "Gazecie" prokurator Beata Zielińska-Janaszek, wiceszefowa prokuratury Kielce-Wschód. Jak więc tłumaczył żarówki poupychane w rękawach? - Twierdził, że schował część towaru, ponieważ nie mieścił mu się w koszyku, a przy kasie o tym zapomniał - informuje prokurator Zielińska-Janaszek.

- Wobec policjanta wszczęto już postępowanie dyscyplinarne w związku z tym zdarzeniem. Jeśli te zarzuty potwierdzi sąd czekają go bardzo poważne konsekwencje - wydalenie ze służby - mówi Kamil Tokarski z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji. Tym bardziej, że to nie pierwsza nieciekawa historia z udziałem tego funkcjonariusza.

Jesienią ubiegłego roku przypadkowy kierowca powiadomił policję, że w Szczecnie w gminie Daleszyce leży w rowie osobowa honda. W środku spał właśnie ów policjant, kompletnie pijany - badanie alkomatem wykazało 2,28 promila alkoholu w organizmie. Policjanci zabrali mu wtedy prawo jazdy, a przełożeni zawiesili w czynnościach.

Dochodzenie w tej kwestii wykazało ostatecznie, że to nie on kierował autem, bo na policję zgłosił się potem rzekomy kierowca samochodu, ale policjant od tamtej pory nie pokazał się w pracy. Gdy został "odwieszony", poszedł na zwolnienie lekarskie.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów