Jak prezydent brał łapówki od prezesów

Agnieszka Drabikowska, Janusz Kędracki
16.02.2012 , aktualizacja: 15.02.2012 20:13
A A A Drukuj
Prezydent Starachowic Wojciech B. oskarżony o korupcję. Według śledczych wziął 96 tys. zł od prezesów miejskiego ZEC i biznesmena, który dostarczał tam opał, a potem jednego z nich nakłaniał do zmiany zeznań. Chciał poddać się karze, ale prokuratura się nie zgodziła.
Wojciech B.
Fot. Urząd Miasta Starachowice
Wojciech B.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że Wojciech B. chciał sobie wymierzyć dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć. Ale prokuratura na to nie przystała.

- To się rzadko zdarza, ale nie uwzględniliśmy wniosku. Nie będziemy jednak komentować ani jego treści, ani naszej argumentacji. Generalnie prokuratura nie zgodziła się z warunkami zaproponowanymi przez pana Wojciecha B. - mówi prokurator Piotr Kosmaty z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, gdzie prowadzone było śledztwo w tej sprawie. Tym samym prezydenta czeka proces. Akt oskarżenia trafił już do Sądu Rejonowego w Starachowicach. B. stanie przed nim pod dziewięcioma zarzutami.

- Osiem to zarzuty korupcyjne, dziewiąty dotyczy nakłaniania świadka w tej sprawie do zmiany zeznań - wylicza prokurator Kosmaty. W wątku korupcyjnym chodzi o 96 tys. zł łapówek. Od kogo były i za co?

30 tys. prezydent B. miał wziąć od Marina S., 69-letniego biznesmena spod Starachowic, radnego gminy Pawłów, który od lat dostarcza opał do Zakładu Energetyki Cieplnej w Starachowicach. Tyle że opał wątpliwej jakości. W mieście od lat mówiło się, że S. nie dość, że cudownie wygrywa przetargi, to jeszcze przywozi węgiel inny niż w "papierach", wymieszany z ziemią, kamieniami i żużlem - ten wątek badany jest teraz w odrębnym śledztwie w Kielcach. W tym krakowskim, jak informuje prokuratura, S. przyznał się do winy.

Śledczy nie ujawniają natomiast, kto dał prezydentowi pozostałe 66 tys. zł, bo z osób "wręczających" tylko Mariana S. objęto aktem oskarżenia.

Z naszych ustaleń wynika, że te pieniądze dali byli prezesi ZEC - Szymon Szumielewicz i Norbert Gross. Obaj skorzystali z tzw. klauzuli bezkarności - nie dostali zarzutów, bo sami ujawnili organom ścigania, że wręczali łapówki.

Dawali je i razem, i osobno, po 5, 10, 15 tys. Po to, by utrzymać się na stanowisku, i dlatego, że niepisaną zasadą było, że przy różnych okazjach, np. imieninach prezydenta B. "nie ma co bawić się w prezenty", a nagrodami rocznymi trzeba się z nim podzielić.

Obaj już w ZEC nie pracują - Szumielewicz został niespodziewanie odwołany rok temu, gdy miał podpisywać umowę na projekt nowoczesnej elektrociepłowni w Starachowicach. Takiej na gaz, nie węgiel. Norbert Gross, który został prezesem po Szumielewiczu (wcześniej był wice), stracił stanowisko w grudniu, niedługo po tym, jak prezydent Starachowic wyszedł na krótko z tymczasowego aresztu. B. próbował wówczas namówić Grossa, żeby wycofał obciążające go zeznania, ale obróciło się to jeszcze bardziej przeciwko niemu. Na początku grudnia prokuratura postawiła mu dodatkowy zarzut - nakłanianie świadka do zmiany zeznań, a sąd ponownie zamknął w areszcie.

Pierwszy raz Wojciech B. został zatrzymany pod koniec sierpnia ub.r. przez CBA, grozi mu do 10 lat więzienia. Na ławie oskarżonych zasiądzie nie tylko razem z Marianem S., ale i z jego 28-letnią wnuczką Justyną Z., do niedawna pełniącą obowiązki naczelnika wydziału finansowego starachowickiego urzędu miasta. Prokuratura zarzuca jej, że pośredniczyła w przekazaniu prezydentowi 10 tys. zł łapówki oraz że razem z B. nakłaniała Norberta Grossa do zmiany zeznań. Jako jedyna z całej trójki nie przyznaje się do winy. Tak jak Wojciech B. siedzi w areszcie.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy