Historia zrobiła koło. Jak sądzili partyzanta

Krzysztof Łakwa
17.02.2012 , aktualizacja: 17.02.2012 10:24
A A A Drukuj
- Ta sprawa w żadnym wypadku nie powinna trafić do sądu koleżeńskiego. Koledzy mogli porozmawiać między sobą, wymienić poglądy. To jest starcze pieniactwo - mówił w 2000 roku gen. Kazimierz Załęski "Bończa". Gdyby dziś żył, pewnie to samo by powiedział o drugiej sprawie Henryka Pawelca "Andrzeja"
Kielce. Henryk Pawelec po wyjściu z rozprawy przed sądem koleżeńskim
Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Kielce. Henryk Pawelec po wyjściu z rozprawy przed sądem koleżeńskim
7 lutego 2012 r. Wtorek. Za zamkniętymi drzwiami trwa rozprawa przed sądem koleżeńskim kieleckiego okręgu Światowego Związku Żołnierzy AK. Na korytarzu czeka kilka osób. Drzwi się otwierają. Wszyscy patrzą z oczekiwaniem. Pomyłka. Wychodzi Henryk Ziółkowski, wiceprezes okręgu. Ktoś żartuje: - Jak wyszedł, to zaraz się skończy. Tak samo było w zeszłym tygodniu.

Ziółkowski przechodzi obok nas. Po chwili się odwraca. - Zaraz się skończy. Jak ktoś potrzebuje, to tu jest toaleta - mówi.

Kilkanaście minut później z sali wychodzi Henryk Pawelec. Spogląda przed siebie i rozkłada ręce. - Proces się skończył. Nie wiem, jaki wyrok. Będę czekał na informacje ze związku - mówi trochę zdezorientowany.

Zaczyna opowiadać. Wymachuje ręką, w której trzyma kilka kartek. - Chcieli, żebym przeprosił i odwołał wszystko. Powiedziałem, że nie mogę. Jestem już za stary, żeby kłamać. Na moją wersję przeprosin nie chcieli się zgodzić.

Patrzy na kartki w ręku. Przypomina sobie: - Złożyłem wniosek o przesłuchanie historyków. Nic z tego. Według nich nie piszą prawdy. Szkalują Armię Krajową. Podobno działają w cudzym interesie.

Wyrok przyszedł z listonoszem

Środa. - Chcieli, żebym przyjechał i odebrał wyrok. Powiedziałem, że nie mogę. Mają wysłać poleconym. Będę czekał - mówi Pawelec.

Czwartek. - Cały czas siedzę w domu. Nie wychodzę. Nie chcę przegapić listonosza. Jeszcze nie przyszedł. Może będzie po południu.

Listonosz przyszedł. Wyrok jest krótki: „Po rozpoznaniu na posiedzeniu w dniu 7 lutego 2012 roku sprawy Henryka Pawelca, członka ŚZŻ AK, obwinionego o to, że w 2011 roku w Chmielniku publicznie nazwał śp. Mariana Sołtysiaka »Barabasza « zbrodniarzem, którego upamiętnienie byłoby zbrodnią. (...) wyklucza Henryka Pawelca ze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej”.

- Cały czas wierzyłem, że będzie inny. Teraz dowiedziałem się, że po 20 latach wolności nie wolno w Polsce mówić prawdy - nie kryje rozżalenia Pawelec. - Nie wiem, co teraz zrobię. Nie wiem, czy się odwołam.

Szabla wisi "Hubala"

Kogo sądzili? Uczestnika wojny obronnej w 1939 r. Żołnierza Armii Krajowej i dowódcę zwiadu konnego w oddziale "Wybranieccy". Powojennego emigranta. - Wróciliśmy z żoną do kraju w 1992 r., kupiliśmy dom w Kielcach - opowiada Pawelec.

W tym domu mieszka do dziś. W salonie ściany zdobią pamiątki z czasów wojny. Same mogłyby opowiedzieć historię Pawelca. - To nie wszystkie. Część oddałem do muzeum. Na górze mam bibliotekę. Szable? Oryginalne. Tu wisi ludwikowska z oddziału "Hubala", Dobrzańskiego Henryka. Dostałem, jak wróciłem z Londynu. "Hubala" widziałem raz. Na wojnie, przez pół godziny - wspomina. - Tam niżej są ostrogi. Nie moje. Angielskie z I wojny światowej.

Sentyment do koni został mu do dziś: - Koniarze są narkomanami. Byłem ostatnim koniokradem. Wtedy była wojna. Miałem naprawdę dobrego konia. To była łączność między pułkami i rozpoznanie. Często od tego zależało życie.

Pokazuje obrazy. W pokoju jest ich wiele: - To marszałek Piłsudski. To ja na koniu. Namalował mój przyjaciel Wasilewski. Tu obok Misiek, mój pies. Towarzysz z czasów wojny.

Henryk Pawelec jest więc miłośnikiem koni i byłym akowcem. Kim jeszcze? Recydywistą! Już raz stanął przed sądem koleżeńskim. 12 lat temu.

Kto był w Londynie?

" Życie-Śmierć-Życie". Spisana rozmowa Henryka Pawelca z dziennikarką Jadwigą Karolczak. Umówili się: "Ty, kapitan Henryk Pawelec, (...) mówisz tylko to, co widziałeś, zgoda?".

Jadwiga Karolczak: - Umowy dotrzymał. Mówił bardzo rzetelnie.

Późna jesień 1999 r., promocja książki. Nic nie zapowiadało burzy. - Jest spotkanie promocyjne. Sala przygotowana specjalnie na to wydarzenie. Scenografię zrobił Adam Wolski. Zadbaliśmy o oprawę muzyczną. Są oczywiście autorzy. Zaprosiliśmy kilku gości, ale wstęp był wolny. Mógł przyjść każdy. I zjawiło się naprawdę sporo osób - opowiada prof. Stanisław Żak, organizator spotkania.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 14 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

  • Wszystko wiedział, dlaczego dopiero teraz powie... wichrowy 17.02.12, 08:19

    Pisał we wspomnieniach ,że codziennie odwiedzał chorego Sołtysiaka w szpitalu w Kielcach a teraz mówił ,że był on zbrodniarzem. Czy to normalne zachowanie? A może wielka manipulacja starcem?»

  • Wszystko wiedział, dlaczego dopiero teraz powie... unklod 17.02.12, 09:06

    Żal mi człowieka, jego głupoty i żenującej próby zwrócenia na siebie uwagi. Jeśli wszyscy wokół niego byli zbrodniarzami to pytam się co ten Pan robił wśród nich?? Szkoda wspominać jego »

  • Historia zrobiła koło. Jak sądzili partyzanta jasio.4 17.02.12, 10:25

    Gdzie się dwóch kłóci, tam trzeci korzysta. Wyjdzie na to, że jedynymi sprawiedliwymi i dzielnymi byli AL-owcy. Prawa wojny są okrutne. Nie dopuszczajmy, by w czasie pokoju też takie »