Historia zrobiła koło. Jak sądzili partyzanta
17.02.2012
, aktualizacja: 17.02.2012 10:24
- Ta sprawa w żadnym wypadku nie powinna trafić do sądu koleżeńskiego. Koledzy mogli porozmawiać między sobą, wymienić poglądy. To jest starcze pieniactwo - mówił w 2000 roku gen. Kazimierz Załęski "Bończa". Gdyby dziś żył, pewnie to samo by powiedział o drugiej sprawie Henryka Pawelca "Andrzeja"
ZOBACZ TAKŻE
- W weekend odwilż. Będzie padać deszcz (17-02-12, 15:52)
- Quiz dla posłów. Kopyciński i Cedzyński oblali na całego (17-02-12, 14:05)
- Pożar domu w Wodzisławiu (17-02-12, 13:15)
- Kompleksowa akcja policji. Eskortowali staruszka do banku (17-02-12, 12:27)
- Zmarł Tadeusz Bartos. Były senator SLD (17-02-12, 11:48)
- Zima jeszcze przytrzyma. Zwierzęta nie czują wiosny (17-02-12, 11:11)
- Stypendia dla uczniów z pasją. Wystarczy mieć pomysł (17-02-12, 10:52)
- Pieśniobranie dla zakochanych. Zaśpiewają w WDK (17-02-12, 10:10)
- Zaginął 24-letni mężczyzna. Policja prosi o pomoc (17-02-12, 09:08)
- Zima na drogach: większość odśnieżona, ale znów pada (17-02-12, 08:16)
- Wicemarszałek Świercz: 2:1 dla pani redaktor (17-02-12, 06:00)
- Jak B. zacznie mówić to dopiero będzie afera! (17-02-12, 06:00)
- Na Sandomierskiej autobusy podjeżdżają hurtem (17-02-12, 05:00)
- Złaz w rocznicę bitwy małogoskiej (16-02-12, 23:00)
- Osiedle jak twierdza. Z zimnej wojny (16-02-12, 23:00)
- Partyzant wyrzucony. Pawelec: Nie można mówić prawdy (09-02-12, 19:32)
7 lutego 2012 r. Wtorek. Za zamkniętymi drzwiami trwa rozprawa przed sądem koleżeńskim kieleckiego okręgu Światowego Związku Żołnierzy AK. Na korytarzu czeka kilka osób. Drzwi się otwierają. Wszyscy patrzą z oczekiwaniem. Pomyłka. Wychodzi Henryk Ziółkowski, wiceprezes okręgu. Ktoś żartuje: - Jak wyszedł, to zaraz się skończy. Tak samo było w zeszłym tygodniu.
Ziółkowski przechodzi obok nas. Po chwili się odwraca. - Zaraz się skończy. Jak ktoś potrzebuje, to tu jest toaleta - mówi.
Kilkanaście minut później z sali wychodzi Henryk Pawelec. Spogląda przed siebie i rozkłada ręce. - Proces się skończył. Nie wiem, jaki wyrok. Będę czekał na informacje ze związku - mówi trochę zdezorientowany.
Zaczyna opowiadać. Wymachuje ręką, w której trzyma kilka kartek. - Chcieli, żebym przeprosił i odwołał wszystko. Powiedziałem, że nie mogę. Jestem już za stary, żeby kłamać. Na moją wersję przeprosin nie chcieli się zgodzić.
Patrzy na kartki w ręku. Przypomina sobie: - Złożyłem wniosek o przesłuchanie historyków. Nic z tego. Według nich nie piszą prawdy. Szkalują Armię Krajową. Podobno działają w cudzym interesie.
Wyrok przyszedł z listonoszem
Środa. - Chcieli, żebym przyjechał i odebrał wyrok. Powiedziałem, że nie mogę. Mają wysłać poleconym. Będę czekał - mówi Pawelec.
Czwartek. - Cały czas siedzę w domu. Nie wychodzę. Nie chcę przegapić listonosza. Jeszcze nie przyszedł. Może będzie po południu.
Listonosz przyszedł. Wyrok jest krótki: „Po rozpoznaniu na posiedzeniu w dniu 7 lutego 2012 roku sprawy Henryka Pawelca, członka ŚZŻ AK, obwinionego o to, że w 2011 roku w Chmielniku publicznie nazwał śp. Mariana Sołtysiaka »Barabasza « zbrodniarzem, którego upamiętnienie byłoby zbrodnią. (...) wyklucza Henryka Pawelca ze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej”.
- Cały czas wierzyłem, że będzie inny. Teraz dowiedziałem się, że po 20 latach wolności nie wolno w Polsce mówić prawdy - nie kryje rozżalenia Pawelec. - Nie wiem, co teraz zrobię. Nie wiem, czy się odwołam.
Szabla wisi "Hubala"
Kogo sądzili? Uczestnika wojny obronnej w 1939 r. Żołnierza Armii Krajowej i dowódcę zwiadu konnego w oddziale "Wybranieccy". Powojennego emigranta. - Wróciliśmy z żoną do kraju w 1992 r., kupiliśmy dom w Kielcach - opowiada Pawelec.
W tym domu mieszka do dziś. W salonie ściany zdobią pamiątki z czasów wojny. Same mogłyby opowiedzieć historię Pawelca. - To nie wszystkie. Część oddałem do muzeum. Na górze mam bibliotekę. Szable? Oryginalne. Tu wisi ludwikowska z oddziału "Hubala", Dobrzańskiego Henryka. Dostałem, jak wróciłem z Londynu. "Hubala" widziałem raz. Na wojnie, przez pół godziny - wspomina. - Tam niżej są ostrogi. Nie moje. Angielskie z I wojny światowej.
Sentyment do koni został mu do dziś: - Koniarze są narkomanami. Byłem ostatnim koniokradem. Wtedy była wojna. Miałem naprawdę dobrego konia. To była łączność między pułkami i rozpoznanie. Często od tego zależało życie.
Pokazuje obrazy. W pokoju jest ich wiele: - To marszałek Piłsudski. To ja na koniu. Namalował mój przyjaciel Wasilewski. Tu obok Misiek, mój pies. Towarzysz z czasów wojny.
Henryk Pawelec jest więc miłośnikiem koni i byłym akowcem. Kim jeszcze? Recydywistą! Już raz stanął przed sądem koleżeńskim. 12 lat temu.
Kto był w Londynie?
" Życie-Śmierć-Życie". Spisana rozmowa Henryka Pawelca z dziennikarką Jadwigą Karolczak. Umówili się: "Ty, kapitan Henryk Pawelec, (...) mówisz tylko to, co widziałeś, zgoda?".
Jadwiga Karolczak: - Umowy dotrzymał. Mówił bardzo rzetelnie.
Późna jesień 1999 r., promocja książki. Nic nie zapowiadało burzy. - Jest spotkanie promocyjne. Sala przygotowana specjalnie na to wydarzenie. Scenografię zrobił Adam Wolski. Zadbaliśmy o oprawę muzyczną. Są oczywiście autorzy. Zaprosiliśmy kilku gości, ale wstęp był wolny. Mógł przyjść każdy. I zjawiło się naprawdę sporo osób - opowiada prof. Stanisław Żak, organizator spotkania.
Ziółkowski przechodzi obok nas. Po chwili się odwraca. - Zaraz się skończy. Jak ktoś potrzebuje, to tu jest toaleta - mówi.
Kilkanaście minut później z sali wychodzi Henryk Pawelec. Spogląda przed siebie i rozkłada ręce. - Proces się skończył. Nie wiem, jaki wyrok. Będę czekał na informacje ze związku - mówi trochę zdezorientowany.
Zaczyna opowiadać. Wymachuje ręką, w której trzyma kilka kartek. - Chcieli, żebym przeprosił i odwołał wszystko. Powiedziałem, że nie mogę. Jestem już za stary, żeby kłamać. Na moją wersję przeprosin nie chcieli się zgodzić.
Patrzy na kartki w ręku. Przypomina sobie: - Złożyłem wniosek o przesłuchanie historyków. Nic z tego. Według nich nie piszą prawdy. Szkalują Armię Krajową. Podobno działają w cudzym interesie.
Wyrok przyszedł z listonoszem
Środa. - Chcieli, żebym przyjechał i odebrał wyrok. Powiedziałem, że nie mogę. Mają wysłać poleconym. Będę czekał - mówi Pawelec.
Czwartek. - Cały czas siedzę w domu. Nie wychodzę. Nie chcę przegapić listonosza. Jeszcze nie przyszedł. Może będzie po południu.
Listonosz przyszedł. Wyrok jest krótki: „Po rozpoznaniu na posiedzeniu w dniu 7 lutego 2012 roku sprawy Henryka Pawelca, członka ŚZŻ AK, obwinionego o to, że w 2011 roku w Chmielniku publicznie nazwał śp. Mariana Sołtysiaka »Barabasza « zbrodniarzem, którego upamiętnienie byłoby zbrodnią. (...) wyklucza Henryka Pawelca ze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej”.
- Cały czas wierzyłem, że będzie inny. Teraz dowiedziałem się, że po 20 latach wolności nie wolno w Polsce mówić prawdy - nie kryje rozżalenia Pawelec. - Nie wiem, co teraz zrobię. Nie wiem, czy się odwołam.
Szabla wisi "Hubala"
Kogo sądzili? Uczestnika wojny obronnej w 1939 r. Żołnierza Armii Krajowej i dowódcę zwiadu konnego w oddziale "Wybranieccy". Powojennego emigranta. - Wróciliśmy z żoną do kraju w 1992 r., kupiliśmy dom w Kielcach - opowiada Pawelec.
W tym domu mieszka do dziś. W salonie ściany zdobią pamiątki z czasów wojny. Same mogłyby opowiedzieć historię Pawelca. - To nie wszystkie. Część oddałem do muzeum. Na górze mam bibliotekę. Szable? Oryginalne. Tu wisi ludwikowska z oddziału "Hubala", Dobrzańskiego Henryka. Dostałem, jak wróciłem z Londynu. "Hubala" widziałem raz. Na wojnie, przez pół godziny - wspomina. - Tam niżej są ostrogi. Nie moje. Angielskie z I wojny światowej.
Sentyment do koni został mu do dziś: - Koniarze są narkomanami. Byłem ostatnim koniokradem. Wtedy była wojna. Miałem naprawdę dobrego konia. To była łączność między pułkami i rozpoznanie. Często od tego zależało życie.
Pokazuje obrazy. W pokoju jest ich wiele: - To marszałek Piłsudski. To ja na koniu. Namalował mój przyjaciel Wasilewski. Tu obok Misiek, mój pies. Towarzysz z czasów wojny.
Henryk Pawelec jest więc miłośnikiem koni i byłym akowcem. Kim jeszcze? Recydywistą! Już raz stanął przed sądem koleżeńskim. 12 lat temu.
Kto był w Londynie?
" Życie-Śmierć-Życie". Spisana rozmowa Henryka Pawelca z dziennikarką Jadwigą Karolczak. Umówili się: "Ty, kapitan Henryk Pawelec, (...) mówisz tylko to, co widziałeś, zgoda?".
Jadwiga Karolczak: - Umowy dotrzymał. Mówił bardzo rzetelnie.
Późna jesień 1999 r., promocja książki. Nic nie zapowiadało burzy. - Jest spotkanie promocyjne. Sala przygotowana specjalnie na to wydarzenie. Scenografię zrobił Adam Wolski. Zadbaliśmy o oprawę muzyczną. Są oczywiście autorzy. Zaprosiliśmy kilku gości, ale wstęp był wolny. Mógł przyjść każdy. I zjawiło się naprawdę sporo osób - opowiada prof. Stanisław Żak, organizator spotkania.
1
2
następne »
- 14 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Wszystko wiedział, dlaczego dopiero teraz powie...
wichrowy
17.02.12, 08:19
Pisał we wspomnieniach ,że codziennie odwiedzał chorego Sołtysiaka w szpitalu w Kielcach a teraz mówił ,że był on zbrodniarzem. Czy to normalne zachowanie? A może wielka manipulacja starcem?»
-
Wszystko wiedział, dlaczego dopiero teraz powie...
unklod
17.02.12, 09:06
Żal mi człowieka, jego głupoty i żenującej próby zwrócenia na siebie uwagi. Jeśli wszyscy wokół niego byli zbrodniarzami to pytam się co ten Pan robił wśród nich?? Szkoda wspominać jego »
-
Historia zrobiła koło. Jak sądzili partyzanta
jasio.4
17.02.12, 10:25
Gdzie się dwóch kłóci, tam trzeci korzysta. Wyjdzie na to, że jedynymi sprawiedliwymi i dzielnymi byli AL-owcy. Prawa wojny są okrutne. Nie dopuszczajmy, by w czasie pokoju też takie »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
