Niespotykane. Prokurator zapomniał o rozprawie?

Agnieszka Drabikowska
2010-01-15 , aktualizacja: 14.01.2010 18:52
A A A Drukuj
- Takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko - przyznaje zaskoczony rzecznik Sądu Okregowego w Kielcach. Czwartkowa sprawa byłego wiceszefa policji w Kazimierzy Wielkiej spadła z wokandy buskiego sądu, bo nie stawił się...prokurator
Do Sądu Rejonowego w Busku-Zdroju przyszli świadkowie, wśród nich nawet schorowany ostatnio sprawca całego zamieszania starosta kazimierski Jan Nowak. Miała się tam odbyć druga rozprawa w procesie byłego wicekomendanta policji w Kazimierzy Wielkiej Waldemara Sz. Zabrakło jednak oskarżyciela. Po krótkiej przerwie sędzia poinformował, że prokurator jest... na urlopie. I odroczył sprawę do lutego.

- Nieobecność prokuratora na rozprawie to bardzo rzadkie, sporadyczne sytuacje. Oczywiście nie powinny mieć miejsca - komentuje Marcin Chałoński, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach.

Śledczy, który nie stawił się wczoraj w buskim sądzie pracuje to w prokuraturze Kielce-Wschód. To w niej toczyło się postępowanie dotyczące kazimierskiego wicekomendanta.

Kielecka prokuratura próbowała ratować wczorajszy proces. Deklarowała, że inny jest w stanie w ciągu niepełna godziny dotrzeć do Buska-Zdroju. Sąd nie skorzystał jednak z tej propozycji ze względu na inne sprawy czekające na wokandzie.

- Wiem o tym fakcie i będę wyjaśniał dlaczego doszło do takiej sytuacji. Jeśli okaże się, że były uchybienia czy to ze strony sekretariatu, czy też samego prokuratora, osoby te poniosą konsekwencje - podkreśla Piotr Gładysiewicz, szef prokuratury Kielce-Wschód.

W konsekwencji ciąg dalszy procesu Waldemara Sz. odbędzie się 9 lutego. Były wicekomendant jest oskarżony o przekroczenie uprawnień podczas głośnego zatrzymania starosty kazimierskiego Jana Nowaka.

Zdaniem prokuratury uniemożliwił on policjantom z drogówki wykonanie czynności służbowych. Konkretnie chodzi o zrobienie staroście badań na trzeźwość. Było to konieczne, bo Jan Nowak odmówił dmuchania w alkomat, więc przewieziono go na komendę w Kazimierzy, a stamtąd miał trafić na badania krwi. Ale Waldemar S. zaprosił starostę do gabinetu i wyprosił policjantów z drogówki. Nowaka udało się zabrać do szpitala dopiero gdy do Kazimierzy przyjechał Jarosława Kopciary, naczelnika drogówki z komendy wojewódzkiej.

Sz. do winy się nie przyznaje, przed sądem tłumaczył się, że sam chciał zbadać starostę alkomatem i miał na to zgodę zastępcy komendanta wojewódzkiego. Co innego twierdzą jednak policjanci. - Jego zachowanie wskazywało, że będzie chciał "ukręcić sprawie łeb" - zeznawał jeden z nich.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy