Niespotykane. Prokurator zapomniał o rozprawie?
2010-01-15
, aktualizacja: 14.01.2010 18:52
- Takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko - przyznaje zaskoczony rzecznik Sądu Okregowego w Kielcach. Czwartkowa sprawa byłego wiceszefa policji w Kazimierzy Wielkiej spadła z wokandy buskiego sądu, bo nie stawił się...prokurator
ZOBACZ TAKŻE
- Sondaż wyborczy "Gazety". Obecni prezydenci górą (15-01-10, 10:00)
- Związki zawodowe domagają się podwyżek. Bo kryzys już minął (15-01-10, 08:00)
- Film odnaleziony w Estonii jest już w internecie (15-01-10, 02:00)
- Tetrapod spadł nam z nieba. Teraz to wykorzystamy (14-01-10, 18:58)
- Tragiczne skutki drobnego incydentu. Sąd wydał wyrok (14-01-10, 18:54)
SERWISY
Do Sądu Rejonowego w Busku-Zdroju przyszli świadkowie, wśród nich nawet schorowany ostatnio sprawca całego zamieszania starosta kazimierski Jan Nowak. Miała się tam odbyć druga rozprawa w procesie byłego wicekomendanta policji w Kazimierzy Wielkiej Waldemara Sz. Zabrakło jednak oskarżyciela. Po krótkiej przerwie sędzia poinformował, że prokurator jest... na urlopie. I odroczył sprawę do lutego.
- Nieobecność prokuratora na rozprawie to bardzo rzadkie, sporadyczne sytuacje. Oczywiście nie powinny mieć miejsca - komentuje Marcin Chałoński, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach.
Śledczy, który nie stawił się wczoraj w buskim sądzie pracuje to w prokuraturze Kielce-Wschód. To w niej toczyło się postępowanie dotyczące kazimierskiego wicekomendanta.
Kielecka prokuratura próbowała ratować wczorajszy proces. Deklarowała, że inny jest w stanie w ciągu niepełna godziny dotrzeć do Buska-Zdroju. Sąd nie skorzystał jednak z tej propozycji ze względu na inne sprawy czekające na wokandzie.
- Wiem o tym fakcie i będę wyjaśniał dlaczego doszło do takiej sytuacji. Jeśli okaże się, że były uchybienia czy to ze strony sekretariatu, czy też samego prokuratora, osoby te poniosą konsekwencje - podkreśla Piotr Gładysiewicz, szef prokuratury Kielce-Wschód.
W konsekwencji ciąg dalszy procesu Waldemara Sz. odbędzie się 9 lutego. Były wicekomendant jest oskarżony o przekroczenie uprawnień podczas głośnego zatrzymania starosty kazimierskiego Jana Nowaka.
Zdaniem prokuratury uniemożliwił on policjantom z drogówki wykonanie czynności służbowych. Konkretnie chodzi o zrobienie staroście badań na trzeźwość. Było to konieczne, bo Jan Nowak odmówił dmuchania w alkomat, więc przewieziono go na komendę w Kazimierzy, a stamtąd miał trafić na badania krwi. Ale Waldemar S. zaprosił starostę do gabinetu i wyprosił policjantów z drogówki. Nowaka udało się zabrać do szpitala dopiero gdy do Kazimierzy przyjechał Jarosława Kopciary, naczelnika drogówki z komendy wojewódzkiej.
Sz. do winy się nie przyznaje, przed sądem tłumaczył się, że sam chciał zbadać starostę alkomatem i miał na to zgodę zastępcy komendanta wojewódzkiego. Co innego twierdzą jednak policjanci. - Jego zachowanie wskazywało, że będzie chciał "ukręcić sprawie łeb" - zeznawał jeden z nich.
- Nieobecność prokuratora na rozprawie to bardzo rzadkie, sporadyczne sytuacje. Oczywiście nie powinny mieć miejsca - komentuje Marcin Chałoński, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach.
Śledczy, który nie stawił się wczoraj w buskim sądzie pracuje to w prokuraturze Kielce-Wschód. To w niej toczyło się postępowanie dotyczące kazimierskiego wicekomendanta.
Kielecka prokuratura próbowała ratować wczorajszy proces. Deklarowała, że inny jest w stanie w ciągu niepełna godziny dotrzeć do Buska-Zdroju. Sąd nie skorzystał jednak z tej propozycji ze względu na inne sprawy czekające na wokandzie.
- Wiem o tym fakcie i będę wyjaśniał dlaczego doszło do takiej sytuacji. Jeśli okaże się, że były uchybienia czy to ze strony sekretariatu, czy też samego prokuratora, osoby te poniosą konsekwencje - podkreśla Piotr Gładysiewicz, szef prokuratury Kielce-Wschód.
W konsekwencji ciąg dalszy procesu Waldemara Sz. odbędzie się 9 lutego. Były wicekomendant jest oskarżony o przekroczenie uprawnień podczas głośnego zatrzymania starosty kazimierskiego Jana Nowaka.
Zdaniem prokuratury uniemożliwił on policjantom z drogówki wykonanie czynności służbowych. Konkretnie chodzi o zrobienie staroście badań na trzeźwość. Było to konieczne, bo Jan Nowak odmówił dmuchania w alkomat, więc przewieziono go na komendę w Kazimierzy, a stamtąd miał trafić na badania krwi. Ale Waldemar S. zaprosił starostę do gabinetu i wyprosił policjantów z drogówki. Nowaka udało się zabrać do szpitala dopiero gdy do Kazimierzy przyjechał Jarosława Kopciary, naczelnika drogówki z komendy wojewódzkiej.
Sz. do winy się nie przyznaje, przed sądem tłumaczył się, że sam chciał zbadać starostę alkomatem i miał na to zgodę zastępcy komendanta wojewódzkiego. Co innego twierdzą jednak policjanci. - Jego zachowanie wskazywało, że będzie chciał "ukręcić sprawie łeb" - zeznawał jeden z nich.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień



