Polski tryumf, świętokrzyska moc. Wyswatali króla i podglądali
15.03.2010
, aktualizacja: 14.03.2010 18:45
Nie byłoby grunwaldzkiej wiktorii, gdyby królem Polski nie został Władysław Jagiełło. A o to, by przyjął chrzest, poślubił królową Jadwigę i otrzymał polską koronę, gorąco zabiegali nasi przodkowie. Metodami nie tylko dyplomatycznymi.
ZOBACZ TAKŻE
- Polski tryumf, świętokrzyska moc. Bez zbroi i broni odważył się stanąć do boju (24-05-10, 10:00)
- Polski tryumf, świętokrzyska moc. Za nic sobie względy króla węgierskiego mieli (25-04-10, 20:00)
- Cykl "Gazety": Uderzali na wroga i wracali cało (22-03-10, 11:29)
- Biznesmen spod Kielc nie ukrył się nawet na krańcu świata (15-03-10, 09:00)
- Kryzys mija, można domykać kielecki deptak (15-03-10, 08:00)
- Grunwald. Polski tryumf, świętokrzyska moc. Most do zwycięstwa (08-03-10, 10:30)
- Mieczem nie wojował, ale uciekinierów zawracał (01-03-10, 12:00)
- Hucznie uczcimy grunwaldzką wiktorię (24-02-10, 10:00)
- Grunwald. Ta bitwa ciągle trwa (22-02-10, 23:00)
- Jak nasi pod Grunwaldem zwyciężali (22-02-10, 09:00)
SERWISY
Zanim jednak Polska z Litwą połączyły swe siły przeciwko Krzyżakom, często między sobą krew przelewały. Litwini czynili wypady na ziemie polskie, docierając także za Wisłę. Tylko w latach 1350-85 takich najazdów nasi przodkowie doświadczyli przynajmniej cztery. Ksiądz Jan Wiśniewski w "Dekanacie opatowskim" podaje nawet, że w 1385 roku to sam książe Jagiełło najechał okolice Opatowa "grabiąc klasztory i dwory, lud uprowadzając do niewoli". W "Dziejach regionu świętokrzyskiego od X do końca XVIII wieku" (Warszawa-Kielce 2004) czytamy, że to mało prawdopodobne, bo już wtedy zabiegał przecież o tron polski.
Michał Starzyk w ksiażce "Moje spojrzenie na dzieje Zawichostu" podaje, że w 1384 roku Litwini, wśród których był Jagiełło, dotarli na prawy brzeg Wisły pod tym miastem. I przeprawili się przez rzekę, zdobywając zamek i łupiąc miasto. Dwa lata później na tym samym zamku Mikołaj Bogoria, ówczesny kasztelan zawichojski, a później wiślicki miał podejmować Jagiełłę w drodze do Krakowa po koronę i rękę Jadwigi. U Jana Długosza czytamy, że Mikołaj Bogoria towarzyszył posłom Jagiełły udającym się prosić o rękę Jadwigi jej matkę Ludwikę Węgierską, "żeby sprawę szybciej załatwić". Przekonywali, że zaślubiny córki z Jagiełłą przyniosą "ogromne korzyści chrześcijaństwu i Królestwu Polskiemu" i uzyskali pozytywną odpowiedź.
Gdy trwały dyplomatyczne zabiegi o doprowadzenie do ślubu Jagiełły z Jadwigą, do Krakowa przybył z Austrii książę Wilhelm z dynastii Habsburgów, "w celu dopełnienia małżeństwa z przyrzeczoną mu za żonę królową". Stało się to, gdy Jadwiga liczyła zaledwie kilka wiosen. W momencie przyjazdu Wilhelma miała lat najwyżej 12, ale była już królową. Jak czytamy u Długosza, chciała wypełnić wolę ojca, nieżyjącego już króla Ludwika, "a ujęta nadto zaletami zacnego młodzieńca, gorąco pragnęła poślubić raczej tego, którego dobrze znała, niż nieznanego i nigdy nie widzianego barbarzyńcę, o którym z udzielanych jej przez pewnych ludzi fałszywych informacji nabrała przekonania, że jest nie tylko z obyczajów, ale i z urody, i sposobu zachowania nieokrzesanym dzikusem".
Przybycie Wilhelma sprawiło więc niemałe kłopoty i przykrości tym polskim panom, którzy dążyli do osadzenia na tronie Jagiełły, a zwłaszcza Dobiesławowi z Kurozwęk, ówczesnemu kasztelanowi krakowskiemu, a wcześniej podkomorzemu sandomierskiemu i kasztelanowi wiślickiemu. Jako zarządzający zamkiem królewskim zabronił bezwględnie wstępu Wilhelmowi. A gdy mimo to udało mu się wejść na zamek, został wypędzony. Według Długosza, Jadwiga chciała iść do niego, usiłowała nawet toporem wrota zamkowe wyważyć, ale w końcu zaniechała tego na skutek próśb Dymitra z Goraja. Ten ówczesny podskarbi, a później marszałek koronny ożenił się z Beatą z Bożego Daru (dziś Bożydar koło Dwikóz). Tam spędził ostatnie lata życia, a spoczął w kościele franciszkańskim w Zawichoście. Jagielle przysłużył się nie tylko przekonywaniem Jadwigi. Przyszły król wysłał go z Sandomierza do państwa krzyżackiego, aby zaprosił wielkiego mistrza do Krakowa na jego chrzest, ślub i koronację. Chciał nawet, by mistrz był mu ojcem chrzestnym. Nic z tych pokojowych gestów nie wyszło. Jagiełło 12 lutego 1386 roku wyruszył z Sandomierza do Krakowa.
Tymczasem Jadwiga zanim na własne oczy ujrzała przyszłego małżonka, postanowiła wysłać do niego zaufanego dworzanina Zawiszę z Oleśnicy, późniejszego podsędka ziemskiego sandomierskiego, by "go oglądnął, jego urodę i postawę", wrócił szybko i opowiedział, co widział. Jagiełło wiedział w jakim charakterze Zawisza przybywa i "żeby lepiej zabaczył nie tylko jego postać, ale i poszczególne kształty jego ciała, poprowadził go ze sobą do łaźni". Efekt był taki, że posłaniec po powrocie uspokoił królową, że będzie miała męża o zgrabnej i kształtnej sylwetce, dobrze zbudowanym ciele, twarzy bez żadnej szpetoty, a ponadto poważnych i godnych księcia obyczajów.
Gdy już chrzest, zaślubiny i koronacja się dokonała, już jako Władysław wyruszył Jagiełło ochrzcić swoich rodaków na Litwę. Prócz sandomierzanina Mikołaja Trąby, wówczas młodego księdza, później swojego głównego doradcy i arcybiskupa (pisaliśmy o nim przed dwoma tygodniami) zabrał ze sobą także rycerzy z naszego regionu: Mikołaja z Ossolina, Zaklikę z Międzygórza i Klemensa z Moskorzewa. Ten ostatni, podkanclerzy koronny, kasztelan wiślicki w latach 1405 - 1408, w jego imieniu sprawował później rządy na zamku wileńskim. Po nim przejął je Jaśko z Oleśnicy, syn Zbigniewa i Małgorzaty z Kurozwęk. To on 19 lat przed Grunwaldem rozgromił idących na Wilno Krzyżaków i sprzymierzonego wówczas z nimi księcia Witolda.
Mężowie z naszego regionu wspierali też Jagiełłę po śmierci Jadwigi. Król myślał wówczas nawet o zrzeczeniu się korony polskiej, ale skutecznie mu to wyperswadowali. I doprowadzili do ożenku z Anną, wnuczką króla Kazimierza Wielkiego. Wśród swatów do niej wysłanych byli m.in. Iwan z Obiechowa i Hinczka z Rogowa, którzy szybko małżeństwo uzgodnili. Król potem wprawdzie długo gniewał się na nich, bo "dziewica wydawała mu się za mało urodziwa", ale ostatecznie zgodził się na zaślubiny. I nie myślał już o powrocie na Litwę, ale o rozprawie z Krzyżakami.
Cytaty w tekście za: Jana Długosza "Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego", księga dziesiąta 1370-1405, Warszawa 1981
Polski tryumf, świętokrzyska moc, czyli jak zwyciężaliśmy pod Grunwaldem
Do tego, że Krzyżacy pod Grunwaldem dostali łupnia, walnie przyczynili się zbrojni i duchowni mężowie z naszego regionu. W każdy poniedziałek piszemy o postaciach i wydarzeniach, które wiążą się z tym zwycięstwem. Przypomnimy, że nasz region to była potęga Rzeczypospolitej, nie żadna tam biedna Polska Wschodnia czy Polska B, jak dziś. W następnym odcinku o tym, jak nasi rycerze bili Krzyżaków przed Grunwaldem. Co będzie w kolejnych, zależy także od Państwa. Jeśli chcecie wskazać na postacie, godne upamiętnienia fakty i pamiątki związane z grunwaldzką wiktorią, zapraszamy do współpracy - tel. 041 24 98 201, e-mail: janusz.kedracki@kielce.agora.pl. Otwieramy także nasze łamy da tych, którzy sami chcieliby opisać "świętokrzyskie grunwaldzkie historie". Najciekawsze propozycje i opisy nagrodzimy historycznymi, i nie tylko, upominkami. Pierwsza nagroda to cyfrowy aparat fotograficzny.
Michał Starzyk w ksiażce "Moje spojrzenie na dzieje Zawichostu" podaje, że w 1384 roku Litwini, wśród których był Jagiełło, dotarli na prawy brzeg Wisły pod tym miastem. I przeprawili się przez rzekę, zdobywając zamek i łupiąc miasto. Dwa lata później na tym samym zamku Mikołaj Bogoria, ówczesny kasztelan zawichojski, a później wiślicki miał podejmować Jagiełłę w drodze do Krakowa po koronę i rękę Jadwigi. U Jana Długosza czytamy, że Mikołaj Bogoria towarzyszył posłom Jagiełły udającym się prosić o rękę Jadwigi jej matkę Ludwikę Węgierską, "żeby sprawę szybciej załatwić". Przekonywali, że zaślubiny córki z Jagiełłą przyniosą "ogromne korzyści chrześcijaństwu i Królestwu Polskiemu" i uzyskali pozytywną odpowiedź.
Gdy trwały dyplomatyczne zabiegi o doprowadzenie do ślubu Jagiełły z Jadwigą, do Krakowa przybył z Austrii książę Wilhelm z dynastii Habsburgów, "w celu dopełnienia małżeństwa z przyrzeczoną mu za żonę królową". Stało się to, gdy Jadwiga liczyła zaledwie kilka wiosen. W momencie przyjazdu Wilhelma miała lat najwyżej 12, ale była już królową. Jak czytamy u Długosza, chciała wypełnić wolę ojca, nieżyjącego już króla Ludwika, "a ujęta nadto zaletami zacnego młodzieńca, gorąco pragnęła poślubić raczej tego, którego dobrze znała, niż nieznanego i nigdy nie widzianego barbarzyńcę, o którym z udzielanych jej przez pewnych ludzi fałszywych informacji nabrała przekonania, że jest nie tylko z obyczajów, ale i z urody, i sposobu zachowania nieokrzesanym dzikusem".
Przybycie Wilhelma sprawiło więc niemałe kłopoty i przykrości tym polskim panom, którzy dążyli do osadzenia na tronie Jagiełły, a zwłaszcza Dobiesławowi z Kurozwęk, ówczesnemu kasztelanowi krakowskiemu, a wcześniej podkomorzemu sandomierskiemu i kasztelanowi wiślickiemu. Jako zarządzający zamkiem królewskim zabronił bezwględnie wstępu Wilhelmowi. A gdy mimo to udało mu się wejść na zamek, został wypędzony. Według Długosza, Jadwiga chciała iść do niego, usiłowała nawet toporem wrota zamkowe wyważyć, ale w końcu zaniechała tego na skutek próśb Dymitra z Goraja. Ten ówczesny podskarbi, a później marszałek koronny ożenił się z Beatą z Bożego Daru (dziś Bożydar koło Dwikóz). Tam spędził ostatnie lata życia, a spoczął w kościele franciszkańskim w Zawichoście. Jagielle przysłużył się nie tylko przekonywaniem Jadwigi. Przyszły król wysłał go z Sandomierza do państwa krzyżackiego, aby zaprosił wielkiego mistrza do Krakowa na jego chrzest, ślub i koronację. Chciał nawet, by mistrz był mu ojcem chrzestnym. Nic z tych pokojowych gestów nie wyszło. Jagiełło 12 lutego 1386 roku wyruszył z Sandomierza do Krakowa.
Tymczasem Jadwiga zanim na własne oczy ujrzała przyszłego małżonka, postanowiła wysłać do niego zaufanego dworzanina Zawiszę z Oleśnicy, późniejszego podsędka ziemskiego sandomierskiego, by "go oglądnął, jego urodę i postawę", wrócił szybko i opowiedział, co widział. Jagiełło wiedział w jakim charakterze Zawisza przybywa i "żeby lepiej zabaczył nie tylko jego postać, ale i poszczególne kształty jego ciała, poprowadził go ze sobą do łaźni". Efekt był taki, że posłaniec po powrocie uspokoił królową, że będzie miała męża o zgrabnej i kształtnej sylwetce, dobrze zbudowanym ciele, twarzy bez żadnej szpetoty, a ponadto poważnych i godnych księcia obyczajów.
Gdy już chrzest, zaślubiny i koronacja się dokonała, już jako Władysław wyruszył Jagiełło ochrzcić swoich rodaków na Litwę. Prócz sandomierzanina Mikołaja Trąby, wówczas młodego księdza, później swojego głównego doradcy i arcybiskupa (pisaliśmy o nim przed dwoma tygodniami) zabrał ze sobą także rycerzy z naszego regionu: Mikołaja z Ossolina, Zaklikę z Międzygórza i Klemensa z Moskorzewa. Ten ostatni, podkanclerzy koronny, kasztelan wiślicki w latach 1405 - 1408, w jego imieniu sprawował później rządy na zamku wileńskim. Po nim przejął je Jaśko z Oleśnicy, syn Zbigniewa i Małgorzaty z Kurozwęk. To on 19 lat przed Grunwaldem rozgromił idących na Wilno Krzyżaków i sprzymierzonego wówczas z nimi księcia Witolda.
Mężowie z naszego regionu wspierali też Jagiełłę po śmierci Jadwigi. Król myślał wówczas nawet o zrzeczeniu się korony polskiej, ale skutecznie mu to wyperswadowali. I doprowadzili do ożenku z Anną, wnuczką króla Kazimierza Wielkiego. Wśród swatów do niej wysłanych byli m.in. Iwan z Obiechowa i Hinczka z Rogowa, którzy szybko małżeństwo uzgodnili. Król potem wprawdzie długo gniewał się na nich, bo "dziewica wydawała mu się za mało urodziwa", ale ostatecznie zgodził się na zaślubiny. I nie myślał już o powrocie na Litwę, ale o rozprawie z Krzyżakami.
Cytaty w tekście za: Jana Długosza "Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego", księga dziesiąta 1370-1405, Warszawa 1981
Polski tryumf, świętokrzyska moc, czyli jak zwyciężaliśmy pod Grunwaldem
Do tego, że Krzyżacy pod Grunwaldem dostali łupnia, walnie przyczynili się zbrojni i duchowni mężowie z naszego regionu. W każdy poniedziałek piszemy o postaciach i wydarzeniach, które wiążą się z tym zwycięstwem. Przypomnimy, że nasz region to była potęga Rzeczypospolitej, nie żadna tam biedna Polska Wschodnia czy Polska B, jak dziś. W następnym odcinku o tym, jak nasi rycerze bili Krzyżaków przed Grunwaldem. Co będzie w kolejnych, zależy także od Państwa. Jeśli chcecie wskazać na postacie, godne upamiętnienia fakty i pamiątki związane z grunwaldzką wiktorią, zapraszamy do współpracy - tel. 041 24 98 201, e-mail: janusz.kedracki@kielce.agora.pl. Otwieramy także nasze łamy da tych, którzy sami chcieliby opisać "świętokrzyskie grunwaldzkie historie". Najciekawsze propozycje i opisy nagrodzimy historycznymi, i nie tylko, upominkami. Pierwsza nagroda to cyfrowy aparat fotograficzny.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień





