Bulwersujące fakty. Cała prawda o kieleckim schronisku
06.10.2010
, aktualizacja: 06.10.2010 08:54
Bulwersujące fakty z kieleckiego schroniska dla zwierząt. Niespodziewana kontrola potwierdziła we wtorek zarzuty "Gazety", że psy są tam traktowane skandalicznie. A oficjalne wypowiedzi władz nadzorujących schronisko w Dyminach mają się nijak do panujących w nim warunków.
Konferencję poświęconą sytuacji w schronisku w Dyminach zorganizowali wczoraj członkowie Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Kielcach. W urzędzie wojewódzkim spotkali się m.in. z parlamentarzystami Pawłem Suskim, Konstantym Miodowiczem oraz zajmującą się sprawami zwierząt Kariną Schwerzler z Kancelarii Prezydenta RP i Bożeną Kizińską, szefową biura europosłanki Joanny Senyszyn.
Tuż po spotkaniu grupa parlamentarzystów postanowiła pojechać do Dymin, by zobaczyć, w jakich warunkach trzyma się tam psy i koty. - Zarzuty stawiane przez działaczki TOZ są słuszne. Nie wierzyliśmy, że to może się dziać. Na naszych oczach w klatce z kilkoma innymi psami jedna z suk zaczęła rodzić. To niewyobrażalne. Wystarczy znać podstawowe zachowania zwierząt, by wiedzieć, że to zagrożenie dla niej i dla szczeniaków, które mogą zostać zagryzione przez inne psy - opowiadał nam wzburzony Grzegorz Świercz, pełnomocnik wojewody świętokrzyskiej ds. służby zdrowia.
Powiadomiono wojewódzkiego lekarza weterynarii, na miejsce przyjechał też powiatowy lekarz weterynarii, który wezwał weterynarza zajmującego się psami w schronisku. - Lekarz nie miał przygotowanego boksu, do którego sukę można byłoby spokojnie przenieść. Widać, że nie miał żadnej wiedzy i informacji o tym, że są tu zwierzęta, które będą wymagały pomocy - opisuje Świercz. Dodaje, że około 10 suk jest w takim stanie, że w ciągu doby mogą zacząć rodzić. Wszystkie są w boksach z innymi zwierzętami.
Mało tego, w klatkach znaleziono wygłodzone psy. - Jeden z nich już zdychał. Panie z TOZ wzięły go na taczki i zabrały do lekarza weterynarii. Drugiego, sama skóra i kości, wzięła jedna z kobiet z towarzystwa - relacjonuje Świercz. Niedługo potem pies zdechł. - 30 lat zajmuję się opieką nad zwierzętami, ale tak wygłodzonych psów nigdy nie widziałam - mówiła oburzona Schwerzler.
Działacze TOZ wezwali policję. Po przyjeździe funkcjonariuszy okazało się, że brakuje kluczy do niektórych pomieszczeń.
- Co jest za tymi drzwiami? - dopytywała działaczka TOZ.
- Kotłownia - odparła pracownica schroniska.
Po dwóch godzinach otworzyła drzwi. Z kotłowni dobiegł pisk szczeniąt, były tam zamknięte z suką. Okazało się, że jedno szczenię, mniej więcej czterotygodniowe, nie było z tego miotu i suka nie dopuszczała go do siebie. Zgłodniałym szczeniaczkiem zajęli się pracownicy TOZ.
- Dlaczego pani kłamała? Dlaczego nie powiedziała o tych zwierzętach? - dopytywały się kobiety.
- Bo ktoś je miał dzisiaj zabrać - tłumaczyła.
Zastrzeżenia miał wojewódzki lekarz weterynarii Bogdan Konopka. - Nie zastosowano się do naszych zaleceń z poprzedniej kontroli. Pisaliśmy m.in., że szczeniące się suki mają być w osobnych boksach - powiedział nam Konopka. Potwierdził też obawy Świercza. - W przepełnionym schronisku - a tu zamiast maksymalnie 150 jest ponad 200 zwierząt - gdy psy dostają karmę w jednym korycie, niektóre mogą nie wywalczyć jedzenia - stwierdził Konopka.
Niespodziewani goście wzięli sprawy w swoje ręce. Poseł Miodowicz zabrał małego kota, a panie z TOZ trzy psy.
Prezydent Kielc Wojciech Lubawski obiecuje po raz kolejny zająć się sprawą. - Nie mam bezpośredniego nadzoru na tym schroniskiem, ale w tej sytuacji muszę jeszcze raz porozmawiać z wiceprezydentem Czesławem Gruszewskim i prezesem Soleckim [Krzysztof Solecki, prezes Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych, któremu podlega schronisko - przyp. red.], aby wyjaśnić te sprawy - powiedział Lubawski po wysłuchaniu relacji z wizyty w schronisku. - Jeżeli są tam wygłodzone psy, to trzeba wyjaśnić, czy takie do nas nie trafiły - dodał prezydent.
Dwa tygodnie temu "Gazeta" ujawniła nieprawidłowości w schronisku w Dyminach, m.in. usypianie psów bez uzasadnienia, dużą liczbę zwierząt, które się zagryzły, brak współpracy z wolontariuszami. Prezydent Lubawski zapowiedział zmiany. Z niektórych zapowiedzi wycofał się jednak w ostatni poniedziałek, uznał np., że wolontariusze nie mogą jednak pomagać w schronisku, choć to rozwiązanie cieszy się powodzeniem w całej Polsce.
joanna.gergont@kielce.agora.pl
ziemowit.nowak@kielce.agora.pl
Dość kręcenia! Komentarz
Świat zza stołu konferencji prasowej wygląda często inaczej niż ten prawdziwy. Przekonałem się o tym wczoraj, obserwując niezapowiedzianą kontrolę w schronisku w Dyminach. Już nie wierzę w zapewnienia prezesa PUK Krzysztofa Soleckiego, że tylko byle jak prowadzona dokumentacja jest problemem. To nie źle wypełnione papiery, Panie Prezesie, zastałem za zamkniętymi drzwiami kotłowni, ale sukę ze szczeniętami. To nie rubryczka w sprawozdaniu została niedokładnie wypełniona, ale wygłodzony pies zdechł na oczach kontrolujących. Najwyższy czas na drastyczne, konkretne kroki, a nie udawanie, że nic się nie stało. A jeśli ktoś tego nie rozumie, to nie ma prawa zarządzać schroniskiem.
Tuż po spotkaniu grupa parlamentarzystów postanowiła pojechać do Dymin, by zobaczyć, w jakich warunkach trzyma się tam psy i koty. - Zarzuty stawiane przez działaczki TOZ są słuszne. Nie wierzyliśmy, że to może się dziać. Na naszych oczach w klatce z kilkoma innymi psami jedna z suk zaczęła rodzić. To niewyobrażalne. Wystarczy znać podstawowe zachowania zwierząt, by wiedzieć, że to zagrożenie dla niej i dla szczeniaków, które mogą zostać zagryzione przez inne psy - opowiadał nam wzburzony Grzegorz Świercz, pełnomocnik wojewody świętokrzyskiej ds. służby zdrowia.
Powiadomiono wojewódzkiego lekarza weterynarii, na miejsce przyjechał też powiatowy lekarz weterynarii, który wezwał weterynarza zajmującego się psami w schronisku. - Lekarz nie miał przygotowanego boksu, do którego sukę można byłoby spokojnie przenieść. Widać, że nie miał żadnej wiedzy i informacji o tym, że są tu zwierzęta, które będą wymagały pomocy - opisuje Świercz. Dodaje, że około 10 suk jest w takim stanie, że w ciągu doby mogą zacząć rodzić. Wszystkie są w boksach z innymi zwierzętami.
Mało tego, w klatkach znaleziono wygłodzone psy. - Jeden z nich już zdychał. Panie z TOZ wzięły go na taczki i zabrały do lekarza weterynarii. Drugiego, sama skóra i kości, wzięła jedna z kobiet z towarzystwa - relacjonuje Świercz. Niedługo potem pies zdechł. - 30 lat zajmuję się opieką nad zwierzętami, ale tak wygłodzonych psów nigdy nie widziałam - mówiła oburzona Schwerzler.
Działacze TOZ wezwali policję. Po przyjeździe funkcjonariuszy okazało się, że brakuje kluczy do niektórych pomieszczeń.
- Co jest za tymi drzwiami? - dopytywała działaczka TOZ.
- Kotłownia - odparła pracownica schroniska.
Po dwóch godzinach otworzyła drzwi. Z kotłowni dobiegł pisk szczeniąt, były tam zamknięte z suką. Okazało się, że jedno szczenię, mniej więcej czterotygodniowe, nie było z tego miotu i suka nie dopuszczała go do siebie. Zgłodniałym szczeniaczkiem zajęli się pracownicy TOZ.
- Dlaczego pani kłamała? Dlaczego nie powiedziała o tych zwierzętach? - dopytywały się kobiety.
- Bo ktoś je miał dzisiaj zabrać - tłumaczyła.
Zastrzeżenia miał wojewódzki lekarz weterynarii Bogdan Konopka. - Nie zastosowano się do naszych zaleceń z poprzedniej kontroli. Pisaliśmy m.in., że szczeniące się suki mają być w osobnych boksach - powiedział nam Konopka. Potwierdził też obawy Świercza. - W przepełnionym schronisku - a tu zamiast maksymalnie 150 jest ponad 200 zwierząt - gdy psy dostają karmę w jednym korycie, niektóre mogą nie wywalczyć jedzenia - stwierdził Konopka.
Niespodziewani goście wzięli sprawy w swoje ręce. Poseł Miodowicz zabrał małego kota, a panie z TOZ trzy psy.
Prezydent Kielc Wojciech Lubawski obiecuje po raz kolejny zająć się sprawą. - Nie mam bezpośredniego nadzoru na tym schroniskiem, ale w tej sytuacji muszę jeszcze raz porozmawiać z wiceprezydentem Czesławem Gruszewskim i prezesem Soleckim [Krzysztof Solecki, prezes Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych, któremu podlega schronisko - przyp. red.], aby wyjaśnić te sprawy - powiedział Lubawski po wysłuchaniu relacji z wizyty w schronisku. - Jeżeli są tam wygłodzone psy, to trzeba wyjaśnić, czy takie do nas nie trafiły - dodał prezydent.
Dwa tygodnie temu "Gazeta" ujawniła nieprawidłowości w schronisku w Dyminach, m.in. usypianie psów bez uzasadnienia, dużą liczbę zwierząt, które się zagryzły, brak współpracy z wolontariuszami. Prezydent Lubawski zapowiedział zmiany. Z niektórych zapowiedzi wycofał się jednak w ostatni poniedziałek, uznał np., że wolontariusze nie mogą jednak pomagać w schronisku, choć to rozwiązanie cieszy się powodzeniem w całej Polsce.
joanna.gergont@kielce.agora.pl
ziemowit.nowak@kielce.agora.pl
Dość kręcenia! Komentarz
Świat zza stołu konferencji prasowej wygląda często inaczej niż ten prawdziwy. Przekonałem się o tym wczoraj, obserwując niezapowiedzianą kontrolę w schronisku w Dyminach. Już nie wierzę w zapewnienia prezesa PUK Krzysztofa Soleckiego, że tylko byle jak prowadzona dokumentacja jest problemem. To nie źle wypełnione papiery, Panie Prezesie, zastałem za zamkniętymi drzwiami kotłowni, ale sukę ze szczeniętami. To nie rubryczka w sprawozdaniu została niedokładnie wypełniona, ale wygłodzony pies zdechł na oczach kontrolujących. Najwyższy czas na drastyczne, konkretne kroki, a nie udawanie, że nic się nie stało. A jeśli ktoś tego nie rozumie, to nie ma prawa zarządzać schroniskiem.
- 102 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
54 głosy
-
Korabiewice - niech będą następne!
carrie.berry
06.10.10, 11:08
proponuję zrobić taki sam nalot na schronisko w Korabiewicach, gdzie trafiają zwierzęta z Pruszkowa i okolic. Wystarczy spojrzeć na statystyki gmin, ile zwierząt jest tam przyjmowanych, ile »
-
Powstrzymać rozmnażanie zwierząt !!!
hajaszek
06.10.10, 11:49
Podatek od niewysterylizowanego psa 400 PLN/rokOd wysterylizowanego 30/rokTak jest w Australii. I świetnie działa. Jak chcesz mieć potencjalnego rozpłodowca - PŁAĆ !!!Ta kasa może iść na »
-
Bulwersujące fakty. Cała prawda o kieleckim sch...
the-only-niemoralna
16.10.10, 14:56
wiadomosci.onet.pl/kraj/pah-co-szesc-sekund-z-glodu-umiera-dziecko,1,3735608,wiadomosc.html»
Najczęściej czytane24 htydzień





