Miasto zabiera PUK-owi schronisko dla zwierząt [WIDEO]

Angelina Kosiek
08.10.2010 , aktualizacja: 08.10.2010 12:42
A A A Drukuj
Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych nie będzie już zarządzało schroniskiem w Dyminach. Po serii zarzutów o skandalicznym traktowaniu psów i kotów kielecki urząd miasta szuka nowego gospodarza. Choć nie ukrywa, że robi to niechętnie
Od lewej: prezes PUK Krzysztof Solecki, wiceprezydent Kielc Czesław Gruszewski i prezydent Wojciech Lubawski
Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Od lewej: prezes PUK Krzysztof Solecki, wiceprezydent Kielc Czesław Gruszewski i prezydent Wojciech Lubawski
- Rada nadzorcza PUK podejmie uchwałę o przekazaniu miastu majątku schroniska - zapowiedział wczoraj wiceprezydent Kielc Czesław Gruszewski. Następnie miasto ogłosi przetarg na jego prowadzenie. - W sprawie procedur będziemy bardzo elastyczni - podkreśla prezydent Wojciech Lubawski. Dlatego przygotowując specyfikację, ratusz będzie rozmawiał z organizacjami pomagającymi zwierzętom i czekał na ich sugestie. - Umowę podpisze już nowo wybrany prezydent miasta - poinformował Gruszewski.

Wiadomo, że w przetargu nie wystartuje dotychczasowy zarządca schroniska. - Prezes PUK [Krzysztof Solecki - przyp. red.] poprosił o zwolnienie z tego obowiązku. Nie naciskaliśmy - mówi Gruszewski.



O taką decyzję Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami walczyło od lat. O skandalicznych warunkach, w których żyją bezdomne zwierzęta w Dyminach, organizacja ta od lat alarmowała kielecki ratusz. Bezskutecznie, bo zdaniem urzędników, w schronisku panowały dobre warunki. Potwierdzały to liczne kontrole magistratu.

Miesiąc temu napisaliśmy w "Gazecie", że kontrola Powiatowego Inspektoratu Weterynarii pokazała zadziwiająco dużą liczbę usypianych zwierząt w Dyminach. Mało tego władze schroniska nie były w stanie tego uzasadnić. Podobnie było z liczbą zagryzających się psów. Działo się tak, bo schronisko nie było w stanie zapewnić zwierzętom właściwej opieki, odrzucało też propozycję pomocy wolontariuszy, choć to normalna praktyka w całym kraju.

Czarę goryczy przelała wtorkowa niespodziewana wizyta w schronisku posłów Konstantego Miodowicza i Pawła Suskiego, Kariny Schwerzler z Kancelarii Prezydenta RP oraz inspektorów TOZ. Na miejscu zobaczyli m.in. skrajnie wycieńczonego psa, na oczach gości zwierzę zdechło. Schronisko trzymało też w jednym boksie suki szczenne i nieszczenne, co jest dla nich niebezpieczne. Po tej wizycie powiatowy lekarz weterynarii skierował sprawę do prokuratury.

Po wtorkowych wydarzeniach ratusz w końcu zareagował. - Chociaż uważam, że od momentu, kiedy pan prezes Solecki przejął schronisko, jakość usług jest lepsza z roku na rok - twierdzi Gruszewski. I dodaje, że decyzję o przejęciu schroniska wymusiła presja ze strony organizacji działających na rzecz zwierząt.

Za skandaliczne traktowanie zwierząt pracownicy PUK i schroniska nie poniosą na razie konsekwencji. - Nie mnie osądzać o winie, dochodzenie prowadzi prokuratura - ucina wiceprezydent.

Lubawki broni kierowniczki schroniska Grażyny Khier. - Ta pani jest niezwykle wrażliwa, a teraz przechodzi stan potężnej depresji - twierdzi prezydent Kielc.

- Tłumaczenie waszych władz jest żałosne - ocenia Karina Schwerzler. Podkreśla, że pracownicy schroniska już teraz powinni ponieść surowe konsekwencje.

Wczorajsza decyzja ratusza bardzo ucieszyła kielecki TOZ. - To coś pięknego! - nie kryła wzruszenia Dagmara Głodowicz-Mazurek. Dodała, że towarzystwo wystartuje w przetargu na prowadzenie schroniska. - Mamy mnóstwo pomysłów. Przede wszystkim chcielibyśmy nawiązać współpracę z wolontariuszami czy firmami, które przekazywałyby nam karmę dla zwierząt - wylicza.

- Dziękuję Bogu, że tak się stało. Zwierzęta z Dymin mogą teraz mieć tylko lepiej - podkreśla Schwerzler.

Komentarz. Schronisko okiem urzędnika

Zastanawiam się, co jeszcze musiałoby się stać, żeby wiceprezydent Gruszewski przejrzał wreszcie na oczy i przyznał, że w Dyminach zwierzęta żyją w skandalicznych warunkach. Obserwując awanturę wokół schroniska, nietrudno bowiem szybko dojść do wniosku, że zmiana gospodarza to konieczność.

Ale wiceprezydent próbuje nam wmówić, jak to pod rządami PUK bezdomnym zwierzętom było dobrze. No ale organizacje się uparły i miasto przyparto do muru - trzeba więc zmienić gospodarza, choć taki dobry był. Urzędnicy za nic mają kontrole powiatowego i wojewódzkiego lekarza weterynarii, a także wizytę parlamentarzystów, którzy we wtorek z przerażeniem obserwowali to, co się dzieje w schronisku.

Przerażeni zresztą byli wszyscy, którzy tą sprawą się zajmowali. Wszyscy oprócz urzędników ratusza. Nie wstyd Wam teraz? Bo mnie tak, ale za was.

Podziel się

  • 45 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów