Schronisko w Dyminach zamknięte do odwołania
12.10.2010
, aktualizacja: 12.10.2010 19:57
Zwalczenie nosówki, rozbudowa i wydzielenie osobnych boksów m.in. dla psów chorych i czekających na adopcję - dopóki Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych nie dostosuje się do zaleceń lekarza weterynarii, schronisko w Dyminach nie będzie mogło przyjmować nowych psów
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Pomóżmy schronisku w Dyminach. Niech te pieski nie będą już smutne [WIDEO] (03-12-10, 23:00)
- Schronisko w Dyminach walczy z nosówką (16-10-10, 12:00)
- Wypadek w kopalni kruszywa (12-10-10, 10:56)
- Platforma Obywatelska punktuje marszałka województwa (11-10-10, 23:00)
- Proces gangsterów. Piłą spalinową też nie pogardzili (11-10-10, 23:00)
- Na kłopoty reklama, czyli się broni PUK przed zarzutami o schronisko (09-10-10, 10:00)
- Miasto zabiera PUK-owi schronisko dla zwierząt [WIDEO] (08-10-10, 08:00)
SERWISY
- Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych wreszcie zaczyna dostrzegać, że w schronisku działo się nie najlepiej. Są otwarci na sugestie i widać, że chcą wprowadzić zmiany - mówi Wiesław Wyszkowski, powiatowy lekarz weterynarii, który wczoraj spotkał się z przedstawicielami PUK w sprawie przyszłości kieleckiego schroniska.
Placówka nie przyjmuje już nowych zwierząt. Potrwa to co najmniej trzy tygodnie. To decyzja powiatowego lekarza weterynarii. - We wtorek rozmawialiśmy o wszystkim, co trzeba zmienić - tłumaczy Wyszkowski.
Największym problemem jest ogromne zagęszczenie w placówce. Obecnie w schronisku przebywają 184 zwierzęta, choć jest 150 miejsc. - Albo schronisko się rozbuduje, albo część zwierząt musi zostać przewieziona do innych miast - proponuje Wyszkowski.
W placówce nie ma też wydzielonych boksów dla samic, psów chorych oraz czekających na adopcję. To teraz szczególnie ważne, bo u części psów, które wyszły niedawno ze schroniska, zdiagnozowano groźną nosówkę. Chore zwierzęta nie są izolowane od zdrowych, będą je zarażać. - PUK powinno nawiązać teraz współpracę z weterynarzem, który ma doświadczenie w eliminowaniu nosówki. Wszystkie zdrowe psy trzeba dokładnie zbadać i dwukrotnie zaszczepić. Choroba jest o tyle groźna, że ma dość długi okres wylęgania - zaznacza Wyszkowski.
O schronisku w Dyminach głośno było również podczas wczorajszej sesji rady miasta. Przeciwko bierności władz zaprotestowała radna Sojuszu Lewicy Demokratycznej Alicja Obara. - To dla nas skandal, hańba. Owszem, prokuratura będzie karała pracowników, jeśli złamali ustawę o ochronie zwierząt, ale co z decyzjami personalnymi? Ja chcę wiedzieć, jakie konsekwencje służbowe czekają pracowników, którzy źle wykonywali swoje obowiązki. Za taką promocję miasta, jaką nam PUK urządziło, pan prezydent powinien wymierzyć najwyższe możliwe kary - powiedziała Obara.
W imieniu władz odpowiedział wiceprezydent Andrzej Sygut. - W tej sprawie nie podjęto jeszcze żadnych decyzji personalnych, ponieważ kierowniczka schroniska przebywa w szpitalu - stwierdził.
- A co z wiceprezydentem Czesławem Gruszewskim, prezesem PUK Krzysztofem Soleckim? - nie ustępowała radna.
- Wiceprezydent Gruszewski też jest w szpitalu - odparł Sygut.
Osobiste doświadczenia ze schroniska opisywała radna Katarzyna Zapała z Platformy Obywatelskiej. - Zaniechano starania, aby to schronisko się rozwijało. Byłam tam 2 października, kiedy pomalowano klatki na granatowo. Patrzę, a zwierzę pół mordki miało granatowe. Potem zobaczyłam, że takie paski mają wszystkie zwierzęta z tych klatek. Jak tak można?! Proszę radnych o poparcie wniosku radnych i Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, aby został przeprowadzony otwarty konkurs na prowadzenie schroniska - zakończyła.
Przeprowadzenie takiego konkursu władze Kielc zapowiedziały w ubiegłym tygodniu. Warunki mają być ogłoszone w ciągu miesiąca. Prezes PUK zapowiedział, że jego firma nie weźmie w nim udziału.
O nieprawidłowościach w schronisku "Gazeta" pisze od miesiąca. Chociaż po ostatniej kontroli powiatowego lekarza weterynarii sprawa skandalicznego traktowania psów trafiła do Prokuratury Rejonowej w Kielcach, władze PUK i Urząd Miasta w Kielcach nie mają sobie nic do zarzucenia.
Placówka nie przyjmuje już nowych zwierząt. Potrwa to co najmniej trzy tygodnie. To decyzja powiatowego lekarza weterynarii. - We wtorek rozmawialiśmy o wszystkim, co trzeba zmienić - tłumaczy Wyszkowski.
Największym problemem jest ogromne zagęszczenie w placówce. Obecnie w schronisku przebywają 184 zwierzęta, choć jest 150 miejsc. - Albo schronisko się rozbuduje, albo część zwierząt musi zostać przewieziona do innych miast - proponuje Wyszkowski.
W placówce nie ma też wydzielonych boksów dla samic, psów chorych oraz czekających na adopcję. To teraz szczególnie ważne, bo u części psów, które wyszły niedawno ze schroniska, zdiagnozowano groźną nosówkę. Chore zwierzęta nie są izolowane od zdrowych, będą je zarażać. - PUK powinno nawiązać teraz współpracę z weterynarzem, który ma doświadczenie w eliminowaniu nosówki. Wszystkie zdrowe psy trzeba dokładnie zbadać i dwukrotnie zaszczepić. Choroba jest o tyle groźna, że ma dość długi okres wylęgania - zaznacza Wyszkowski.
O schronisku w Dyminach głośno było również podczas wczorajszej sesji rady miasta. Przeciwko bierności władz zaprotestowała radna Sojuszu Lewicy Demokratycznej Alicja Obara. - To dla nas skandal, hańba. Owszem, prokuratura będzie karała pracowników, jeśli złamali ustawę o ochronie zwierząt, ale co z decyzjami personalnymi? Ja chcę wiedzieć, jakie konsekwencje służbowe czekają pracowników, którzy źle wykonywali swoje obowiązki. Za taką promocję miasta, jaką nam PUK urządziło, pan prezydent powinien wymierzyć najwyższe możliwe kary - powiedziała Obara.
W imieniu władz odpowiedział wiceprezydent Andrzej Sygut. - W tej sprawie nie podjęto jeszcze żadnych decyzji personalnych, ponieważ kierowniczka schroniska przebywa w szpitalu - stwierdził.
- A co z wiceprezydentem Czesławem Gruszewskim, prezesem PUK Krzysztofem Soleckim? - nie ustępowała radna.
- Wiceprezydent Gruszewski też jest w szpitalu - odparł Sygut.
Osobiste doświadczenia ze schroniska opisywała radna Katarzyna Zapała z Platformy Obywatelskiej. - Zaniechano starania, aby to schronisko się rozwijało. Byłam tam 2 października, kiedy pomalowano klatki na granatowo. Patrzę, a zwierzę pół mordki miało granatowe. Potem zobaczyłam, że takie paski mają wszystkie zwierzęta z tych klatek. Jak tak można?! Proszę radnych o poparcie wniosku radnych i Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, aby został przeprowadzony otwarty konkurs na prowadzenie schroniska - zakończyła.
Przeprowadzenie takiego konkursu władze Kielc zapowiedziały w ubiegłym tygodniu. Warunki mają być ogłoszone w ciągu miesiąca. Prezes PUK zapowiedział, że jego firma nie weźmie w nim udziału.
O nieprawidłowościach w schronisku "Gazeta" pisze od miesiąca. Chociaż po ostatniej kontroli powiatowego lekarza weterynarii sprawa skandalicznego traktowania psów trafiła do Prokuratury Rejonowej w Kielcach, władze PUK i Urząd Miasta w Kielcach nie mają sobie nic do zarzucenia.
- 80 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Kieleccy radni: Ukarać winnych za schronisko w ...
pawe-l-l
12.10.10, 12:33
Ukarać, zmienić zarząd PUK !!! Ryba psuje się od głowy !!!Tym bardziej ,że prezes Solecki wszystkiemu zaprzeczał !!!»
-
Kielecka żenada
milka1st
12.10.10, 14:18
nagle się tak pochorowali ? a może by tak udzielić im tej samej pomocy , której oni udzielali zwierzakom - kopa w żebra i na beton spać ? Teraz chowają się po szpitalach zamiast wziać »
-
e tam, dostrzegaja....
photoreporter
13.10.10, 10:47
"Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych wreszcie zaczyna dostrzegać, że w schronisku działo się nie najlepiej. Są otwarci na sugestie i widać, że chcą wprowadzić zmiany - mówi Wiesław »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Skrajny absurd w Kielcach. Dom na środku drogi
- Za mszę pogrzebową 1110 zł. I ani grosza mniej
- Galeria Korona. Pierwsza osoba o 6.25 ...
- Juwenalia 2012. Najlepsze przebrania na ...
- Juwenalia od 1999 roku. Zobacz, jak ...
- Korona, galeria i Vive mistrzem. Tydzień ...
- Czego jeszcze nie wiesz o Galerii Korona? ...




odtwórz
