Urząd wie. Ale nie powie
20.09.2010
, aktualizacja: 20.09.2010 18:27
Chcesz wiedzieć, jak sprzątany jest szpital? Jak szkoła twojego dziecka kupuje książki do biblioteki? Masz do tego prawo, ale instytucja raczej ci nie odpowie. Ewentualnie zapyta, po co ta informacja i czy na pewno masz polskie obywatelstwo
Każdy obywatel ma prawo dostępu do jawnych informacji dotyczących działalności instytucji publicznych. Jednak te niechętnie się nimi dzielą. Z raportu Pozarządowego Centrum Dostępu do Informacji Publicznej wynika, że na 368 pytań wysłanych do różnych instytucji w 108 miastach, aż w 73 proc. przypadków zlekceważono obowiązek informowania mieszkańców.
- To przerażające dane, które pokazują, że ciągle jest problem z dostępem do informacji publicznej - podkreśla Paweł Osik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Centrum z okazji Tygodnia Informacji Publicznej (20-28 września) w imieniu fikcyjnych obywateli rozsyłało pytania do urzędów mailem lub listem poleconym. - Starostwa prosiliśmy o wykaz zagranicznych podróży służbowych władz powiatu oraz rozliczenie tych eskapad. Inne miały ujawnić m.in. kwotę ewentualnych dotacji przekazanych instytucjom kościelnym. Szkoły pytaliśmy o wydatki na książki i czasopisma, a szpitale m.in. o liczbę zgłaszanych potencjalnych dawców narządów do Poltransplantu - wyjaśnia Jadwiga Janik z Centrum.
Wszystkie te dane traktowane są jako informacja publiczna, której może zażądać każdy obywatel. A instytucja ma 14 dni na odpowiedź. Najchętniej współpracowały urzędy miast i starostwa, które odpowiedziały na 40 proc. wysłanych pytań. Gorzej wypadły szpitale (tylko 13 procent odpowiedzi) - żaden nie udzielił informacji, w jaki sposób sprząta się w placówce! Równie tajemnicze są szkoły. Tylko 7 proc. poinformowało jak kupuje książki i prasę do swoich bibliotek.
Najczęściej odpowiedzi nie było w ogóle. Nierzadko, by pozbyć się natrętnego petenta, instytucja żądała wniosku na piśmie - choć można wysłać go mailem, chciała uzasadnienia pytania, wreszcie uznawała, że nie dotyczy ono informacji publicznej.
- Wicedyrektor jednego z wielkopolskich szpitali, na pytanie o liczbę zgłoszonych Poltransplantowi potencjalnych dawców narządów, najpierw dopytywał, po co nam ta wiedza. Potem sprawę skierował do radcy prawnego, wreszcie zażądał od nas definicji "potencjalnego dawcy narządu". A na koniec zaś udowodnienia, że mamy polskie obywatelstwo - opowiada Janik. - To świadczy o słabej znajomości przepisów w urzędach. Poza tym pracownicy traktują takie pytania jak podważanie ich kompetencji - podkreśla.
W gdyńskim magistracie, który nie odpowiedział na pytanie o szczegóły dotyczące korzystania z samochodów służbowych (zażądał wniosku na piśmie) z opinią "zlewania" się nie zgadzają. - To stereotyp urzędu: że siedzą tam grube panie, które nic nie robią, tylko piją herbatę. To fałszywy wizerunek. U nas nie ma kolejek, panie są miłe, a na pisma się odpowiada, bo tego wymaga prawo. Ale zawsze będą jacyś niezadowoleni - zapewnia Joanna Grajter, rzecznik tutejszego magistratu. I dodaje, że najlepszą oceną działania urzędu są wybory samorządowe i ilość głosów oddana na dotychczasowe władze.
A co może zrobić zlekceważony petent? Pójść do sądu. Idzie? Z reguły nie, bo proces może ciągnąć się nawet kilka lat.
- To przerażające dane, które pokazują, że ciągle jest problem z dostępem do informacji publicznej - podkreśla Paweł Osik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Centrum z okazji Tygodnia Informacji Publicznej (20-28 września) w imieniu fikcyjnych obywateli rozsyłało pytania do urzędów mailem lub listem poleconym. - Starostwa prosiliśmy o wykaz zagranicznych podróży służbowych władz powiatu oraz rozliczenie tych eskapad. Inne miały ujawnić m.in. kwotę ewentualnych dotacji przekazanych instytucjom kościelnym. Szkoły pytaliśmy o wydatki na książki i czasopisma, a szpitale m.in. o liczbę zgłaszanych potencjalnych dawców narządów do Poltransplantu - wyjaśnia Jadwiga Janik z Centrum.
Wszystkie te dane traktowane są jako informacja publiczna, której może zażądać każdy obywatel. A instytucja ma 14 dni na odpowiedź. Najchętniej współpracowały urzędy miast i starostwa, które odpowiedziały na 40 proc. wysłanych pytań. Gorzej wypadły szpitale (tylko 13 procent odpowiedzi) - żaden nie udzielił informacji, w jaki sposób sprząta się w placówce! Równie tajemnicze są szkoły. Tylko 7 proc. poinformowało jak kupuje książki i prasę do swoich bibliotek.
Najczęściej odpowiedzi nie było w ogóle. Nierzadko, by pozbyć się natrętnego petenta, instytucja żądała wniosku na piśmie - choć można wysłać go mailem, chciała uzasadnienia pytania, wreszcie uznawała, że nie dotyczy ono informacji publicznej.
- Wicedyrektor jednego z wielkopolskich szpitali, na pytanie o liczbę zgłoszonych Poltransplantowi potencjalnych dawców narządów, najpierw dopytywał, po co nam ta wiedza. Potem sprawę skierował do radcy prawnego, wreszcie zażądał od nas definicji "potencjalnego dawcy narządu". A na koniec zaś udowodnienia, że mamy polskie obywatelstwo - opowiada Janik. - To świadczy o słabej znajomości przepisów w urzędach. Poza tym pracownicy traktują takie pytania jak podważanie ich kompetencji - podkreśla.
W gdyńskim magistracie, który nie odpowiedział na pytanie o szczegóły dotyczące korzystania z samochodów służbowych (zażądał wniosku na piśmie) z opinią "zlewania" się nie zgadzają. - To stereotyp urzędu: że siedzą tam grube panie, które nic nie robią, tylko piją herbatę. To fałszywy wizerunek. U nas nie ma kolejek, panie są miłe, a na pisma się odpowiada, bo tego wymaga prawo. Ale zawsze będą jacyś niezadowoleni - zapewnia Joanna Grajter, rzecznik tutejszego magistratu. I dodaje, że najlepszą oceną działania urzędu są wybory samorządowe i ilość głosów oddana na dotychczasowe władze.
A co może zrobić zlekceważony petent? Pójść do sądu. Idzie? Z reguły nie, bo proces może ciągnąć się nawet kilka lat.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Re: Urząd wie. Ale nie powie
domurrrat
05.10.10, 09:23
HA! Tajemnica służbowa w budżetówce? U nas w pracy sami pracownicy nie wiedzą ile kto zarabia, na co idą nasze pieniądze, nie wiemy też dokładnie jaki kto ma zakres obowiązków.Rok temu »
-
Urząd wie. Ale nie powie
mariusz2010
05.10.10, 20:27
Do czego to doszło. Pospólstwo chce wiedzieć, jak Urząd działa....?»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Amputowali kobiecie rękę. Rodzina chce ...
- Jak PSL rozdaje stołki? Stronnictwo ludzi ...
- Weterynarz zabił pół tysiąca zwierząt. ...
- Policjanci jadą na Euro. Zastąpi ich wojsko?
- Modelki na ulicach Kielc. Było na co ...
- W niedzielę galerie handlowe będą nieczynne
- Letni ogródek na Kadzielni, a potem pizza ...





