Świetna droga, szkoda tylko, że taka krótka
22.10.2009
, aktualizacja: 22.10.2009 17:07
Węzeł Północ oczami kierowców. - Trzeba ocenić ten węzeł - rzuciła szefowa. Zadanie niełatwe, bo z jednej strony drogowcy chwalą się, że to świetna inwestycja, wymieniając kolejne liczby. Z drugiej zaś część kierowców narzeka na słabe oznakowanie. Postanowiliśmy sprawdzić sami.
RAPORTY
Za kierownicą alfy romeo 146 Jarek Kubalski, fotoreporter "Gazety". Prawo jazdy od 16 lat, rocznie przejeżdża średnio 40 tys. km. Ma z czym porównywać, bo kilka dni wcześniej zaliczył blisko półtora tysiąca kilometrów po niemieckich autostradach, jadąc do Karlsruhe na mecz piłkarzy ręcznych Vive Targi Kielce. - Tak to można jeździć. Nie to co u nas - zachwycał się po powrocie.
Na fotelu pilota Marcin Sztandera, dziennikarz "Gazety Wyborczej Kielce" zajmujący się głównie drogami i komunikacją. Prawo jazdy od 12 lat, rocznie przejeżdża średnio 15 tys. km. To on opisze wrażenia testujących kierowców.
Na Kielce prosto, nie w prawo
Do testu dobrze się przygotowałem. Zanim wyjechaliśmy w trasę, przeczytałem opinie na forach internetowych, zaopatrzyłem się w plan wyprawy. To nie był przypadek - często czytałem i słyszałem też opinie, że ten węzeł jest fatalnie oznakowany i łatwo przeoczyć nawet zjazd do Kielc. Sam zakręt też miał był zdradliwy, a przez to nie najłatwiejszy.
Węzeł testowaliśmy w środę, tuż po południu, wtedy gdy atak zimy paraliżował region. Pomyśleliśmy: nawet dobrze, sprawdzimy nową drogę w naprawdę trudnych warunkach. No, i wstyd się przyznać - alfa Jarka wciąż na letnich oponach.
Z Kielc wyjechaliśmy w gęstym śniegu, na ulicach miasta dużo było wody i błota. W Dąbrowie, przy wyjeździe z ul. Warszawskiej na krajową 73, przywitała nas olbrzymia wyrwa wypełniona błotem. Samochody wyjeżdżały powoli, a potem szybko przyspieszały na dwujezdniowej, nieźle odśnieżonej drodze. Jechaliśmy w kolumnie aut i raczej nikt nie zwracał uwagi na znak ograniczenie prędkości do 70 km na godz.
Postanowiliśmy, że na początek sprawdzimy wyjazdy z dróg podporządkowanych. Zjechaliśmy z drogi krajowej w prawo na Wiśniówkę i pojechaliśmy starą drogą 73. Pusto na niej, ale o szybkiej jeździe można zapomnieć, bo śniegu mnóstwo. W Kajetanowie minęliśmy niepotrzebną już budkę przeprowadzacza dzieci przez jezdnię. Zaraz za nią skręciliśmy w lewo, pod górkę. Tam było jeszcze gorzej. Samochód sobie nie radził ze śniegiem i po chwili stoimy. Nie ma wyjścia, trzeba popchnąć.
W końcu wyjechaliśmy, idę porozmawiać z mieszkańcami Kajetanowa. - Kiedyś przez "siódemkę" to się nie dało przejść albo przejechać spokojnie. W jedną stronę sznur samochodów z Warszawy, a w drugą z Krakowa. Było bardzo niebezpiecznie - opowiada pani Edyta, sprzedawczyni w miejscowym sklepie.
Podkreśla, że po oddaniu do użytku nowej drogi uspokoiło się. - Cicho, samochody przejeżdżają sporadycznie. Ale dziś rano zobaczyliśmy, że nie wszystko jest tak pięknie. Ten fragment zawsze był odśnieżony, a teraz nie przejechał żaden pług i była jakaś stłuczka - mówiła.
Klienci sklepu mają inne uwagi. - Nie powiem, zrobili przejazd nad nową drogą, niedaleko jest kładka do Zabłocia. Ale, obok ekspresówki, te drogi technologiczne są źle zrobione, bo zjazdy na pola są za wąskie dla kombajnów. Nie wiem, jak to będzie - zauważył mężczyzna w roboczym ubraniu.
Jedziemy dalej, tym razem z Kajetanowa chcemy przejechać nad S7 do Lekomina. Tablicę widać z daleka i po chwili jesteśmy na wiadukcie. Widok niezły - pod nami szeroka ekspresówka, a po lewej stronie, w oddali, niebieska kładka dla pieszych. Ale na wiadukcie masa śniegu i przejechać trudno. Dojeżdżamy do Lekomina, a potem chcemy wrócić na "siódemkę" w Barczy. Przed nami małe rondo i znak, że na Kielce trzeba jechać prosto, chociaż miasto widać z prawej strony. - Pewnie coś pokręcili, albo to znaki jeszcze z budowy - mówi Jarek Kubalski i postanawia pojechać na wyczucie. Skręcił w prawo.
Zrobiliśmy błąd, nie wierząc drogowcom, którzy ustawiali znaki, bo droga prowadzi nas przez las, a potem pod ekspresówką i wyjeżdżamy na Warszawę.
Znów jesteśmy na S7. Szybko się włączamy do ruchu i po nieźle odśnieżonej trasie jedziemy w dobrym tempie. Mijamy zajazd "Echa Leśne" i wjeżdżamy na ciągle budowany odcinek Skarżysko - Występa. Szukamy miejsca, by zawrócić, żeby z powrotem znaleźć się na wybudowanym odcinku. Udaje się przy zjeździe na Psary.
Tak powinno się zjeżdżać na wszystkich drogach
Ponownie jesteśmy na S7 i jedziemy w stronę Kielc. Chociaż stoją znaki ograniczające prędkość do 70 km na godz., mało kto zwraca na nie uwagę. Nie wiadomo kiedy mijamy Barczę, Gruszkę i Kajetanów.
Nagle głos Krzysztofa Hołowczyca w nawigacji milknie. Rzut oka na ekran i wszystko wiadomo - jedziemy po polu, bo nowa droga nie została jeszcze wprowadzona do automapy.
Przed nami S7 rozszerza się jeszcze bardziej i widać stosunkowo niewielki drogowskaz nakazujący skręt w prawo na Kielce. A na dwóch pasach jezdni namalowane strzałki nakazujące zjazd w prawo. Zastanawiamy się, że to chyba nie tu. Za wcześnie, może to zjazd na Wiśniówkę? Jarek jednak łagodnie skręca w prawo.
Spojrzenie na plan węzła nie pozostawia jednak wątpliwości - dobrze zrobiliśmy. To zjazd na Kielce i po chwili widać znak drogi krajowej 73. - Super. Dwa pasy do zjazdu i to na takiej dużej długości. Łatwo się wyłączyć. Tak powinno się budować - zachwyca się Kubalski, na co dzień kierowca bardzo wybredny. Dziwi się tylko, że na łącznicy pomiędzy S7 i drogą krajową 73 jest ograniczenie do 40 km na godz. - Spokojnie można jechać tam szybciej - twierdzi.
Po chwili jesteśmy z powrotem w granicach Kielc i skręcamy w ul. Warszawską. - Porządny kawałek drogi. Szkoda tylko, że taki krótki, bo tak cała "siódemka" powinna wyglądać od dawna - wraca na swe wybredne tory Kubalski.
Trudno się z tym nie zgodzić.
Na fotelu pilota Marcin Sztandera, dziennikarz "Gazety Wyborczej Kielce" zajmujący się głównie drogami i komunikacją. Prawo jazdy od 12 lat, rocznie przejeżdża średnio 15 tys. km. To on opisze wrażenia testujących kierowców.
Na Kielce prosto, nie w prawo
Do testu dobrze się przygotowałem. Zanim wyjechaliśmy w trasę, przeczytałem opinie na forach internetowych, zaopatrzyłem się w plan wyprawy. To nie był przypadek - często czytałem i słyszałem też opinie, że ten węzeł jest fatalnie oznakowany i łatwo przeoczyć nawet zjazd do Kielc. Sam zakręt też miał był zdradliwy, a przez to nie najłatwiejszy.
Węzeł testowaliśmy w środę, tuż po południu, wtedy gdy atak zimy paraliżował region. Pomyśleliśmy: nawet dobrze, sprawdzimy nową drogę w naprawdę trudnych warunkach. No, i wstyd się przyznać - alfa Jarka wciąż na letnich oponach.
Z Kielc wyjechaliśmy w gęstym śniegu, na ulicach miasta dużo było wody i błota. W Dąbrowie, przy wyjeździe z ul. Warszawskiej na krajową 73, przywitała nas olbrzymia wyrwa wypełniona błotem. Samochody wyjeżdżały powoli, a potem szybko przyspieszały na dwujezdniowej, nieźle odśnieżonej drodze. Jechaliśmy w kolumnie aut i raczej nikt nie zwracał uwagi na znak ograniczenie prędkości do 70 km na godz.
Postanowiliśmy, że na początek sprawdzimy wyjazdy z dróg podporządkowanych. Zjechaliśmy z drogi krajowej w prawo na Wiśniówkę i pojechaliśmy starą drogą 73. Pusto na niej, ale o szybkiej jeździe można zapomnieć, bo śniegu mnóstwo. W Kajetanowie minęliśmy niepotrzebną już budkę przeprowadzacza dzieci przez jezdnię. Zaraz za nią skręciliśmy w lewo, pod górkę. Tam było jeszcze gorzej. Samochód sobie nie radził ze śniegiem i po chwili stoimy. Nie ma wyjścia, trzeba popchnąć.
W końcu wyjechaliśmy, idę porozmawiać z mieszkańcami Kajetanowa. - Kiedyś przez "siódemkę" to się nie dało przejść albo przejechać spokojnie. W jedną stronę sznur samochodów z Warszawy, a w drugą z Krakowa. Było bardzo niebezpiecznie - opowiada pani Edyta, sprzedawczyni w miejscowym sklepie.
Podkreśla, że po oddaniu do użytku nowej drogi uspokoiło się. - Cicho, samochody przejeżdżają sporadycznie. Ale dziś rano zobaczyliśmy, że nie wszystko jest tak pięknie. Ten fragment zawsze był odśnieżony, a teraz nie przejechał żaden pług i była jakaś stłuczka - mówiła.
Klienci sklepu mają inne uwagi. - Nie powiem, zrobili przejazd nad nową drogą, niedaleko jest kładka do Zabłocia. Ale, obok ekspresówki, te drogi technologiczne są źle zrobione, bo zjazdy na pola są za wąskie dla kombajnów. Nie wiem, jak to będzie - zauważył mężczyzna w roboczym ubraniu.
Jedziemy dalej, tym razem z Kajetanowa chcemy przejechać nad S7 do Lekomina. Tablicę widać z daleka i po chwili jesteśmy na wiadukcie. Widok niezły - pod nami szeroka ekspresówka, a po lewej stronie, w oddali, niebieska kładka dla pieszych. Ale na wiadukcie masa śniegu i przejechać trudno. Dojeżdżamy do Lekomina, a potem chcemy wrócić na "siódemkę" w Barczy. Przed nami małe rondo i znak, że na Kielce trzeba jechać prosto, chociaż miasto widać z prawej strony. - Pewnie coś pokręcili, albo to znaki jeszcze z budowy - mówi Jarek Kubalski i postanawia pojechać na wyczucie. Skręcił w prawo.
Zrobiliśmy błąd, nie wierząc drogowcom, którzy ustawiali znaki, bo droga prowadzi nas przez las, a potem pod ekspresówką i wyjeżdżamy na Warszawę.
Znów jesteśmy na S7. Szybko się włączamy do ruchu i po nieźle odśnieżonej trasie jedziemy w dobrym tempie. Mijamy zajazd "Echa Leśne" i wjeżdżamy na ciągle budowany odcinek Skarżysko - Występa. Szukamy miejsca, by zawrócić, żeby z powrotem znaleźć się na wybudowanym odcinku. Udaje się przy zjeździe na Psary.
Tak powinno się zjeżdżać na wszystkich drogach
Ponownie jesteśmy na S7 i jedziemy w stronę Kielc. Chociaż stoją znaki ograniczające prędkość do 70 km na godz., mało kto zwraca na nie uwagę. Nie wiadomo kiedy mijamy Barczę, Gruszkę i Kajetanów.
Nagle głos Krzysztofa Hołowczyca w nawigacji milknie. Rzut oka na ekran i wszystko wiadomo - jedziemy po polu, bo nowa droga nie została jeszcze wprowadzona do automapy.
Przed nami S7 rozszerza się jeszcze bardziej i widać stosunkowo niewielki drogowskaz nakazujący skręt w prawo na Kielce. A na dwóch pasach jezdni namalowane strzałki nakazujące zjazd w prawo. Zastanawiamy się, że to chyba nie tu. Za wcześnie, może to zjazd na Wiśniówkę? Jarek jednak łagodnie skręca w prawo.
Spojrzenie na plan węzła nie pozostawia jednak wątpliwości - dobrze zrobiliśmy. To zjazd na Kielce i po chwili widać znak drogi krajowej 73. - Super. Dwa pasy do zjazdu i to na takiej dużej długości. Łatwo się wyłączyć. Tak powinno się budować - zachwyca się Kubalski, na co dzień kierowca bardzo wybredny. Dziwi się tylko, że na łącznicy pomiędzy S7 i drogą krajową 73 jest ograniczenie do 40 km na godz. - Spokojnie można jechać tam szybciej - twierdzi.
Po chwili jesteśmy z powrotem w granicach Kielc i skręcamy w ul. Warszawską. - Porządny kawałek drogi. Szkoda tylko, że taki krótki, bo tak cała "siódemka" powinna wyglądać od dawna - wraca na swe wybredne tory Kubalski.
Trudno się z tym nie zgodzić.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




