Dziki objazd gigantycznych korków na Łódzkiej [WIDEO, ZDJĘCIA]
14.07.2011
, aktualizacja: 14.07.2011 08:01
Paranoja - tak kierowcy opisują sytuację na ul. Łódzkiej przed modernizowanym węzłem w Niewachlowie. Jedni stoją w gigantycznych korkach, a inni próbują je omijać, rozjeżdżając pas zieleni i ścieżkę rowerową.
ZOBACZ TAKŻE
- Czas rozsławić aleję sław (14-07-11, 08:00)
- Bez ugody. Będzie sąd nad ulotkami PiS (14-07-11, 06:00)
- Sędzia zarzuca chorobę psychiczną. Na podstawie plotek (14-07-11, 06:00)
- Ciężki prezent od kolejarzy dla muzeum (14-07-11, 05:00)
- Niewiele dostaniemy z Funduszu Solidarności (14-07-11, 03:00)
- 80 proc. sześciolatków pozostanie w zerówkach (13-07-11, 23:00)
- Kilkadziesiąt osób szuka zaginionego 30-latka z Krajna (13-07-11, 22:46)
- Pasjonaci wyręczyli urzędników na przystanku [ZDJĘCIA] (13-07-11, 21:00)
- Volkswagen wjechał pod pociąg. W aucie było 11-letnie dziecko (13-07-11, 15:59)
- Mamy superauto do badania hałasu (13-07-11, 20:53)
SERWISY
Wyjazd z Kielc ul. Łódzką jest problemem już od kilku miesięcy - w Niewachlowie powstaje największy w regionie węzeł drogowy, na którym krzyżuje się droga S7 i S74. To część wartej 640 mln zł przebudowy obwodnicy Kielc, którą na zlecenie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad realizuje konsorcjum firm Mostostal Warszawa i hiszpańska Acciona Infraestructuras.
Ale tak źle jeszcze nie było - we wtorek drogowcy zamknęli dla ruchu łącznicę, którą od ulicy Łódzkiej do ekspresowej "siódemki" można było wyjechać na Warszawę i zaczęli rozbierać stojący tam wiadukt. Ruch przeniesiono na drugą łącznicę, z której korzystali dotąd tylko kierowcy zjeżdżający z obwodnicy od strony Krakowa.
"To, co dzieje się na Łódzkiej, to jakaś paranoja. Po zmianie organizacji ruchu na węźle Niewachlów samochody wyjeżdżające z Kielc w stronę Łodzi stoją w koszmarnym korku. We wtorek ok. godz. 17 korek zaczynał się koło zalewu przy ul. Jesionowej, a przejechanie odcinka do Makro zajmowało prawie godzinę. Na dodatek w kierowcach wyzwalają się jakieś dzikie instynkty i wielu objeżdża korek po ścieżce rowerowej i pasie zieleni" - pisze pan Adam, który nakręcił nawet film, jak wyglądała sytuacja w tym miejscu.
Rzeczywiście na ul. Łódzkiej, przed skrzyżowaniem z ul. Hubalczyków, z prawej strony, na wysokości elektrociepłowni, korek omijają samochody, jadąc po ścieżce rowerowej i chodniku. Jeszcze gorzej wygląda objazd po lewej stronie, bo tu niecierpliwi kierowcy jadą po pasie zieleni między dwiema jezdniami, a potem skręcają w ul. Hubalczyków. W efekcie trawa jest już niemal kompletnie rozjeżdżona.
Drogowcy twierdzą, że nie ma szans na ułatwienie przejazdu przez węzeł w Niewachlowie. - Prace są prowadzone w obrębie już istniejącej jezdni, i to bardzo ruchliwej. Ostatnia zmiana organizacji ruchu też jest poważna, bo oznacza wyburzenie wiaduktu. Niewielka poprawa nastąpi dopiero po zakończeniu tych prac, gdy uda się odblokować przebiegającą pod wiaduktem ul. Smolaka - mówi Małgorzata Pawelec, rzeczniczka kieleckiego oddziału GDDKiA. Podkreśla, że wykonawca próbuje jakoś ograniczyć utrudnienia. - Najbardziej uciążliwe prace, gdy ruch na ul. Łódzkiej będzie się mógł odbywać tylko wahadłowo, zaplanowano na noc. Zdajemy sobie sprawę, że Łódzka to bardzo ruchliwa arteria - mówi rzeczniczka GDDKIA.
A co z kierowcami, którzy łamią przepisy, niszczą ścieżkę rowerową i pas zieleni. - Przecież każdy kierowca wie, że to zabronione i muszą się liczyć z wyciągnięciem konsekwencji na przykład przez policję - mówi Jarosław Skrzydło, rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg. Drogowcy nie zamierzali więc od razu blokować dzikich przejazdów, ustawiając np. słupki na ścieżce rowerowej. Po jakimś czasie rzecznik do nas oddzwonił: - Ustawimy zapory. W sprawie dzikich objazdów interweniowały też Wodociągi Kieleckie, bo okazało się, że jeżdżące tamtędy samochody uszkodziły studzienki kanalizacyjne - wyjaśnił Skrzydło.
Ale tak źle jeszcze nie było - we wtorek drogowcy zamknęli dla ruchu łącznicę, którą od ulicy Łódzkiej do ekspresowej "siódemki" można było wyjechać na Warszawę i zaczęli rozbierać stojący tam wiadukt. Ruch przeniesiono na drugą łącznicę, z której korzystali dotąd tylko kierowcy zjeżdżający z obwodnicy od strony Krakowa.
"To, co dzieje się na Łódzkiej, to jakaś paranoja. Po zmianie organizacji ruchu na węźle Niewachlów samochody wyjeżdżające z Kielc w stronę Łodzi stoją w koszmarnym korku. We wtorek ok. godz. 17 korek zaczynał się koło zalewu przy ul. Jesionowej, a przejechanie odcinka do Makro zajmowało prawie godzinę. Na dodatek w kierowcach wyzwalają się jakieś dzikie instynkty i wielu objeżdża korek po ścieżce rowerowej i pasie zieleni" - pisze pan Adam, który nakręcił nawet film, jak wyglądała sytuacja w tym miejscu.
Rzeczywiście na ul. Łódzkiej, przed skrzyżowaniem z ul. Hubalczyków, z prawej strony, na wysokości elektrociepłowni, korek omijają samochody, jadąc po ścieżce rowerowej i chodniku. Jeszcze gorzej wygląda objazd po lewej stronie, bo tu niecierpliwi kierowcy jadą po pasie zieleni między dwiema jezdniami, a potem skręcają w ul. Hubalczyków. W efekcie trawa jest już niemal kompletnie rozjeżdżona.
Drogowcy twierdzą, że nie ma szans na ułatwienie przejazdu przez węzeł w Niewachlowie. - Prace są prowadzone w obrębie już istniejącej jezdni, i to bardzo ruchliwej. Ostatnia zmiana organizacji ruchu też jest poważna, bo oznacza wyburzenie wiaduktu. Niewielka poprawa nastąpi dopiero po zakończeniu tych prac, gdy uda się odblokować przebiegającą pod wiaduktem ul. Smolaka - mówi Małgorzata Pawelec, rzeczniczka kieleckiego oddziału GDDKiA. Podkreśla, że wykonawca próbuje jakoś ograniczyć utrudnienia. - Najbardziej uciążliwe prace, gdy ruch na ul. Łódzkiej będzie się mógł odbywać tylko wahadłowo, zaplanowano na noc. Zdajemy sobie sprawę, że Łódzka to bardzo ruchliwa arteria - mówi rzeczniczka GDDKIA.
A co z kierowcami, którzy łamią przepisy, niszczą ścieżkę rowerową i pas zieleni. - Przecież każdy kierowca wie, że to zabronione i muszą się liczyć z wyciągnięciem konsekwencji na przykład przez policję - mówi Jarosław Skrzydło, rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg. Drogowcy nie zamierzali więc od razu blokować dzikich przejazdów, ustawiając np. słupki na ścieżce rowerowej. Po jakimś czasie rzecznik do nas oddzwonił: - Ustawimy zapory. W sprawie dzikich objazdów interweniowały też Wodociągi Kieleckie, bo okazało się, że jeżdżące tamtędy samochody uszkodziły studzienki kanalizacyjne - wyjaśnił Skrzydło.
- 18 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Najlepiej zamknąć całe miasto w cholerę i tyle...
seeba-5
14.07.11, 08:41
A druga strona medalu jast taka, że jeżeli ludzie się nie opamiętają i nadal wszędzie będą chcieli dojechać swoimi puszkami to się w tym bagnie w końcu utopimy. No ale przecież Polska to »
-
Dziki objazd gigantycznych korków na Łódzkiej [...
agakielce
14.07.11, 10:21
Jak się czeka do skrętu w Hubalczyków to śmiech ogarnia patrząc na tych cwaników co zielenią próbują dojechach szybciej... Złości tylko to, że za takim sprytnym unosza się tumany kurzu i »
-
Nic nie usprawiedliwia chamskiego cwaniactwa
pawkrz
14.07.11, 12:23
kierowców i powinni tam być policjanci i wlepiać mandaty ALE: jeżeli się rozgrzebuje Kielce w sposób chaotyczny blokując przejazd przez miasto to nie ma się co dziwić. A piszę o remoncie »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
